Jestem tak strasznie podekscytowana! Przeprowadzka do Nowego Jorku, na Uniwersytet Nowojorski! Gdyby ktoś powiedział mi jeszcze jakieś cztery miesiące temu, że przeprowadzę się z Ohio do Nowego Jorku, nie uwierzyłabym, a teraz? Latam z pudłami jak opętana by niczego nie zapomnieć. Przeprowadzamy się już jutro rano. Mama i ja.
Może zacznę od tego jak się tam nagle znajdę? Moja mama Alice, słynna Pani Architekt dostała ogromne zlecenie. Oczywiście, ambicje biorą górę, nie będzie nadzorowała z daleka prac i spotkań, więc się przeprowadzamy. I dla mnie i dla niej to ogromna szansa. Aplikowałam na studia i dostałam się już w pierwszym terminie. Greg, mój chłopak był tak samo podekscytowany co i ja.
W końcu będziemy razem, we wspólnym mieście. Wiedziałam przecież od zawsze, że jak znajdę miłość to się okaże coś nie tak. No i? Wyszło jak zwykle. Greg mieszka w Nowym Jorku a ja w Cleveland. Poznaliśmy się na obozie sportowym, który odbywał się ponad rok temu w NY.
Byłam tam jako cheerleaderka, czy to w ogóle można zaliczyć by brać udział w obozie sportowym? Najwidoczniej tak. Można powiedzieć, że od razu była między nami chemia, dokuczał mi od początku. Wiem, dziecinne, ale to w jego wykonaniu urocze. W końcu dałam się zaprosić na randkę, tuż przed końcem obozu. I tak trwamy w odległości około piętnastu miesięcy. Zleciało... Za szybko.
Byłam już na kursie przygotowującym na moim nowym Uniwersytecie, odbywają się one właśnie dla takich jak ja z bardzo odległych miejscowości. Poczułam, że tam jest moje miejsce, od początku mi się podobało. Oczywiście zapisałam się na zajęcia i na eliminacje do drużyny cheerleaderek.
Dostanę się, wiem. Dziewczyny które przyszły były koszmarne. Przyszły bo je ktoś zmusił, dla dodatkowych punktów, dla zaliczenia wuefu. Ja przyszłam, bo uwielbiam to co robię. Lubię zagrzewać ludzi do kibicowania a przy okazji tańczyć. Greg jest futbolistą więc tym nam łatwiej będzie się widywać jako, że treningi mamy cztery razy w tygodniu, nie będzie problemu ze spotkaniami czy znalezieniem wolnej chwili dla siebie. Można powiedzieć, że od początku dogadywałam się z tamtejszymi dziewczynami z drużyny. Byłam tam zaledwie trzy dni, nie poznałam wszystkich, to były ostatnie dni przed wakacjami, więc szkoła nie była też już tak przepełniona. Krzątały się grupki ludzi po korytarzach, ale podejrzewam, że to była niewielka dawka ilości ludzi jakie tam przebywają codziennie.
Och. Byłabym zapomniała, będę jedyną brunetką w morzu tych wysokich blondynek. Do nich wyglądam jak klops. No dobrze, może nie do końca, bo jestem wysportowana i w ogóle, ale niska do tych wszystkich długonogich blondynek. Na szczęście z tego czasu co z nimi przebywałam, żadna nie okazała się być stereotypową blondi.
- Melody! Zejdź tu proszę, musimy jeszcze opróżnić garaż.
- Mamo, co ty chcesz zabierać z garażu? Nic prócz auta nie będzie ci tam potrzebne. Te wszystkie pierdoły chcesz ze sobą targać?- Zbiegłam na dół do garażu- Po co komu będzie ponton?- biorę go do ręki- A to? Co to w ogóle jest? Używałaś tego stepera kiedyś? Ja nie sądzę.
- Tam zacznę- dodała z przekonaniem.
- Doskonale wiemy mamo, że nie zdarzy się taki dzień w którym byś zaczęła ćwiczyć. Chyba, że poznasz jakiegoś seksownego trenera personalnego. Ale myślę, że nawet wtedy miałabyś opory.
- Mel! Nie przeginaj.
- A to?- biorę do ręki worek na śmieci zwinięty na półce- Mamo, tu są same przepisy. Ty nie gotujesz- zaśmiałam się, a ona wzięła ode mnie te przepisy.
- Zostaw je, dla trenera może się kiedyś przydać- mrugnęła do mnie porozumiewawczo.
- A to?- wzięłam karton z półki i nadal trzymając go na rękach osunęłam wieko- Och...- westchnęłam.
- Co tam jest?
- Nic mamo, pamiątki jakieś.
- Melody, co tam jest?- dodała stanowczo.
- Rzeczy, różne rzeczy, zdjęcia, bluzki, przypinki, wszystko taty.
-Och, to to akurat możesz wyrzucić, tak samo jak on kiedyś nas.- powiedziała to głosem tak strasznie wyprutym z emocji.
- Załatwione- upuściłam karton na podłogę a zdjęcia się potłukły, opuściłam pokrywkę na karton- Myślę, że dzisiaj już starczy porządkowania w garażu.
- Aleś ty brutalna córko- zaśmiała się- Masz rację, nie potrzebujemy stamtąd za wiele. A teraz się kładź, jutro czeka nas długa droga. Nowy dom, nowi znajomi, z dala od tego bałaganu, co?
- Kocham cię mamo.
- Kocham cię Melody. Śpij dobrze.
Wiedziałam, że się stara. Starała się być twarda, ale wraz z otwarciem kartonu uchyliłam jej ranę. Od lat staramy się nie rozmawiać o tym dupku, a jednak dzisiaj otwarty karton wywołał coś czego wolałybyśmy uniknąć, typowego zakłopotania.
Nie miałam nigdy z tym problemu, że już go z nami nie ma. Nie dlatego, że mi nie zależało, po prostu zobojętniałam.
Gdy miałam dziesięć lat tata zaczął coraz później wracać do domu, wszczynał o byle co kłótnie z moją mamą. Nie pił, nie brał też narkotyków. Zdradzał, na potęgę. Moja mama starała się z nim wytrzymać. Dała radę tylko rok. W ciągu tego roku, pełnego kłótni doszczętnie wydawała jego pieniądze. Na mnie, na rozwój swojej firmy. Miał przecież ich sporo. Mama za dnia wyrabiała sobie nazwisko i fundamenty, a wieczorem starała się burzyć mury między nim a sobą. Niestety nie wyszło.
Było tak źle, że pewnego dnia zapakowała nasze walizki do auta, moją i swoją, pojechała jak gdyby nigdy nic po mnie do szkoły, wróciłyśmy do domu, ale tylko po to by zjeść z nim ostatnią kolację, to ja przekonałam mamę do tego. Mama schowała kluczyki do auta do kieszeni w swoich spranych jeansach i uczesała włosy w kitkę. Wyglądała tak młodo. Tata wrócił tego dnia do domu po jedenastej wieczorem, tym razem śmierdział alkoholem, ale nie tyle w tym złego... Wszedł chwiejnym krokiem do domu z KOCHANKĄ!!!
Uśmiechnął się bezczelnie na widok zrobionej przeze mnie kolacji, siedziałam z mamą przy stole i obserwowałam to przedstawienie. Tata podszedł do mamy i uderzył ją, w policzek.
- Mam dość- dodał chłodno prosto w jej twarz.
Pociągnął ją za rękę, mama złapała mnie i ciągnęła za sobą, tata zaś wyprowadził nas na zewnątrz domu i wszedł do środka zatrzaskując drzwi przed nosem.
- Widzisz Melody, zostałyśmy teraz same.
- To super!- ucieszyłam się, w sumie szczerze.
Miałam dość oglądania mamy płaczącej, niechętnej do niczego. Teraz widziałam jak na jej usta wypływał szeroki uśmiech. A z jeszcze większym wyszła z sali rozwodowej. Gdy przypadło jej z tego związku kilka milionów dolarów. Nazwisko jej własnej firmy nie ucierpiało. Ucierpiała tylko godność mojego ojca, a w sumie karykatury ojca, jego budżet. Nie widziałam się z nim od tamtego czasu, czyli jakieś siedem lat. I jestem najszczęśliwsza.
Moja mama robi dla mnie i za mamę i za tatę, niczego mi nie brakuje. Mam kochającego faceta, dostałam się do doskonałej szkoły. Przede wszystkim mam cudowną kobietę za mamę, tak dzielną, taką fantastyczną i szczerą. Jest dla mnie więcej niż mamą. Przyjaciółka, mama, tata, siostra, robi za wszystkich. Dla mnie układ doskonały.
Weszłam do pokoju i zapakowałam ostatnie rzeczy do swojego pudła, zdjęcia i pamiątki, ściągnęłam z półki zdjęcie z Gregiem, nasze pierwsze zdjęcie gdzie całuję go w policzek a on robi zdziwioną minę, oczywiście przekomicznie zdziwioną minę, ja mam na sobie strój cheerleaderki i uniesioną nogę a on swój strój futbolisty i w ręku kask. To był ostatni dzień obozu sportowego. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie i schowałam zdjęcie do kartonu na samą górę. Zakleiłam go taśmą, zniosłam na dół i schowałam w samochodzie.
"I jak kotku? Spakowana i gotowa?"
"Jak najbardziej! Już się nie mogę doczekać. Ciebie i Nowego Jorku, niby nie pierwszy raz, ale ekscytacja rośnie z każdą godziną. Zobaczymy się jutro?"
"Po co to pytanie? Wiesz, że tak. Zadzwoń do mnie jak będziecie dojeżdżać to wyjadę od siebie. Pomogę się Wam z mamą rozpakować. Śpij! Kocham"
"Dziękuję, kocham <3"
Poszłam do łazienki wziąć prysznic. Zmyłam makijaż i wrzuciłam na siebie ulubiony dres i koszulkę. Zeszłam na dół i wyszłam na taras. Rozpostarłam ręce na barierkach przy schodach, zeszłam na dół. Podwinęłam nogawki i usiadłam na brzegu naszego basenu. Zamoczyłam nogi i cieszyłam się panoramą miasta. Niewiarygodny widok rozpościerał się z tego miejsca. Jakby wszystko było u moich stóp. Okropnie będę tęsknić za tym miastem. Odłożyłam dłonie do tyłu i przyglądałam się jak miasto buzuje.
W powietrzu czuć było już jesienne powietrze, lato nie rozpieszczało już. Mieliśmy przełom sierpnia i września, powietrze mieszało się ze sobą, ale mnie tu było dobrze, zawsze było.
Spędziłam jeszcze na zewnątrz trochę czasu. Gdy ostatni raz spoglądałam na zegarek dobiegała trzecia, nie wiem czy do tego czasu czuwałam czy się przebudziłam, ale do rana nic nie było w stanie wyciągnąć mnie z łóżka.
Ciekawie się zaczyna, czekam na next i rozwinięcie akcji.
OdpowiedzUsuńAle nie myślałaś przypadkiem żeby zacząć to ff na wattpad? Tam na pewno zdobędziesz większą publiczność i rozgłos niż tu na bloggerze :)
Myślałam o pisaniu i tu i tu, zobaczę jeszcze :D
Usuń