czwartek, 29 września 2016
Rozdział #8
-Policja, otwierać!
Spojrzałam na zegarek, była trzecia nad ranem. W telewizji leciały zakupy mango, co za bzdury. Byłam swobodnie ubrana w swoje domowe spodnie, w których wolałabym się nie pokazywać.
Usłyszałam ponowne dobijanie się do drzwi. Moja mama zapaliła światło w przedpokoju, wyszłam równo z nią z salonu i popędziłam do drzwi.Otworzyłam. Moim oczom ukazało się dwóch umundurowanych policjantów z odznakami w dłoniach.
-Melody Gomez?
-Tak, to ja, w czym mogę pomóc?- zapytałam przecierając oczy.
-Zna pani Grega Sulkina?
-To...To mój chłopak, co z nim jest?- czułam jak żółć podchodzi mi do gardła.
-Miał wypadek, około godziny temu. Ostatni był widziany podczas kłótni z panią, tak nam podają źródła. Miał przy sobie narkotyki, prowadził auto, wjechał w rów przydrożny.
-O Mój Boże- przyłożyłam dłonie do ust.
-Co pani wie na temat tych narkotyków?
-Nie wiem nic, nie wiem skąd miał je przy sobie. Poszliśmy razem na imprezę, i dopiero tam mu szajba odbiła. Rozmawiał przed budynkiem z jakąś dziewczyną, ja zostałam w środku, tańczyłam z kolegą, Greg gdy wrócił do środka wpadł w szał, popchnął mnie, wyszliśmy porozmawiać na zewnątrz, obrzucił mnie obelgami. Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale powiedział, że da się podrzucić do domu. Wróciłam tu i zasnęłam.
-Żyje?-zapytała moja matka.
To pytanie ciążyło nade mną całą wizytę policjantów w naszym domu.
-Żyje, jest trochę poobijany, leży w szpitalu. Myślę, że będzie chciała go pani odwiedzić. Proszę to zrobić.
Jak mógł prowadzić po narkotykach? Jak mógł być tak nieodpowiedzialny? Może brał je już od jakiegoś czasu? Spóźniał się, był nierozgarnięty, może to było przyczyną? Jak mogłam być ślepa.
Porozmawiałam jeszcze chwilę z policjantami, uznali, że wiedzą już wszystko co powinni. Nie wiedzieliśmy kto i co mu podał, ale to jest nie do wyjaśnienia, w środku tamtego budynku są kamery tylko w toaletach, przejściach i przed budynkiem. No i jedna na parkiecie, nie ma na nim nagrania by cokolwiek, ktoś mógł mu dosypać. Na zewnątrz, też niczego nie brał. Gdy policjanci wyszli z naszego domu, szeroko otworzyłam oczy. Barman. Jedyna osoba, która mogła mu coś dosypać, kurwa.
Pięć minut później zbiegłam na dół ze swoją torbą, wsiadłam do auta i pojechałam do szpitala wskazanego przez policję. Dojechałam na miejsce po prawie pół godzinie. Wbiegłam do środka, nie pytałam nawet w rejestracji o salę, i tak nikt by mi nie powiedział. Szukałam jego sali przez dobre dwadzieścia minut czasu. Ale znalazłam!
Widok w środku mnie zamurował.
-Co ty tu robisz? Jesteś osobą, której najmniej bym się tu spodziewała- rzuciłam do Justina.
-To ja go znalazłem, to ja go tu dotransportowałem. Lekkie wstrząśnienie mózgu, złamana noga. Nic mu nie będzie.
-Ty mu to dałeś?
-Tak, jasne, ja. Cały czas byłem z tobą.
Odetchnęłam z ulgą, jakoś wierzyłam, albo chciałam wierzyć w jego niewinność. Nie chciałam by był oprawcą mojego faceta. Podeszłam do leżącego na Gregu łóżka szpitalnego.
-Musisz być cicho, pielęgniarki są tu wyrozumiałe, ale tylko dla mnie i mojego uroku- uśmiechnął się.
Przewróciłam oczami.
-Gdzie są jego rodzice?
-Byli tu, wrócą rano.
Usiadłam obok niego na łóżku i pogładziłam po jego policzku.
-Hej skarbie- głaskałam go dalej, Boże jakie sińce, posmutniałam- Wiem, że to po części moja wina, przepraszam, nie powinniśmy byli się kłócić, nie powinnam była ci dawać tych kluczyków- rozpłakałam się- Wróć do nas, proszę, to zupełnie nie ty. Ułoży się, wiem, że tak- otarłam łzy z policzka- Kocham cię- musnęłam go w usta.
-Chyba już pójdę- zaczął Justin.
Kompletnie zapomniałam o jego obecności tutaj. Wstałam od swojego chłopaka z łóżka.
-Dziękuję ci, na prawdę bardzo ci dziękuję- wyszliśmy przed salę- Gdyby nie okoliczności, czas no i miejsce, to może i by nam się udało, ale sam rozumiesz, kocham tego gościa, nawet po tej nocy. Nie jesteś taki zły, przepraszam, że cię tak wyzywałam i wykorzystałam. Ten wieczór nie potoczyłby się tak źle.
-Mel...
-Ćśś, idź już, dziękuję ci, ale zostanę z nim teraz już ja.
Musnęłam go w policzek i uśmiechnęłam się wycierając oczy z łez, wróciłam do sali i usiadłam w fotelu obok łóżka Grega. Zostałam z nim tam do rana, aż jego rodzice wrócili. Wiedziałam co sobie myślą, pewnie w ogóle mnie tu nie chcieli, nie spodziewali się takiego widoku. Może Justin im coś nagadał?
-Mel!- pisnęła radośnie matka Grega- O, Mel! Tak się o niego baliśmy. Co tu robisz?
-Przyjechałam z nim trochę posiedzieć, wcześniej mój przyjaciel z nim siedział, ale już była pora by go zmienić.
-Cieszę się, że tu jesteś, jego stan na pewno dzięki tobie się polepszył. Ale idź teraz do domu, odeśpij trochę nocy, przebierz się, odpocznij. Wróć po południu?
-Chętnie.
Wymieniłyśmy jeszcze między sobą kilka ckliwych komentarzy, wróciłam po szpitalu prosto do swojego domu. Było mi teraz w nim jakoś... Dziwnie. Weszłam na górę do swojego pokoju, wzięłam w przylegającej do niego łazience prysznic, zmyłam makijaż, zaczesałam włosy.
Przebrałam się w świeże ubrania.
Wyszłam na taras z miską płatków w ręce.
Kurwa, rzuciłam nią o ziemię, słysząc jak się rozbija.
Jaka ze mnie idiotka. Dlaczego pozwoliłam mu jechać do domu samemu. Wiedziałam, że jest z nim coś nie tak. Pozwoliłam by zrobił sobie krzywdę. Kurwa, kurwa, kurwa.
Usiadłam na ziemię i po prostu się rozpłakałam. Przyciągnęłam do klatki piersiowej swoje nogi, oparłam się o szklaną balustradę, schowałam głowę między kolana.
-Hej, co się dzieje maleńka?
-Jaja sobie robisz? Jak tu wszedłeś?
-Zostawiłaś otwarte drzwi, widziałem cię ze swojego domu, zabawne co, mieszkamy tak blisko, że wiem co się dzieje.
-Nie masz lepszych zajęć?
Spojrzałam na swój strój, później na niego.
-Ciekawy dobór stroju- zaczęłam.
-O, nie schlebiaj sobie, byłem już tak ubrany wcześniej.
Uśmiechnęłam się przez łzy, po czym przypomniałam sobie o Gregu, łzy same zaczęły płynąć.
-Hej, hej, mała, uspokój się, nic mu nie będzie- Justin kucnął przy mnie.
-To wszystko przeze mnie. Mogłam go nie zostawiać.
-Sama widziałaś jak się zachowywał. Może to go odrobinę otrzeźwi.
-Nie powinnam była go zostawiać, no przecież, on nic nie zrobił a ja byłam taka sukowata.
-Widziałaś co robił, nie broń go.
-Chyba muszę.
-Mel.
-Masz rację. Zachował się źle, ale to nie znaczy, że powinien przez to przejść- zaczęłam.
-Nie mogłaś tego przewidzieć. Nikt nie mógł.
Zapadło milczenie, spojrzałam na niego, uśmiechał się delikatnie. Justin sięgnął do moich policzków i otarł kciukiem spod nich łzy. Pochyliłam się do niego i przycisnęłam swoje wargi do jego warg.
Westchnął cicho i powitał moje usta chętnie, jego język wdarł się w moje usta. Położyłam dłoń na jego szyi, przeszedł go dreszcz. Pochylił mnie na ziemię na tarasie i mocno wpijał się w moje usta.
Przesuwał dłonią od moich ud w górę brzucha, westchnęłam cicho.
Jego język był taki kojący, usta takie miękkie, a oddech cudownie miętowy. Justin zsunął swoje wargi na linię mojej żuchwy, muskał ją i skubał, ja delikatnie drapałam go po szyi i plecach. Jęknął głośno, ciekawe ile dziewczyn tak na niego oddziaływało... Wow, wow, wow. Stop. Co ja kurwa robię.
Oderwałam się od niego i odepchnęłam, czołgając na rękach. Ja oddychałam ciężko, on również. Był cały rozpalony, wybrzuszenie w jego spodniach było bardziej widoczne niż zwykle. Schowałam twarz w dłonie.
-Proszę, powiedz, że to się nie stało- zaczęłam.
-Stało się i było cudowne.
-Nie, nie było, to było... Nie powinno było się w ogóle zdarzyć. Wiesz o tym doskonale.
-Ty tego chciałaś, ja chciałem, nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia.
-Mam. Okropne. Nie, nie, nie.
-Wiesz, że będę cię lepiej traktował. Lepiej niż on to potrafi robić. Widziałaś jaki był wczoraj.
-Nie był sobą. Wziął jakieś gówno, i stracił panowanie nad sobą.
-Żeby nie robił tego za często.
Justin wstał i wyszedł. Jak gdyby nigdy nic. A ja zostałam sama ze swoimi wyrzutami. Ekstra.
sobota, 24 września 2016
Rozdział #7
Mamy piątek! Justin odpuścił, jakby kogoś to interesowało.
Nie odzywał się do mnie do końca tygodnia. Święty spokój. To coś czego oczekiwałam od początku przyjazdu tutaj. Jedyne co mnie wkurza, to to, że Greg nie wypełnia tego co mówi. Obiecuje, że przyjedzie o danej godzinie a nie zjawia się wcale lub przyjeżdża spóźniony. Zawsze z tą samą gównianą wymówką, że telefon mu szwankuje. I rzeczywiście jego czas jest jakby na nim spowolniony. Myśli, że ma jeszcze czas a już mija dana godzina. Spóźnia się na wykłady, na spotkania ze mną, do kina, na spacery, na kolację w restauracji. Dzięki czemu nie dostaliśmy zarezerwowanego stolika.
Lekcje kończą się za dwadzieścia minut. W spokoju będę mogła się przebrać na imprezę organizowaną przez Justina i jego znajomych. Mam nadzieję, że tym razem Greg przyjedzie na czas. Na wszelki wypadek będę pilnowała czasu i zadzwonię do niego gdy będzie miał wyjeżdżać z domu.
Gdy skończyły się wykłady, wróciłam do domu swoim samochodem. Już nie jeżdżę z Gregiem, nie zamierzam się spóźniać. W jakim świetle by mnie to stawiało przed wszystkimi. Opuściłam szkołę około piętnastej. Wjechałam do pralni odebrać swoją sukienkę.
-Załóż coś niebieskiego, taką mam koszulę- dostałam smsa od Grega.
-Już to ustaliliśmy kochanie. Dwa dni temu. Nie stresuj się.
Biedny, nie będzie to pierwszy raz gdy wychodzimy wspólnie, więc nie wiem skąd te nerwy? Może obawia się mnie przedstawić co niektórym znajomym? Wypytam go o wszystko gdy sobie wypije. Ja muszę zachować trzeźwość, to ja prowadzę do domu. Nie zamierzam się upijać na pierwszej imprezie, na którą pójdę.
Wbiegłam do siebie w domu do pokoju i zaczęłam szykować na imprezę. Nie będzie ona w żadnym domu, to będzie coś bardziej w stylu klubu, choć nie do końca, jakby któryś z nich miał prywatny klub dla domówek. Tak to miejsce zostało określone.
Stroje bardziej klubowe, czyli kuse sukienki, spódniczki a faceci w miarę przyzwoitości.
Podkręciłam więc delikatnie włosy, zrobiłam sobie makijaż i założyłam swoją sukienkę na pięć minut przed przyjazdem Grega.
Założyłam na nogi szpilki, słysząc jak wjeżdża na podjazd. W dodatku o czasie. Tak byłam zajęta przygotowaniami, że nie pomyślałam, że może się nie zjawić.
-Ha! Udało mi się! Jestem na czas!- krzyknął gdy zamykałam drzwi od domu.
-Mam ci gratulować? Tak powinno być zawsze- odwróciłam się gdy już schowałam klucze do swojej mini torebki.
-Wow!- krzyknął i gwizdnął jednocześnie- Nie wiedziałem nawet, że masz w szafie taką sukienkę.
-Nie było jeszcze okazji by ją założyć, ale myślę, że na dziś się nadaje świetnie- wsiadłam do auta- Greg, co ty masz na sobie?- roześmiałam się.
-Tak wiem, że to jest trochę bardziej szare niż niebieskie, ale ma poświatę tego koloru.
-Co ty pieprzysz- roześmiałam się jeszcze bardziej- To nie ma nic wspólnego z moją sukienką, z jej kolorem.
-Nie śmiej się, to koszula od twojej mamy- od razu przestałam się śmiać- Na gwiazdkę w zeszłym roku. Co? Już nie jest tak zabawnie- uśmiechnął się szeroko i położył dłoń na moim udzie- Poszczęści mi się dzisiaj?
-Ha, ha. Po pijaku? Nie ma mowy- poprawiłam jego fryzurę gdy włączaliśmy się do ruchu na ulicy.
-A jeśli nie będę pił?
-Myślę, że oboje będziemy zmęczeni nocną zabawą by mieć później siłę na igraszki, nie sądzisz?
-Nie wytrzymam kobieto. Może jutro? Proszę, spuść ze mnie to ciśnienie. Sukienką mi tego nie ułatwiasz.
Zakryłam twarz dłońmi i roześmiałam się, spojrzałam na niego.
-Nie patrz na mnie tak, kurwa. Twoje spojrzenie zawsze-jestem-gotowa-na-seks, nie pomaga mi w tym.
-Mam takie spojrzenie?
-Gdy patrzysz spod przymrużonych powiek i zagryzasz wargę, można sobie wiele wyobrażać- uśmiechnął się- Pogadamy jeszcze o tym.
-Traktujesz to jak jakąś umowę. Nie możesz raz podejść i spontanicznie mnie wziąć?
-Przemyślę to.
Jęknęłam i wyrzuciłam dłonie w geście irytacji. Zawsze planował, seks w kalendarzu, pewnie nasze pocałunki były też zaplanowane. Jednak wiedziałam, że po prostu nie chce bym się czuła niekomfortowo.
Dojechaliśmy na miejsce po pól godzinie. Greg całą drogę gładził mnie po udzie i zerkał w moją stronę.
-Postaram się mniej planować a więcej robić, ok?- zapytał w końcu.
-Tak, świetnie.
Wyszliśmy z auta i weszliśmy do klubu, który znajdował się na poziomie minus jeden, w piwnicy. Widziałam wszystkie dziewczyny, skąpo ubrane w crop topy, spodenki, które odsłaniały pół tyłka. Moja sukienka w porównaniu z ich ubraniami, a raczej ledwo zakrywanymi szmatkami, w porównaniu z nimi to byłam w pełni ubrana.
-Pójdę coś nam wziąć do baru, zaczekaj tu na mnie.
-Pospiesz się, proszę.
Musnął mnie w policzek i odszedł. Stałam, czekałam, dwadzieścia cholernych minut i nadal go nie było. Ruszyłam w stronę baru, nie było go i tam. Przeszłam cała salę, palarnie, jebany taras, nigdzie go nie było. Zniknął.
Usiadłam na stołku przy barku, jedna łza stoczyła mi się po policzku, wytarłam ją natychmiastowo.
-Co się stało? Jakbym odtwarzał sytuację, znów taka zagubiona- zaczął Justin.
-Daj mi spokój. Czekam na Grega.
-To jeszcze sobie poczekasz. Prowadzi bardzo ożywioną dyskusję przed budynkiem z pewną blondynką.
-Nie ściemniaj.
-Przysięgam. Mogę ci pokazać obraz z kamery jeśli chcesz.
-Pokaż.
Justin wyciągnął swój telefon, pogrzebał w nim chwilę i pokazał mi na ekranie obraz z zewnątrz tego miejsca.
-Byłam tam przed chwilą, jeszcze go tam nie było- zaczęłam gdy zobaczyłam jak ożywioną dyskusję prowadzi z dziewczyną.
Ona swobodnie dotyka go po ramieniu czy to po policzku, okropnie jest to oglądać. Czy takie właśnie było jego zachowanie przez ostatni rok? Był taki otwarty na flirt?
-Mogę cię o coś prosić?- zapytałam.
-O co tylko zechcesz.
-Jak tu wróci, zatańcz ze mną. Niech wie jak to boli.
-Na prawdę? Chcesz mu robić na złość, mną?
-Wiem, że to okrutne i nie wyobrażaj sobie za wiele, jeśli nie chcesz to poproszę kogoś innego.
Rozejrzałam się po sali i wskazywałam palcami na chłopaków.
-Nie, kurwa, nie. Dobra, to pojebane ale zrobię to, niech ci będzie.
Chłopak przechodzący obok z aparatem zapytał, czy chcielibyśmy sobie zrobić zdjęcie... Pokręciłam przecząco głową, a Justin przyciągnął mnie do swojego boku.
-To na pamiątkę, do albumu szkolnego- roześmiał się- Chyba nie będziesz płakać z powodu fotki ze mną, co?
-Ujdzie- uśmiechnęłam się.
Poczekałam na wejście Grega w podziemia, zajęło mu to kolejne dziesięć minut. Gdy zobaczyłam, że schodzi na parkiet, wstałam od stołka barowego z Justinem i poszliśmy na parkiet. Justin praktycznie zaciągnął mnie na niego za rękę, czułam się dziecinnie, ale cóż, słowo się rzekło.
Odwróciłam się do Justina plecami i przywarłam do niego. Zsunął delikatnie dłonie po moich rękach i splótł palce z moimi, poruszaliśmy się wspólnie w rytm piosenki. Poczułam, dosłownie poczułam dziwny prąd między nami. Jakby coś niewypowiedzianego zaczęło nam ciążyć.
-Mel- zaczął Justin, gdy poczułam jak zostaje ode mnie odepchnięty.
Zadziałało.
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz, tak tańcząc z moją dziewczyną?!- podniósł głos Greg.
-Dobrze się bawiłeś z blondynką?- zaczęłam mówić do Grega, a ten odepchnął mnie, zatoczyłam się lekko w tył, tracąc równowagę na moment, dłoń Justina złapała mnie w odpowiednim momencie, tak bym nie wywaliła się na twardą ziemie.
-Hej, hej, kolego- zaczął Justin- Nie traktuje się tak kobiet.
-Co ty kurwa wiesz o szacunku. Mel, przepraszam, nic ci nie jest?
-Nie, nic. Justin, dziękuję ci za pomoc, ale myślę, że załatwimy to na zewnątrz. W sensie, porozmawiamy Greg, na zewnątrz, już.
Wypchnęłam go na zewnątrz.
-Teraz będziesz się bawiła w dziwkę?
-Nie mów tak do mnie.
-To nie zabawiaj się z innymi na moich oczach.
-Tylko tańczyliśmy, a ja zrobiłam to celowo. Widziałam cię z nią, jak cię dotykała i uśmiechała się.
-To... Kochanie, to dawna przyjaciółka mojej rodziny, koleżanka mojej siostry, dorastaliśmy razem, nie chciałem jej tak odepchnąć, bo dużo pomogła Sarze, sama wiesz. Miały podobne problemy, nie lubią być odrzucane. Nie bierz tego do siebie, jesteś lepsza. Szczególnie w tej sukience.
Otworzyłam szeroko oczy, To nie był mój Greg, mój nie jest taki zmienny, te humorki... O nie. Podeszłam do niego bliżej a on się uśmiechnął, spojrzałam mu w oczy i lekko je rozszerzyłam.
-Greg, co za narkotyki wziąłeś?
-Nie brałem narkotyków kocie.
-Greg, przecież widzę.
-Ty wszystko wiesz i widzisz, co?- Oho, znowu się zaczyna.
-Wracam do domu. Zostajesz czy jedziemy?
PROSZĘ, POWIEDZ, ŻE CHCESZ JECHAĆ.
-Zostaję, ja się dobrze bawię. Idź, ale zostaw mój samochód.
-Proszę bardzo- rzucam w niego kluczykami, które mi dał na wejściu- Niech cię blondi odwiezie.
-Tak zrobię. Poproszę ją o to, znaczy się- uśmiechnął się ukazując dołeczki.
Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w stronę postoju taksówek. Nie zamierzałam dzisiaj już znosić jego humorków.
-Jestem gotowa ci wybaczyć dzisiaj, tylko przyjedź do mnie trzeźwy. I nie nafaszerowany narkotykami.
-A postarasz się wyglądać mniej jak dziwka?
-Tak, z pewnością- dodałam zrezygnowana.
Boże, to nie był mój Greg, on się nigdy tak nie zachowywał. Nigdy mnie nie zwyzywał, nigdy nie obraził, nie popchnął mnie. Co mu podano? Może to ta blondi?
Ocierałam spod oczu łzy i wsiadłam do taksówki. Byłam w domu ledwo dwie godziny od swojego wyjścia. Mamy nie było, wyszła z przyjaciółkami z pracy.
Zmazałam makijaż, zrzuciłam z siebie durną sukienkę i wrzuciłam ją do pieca na dole. Co za koszmarny wieczór. Związałam włosy w kucyk i włączyłam sobie pranie mózgu w telewizji. Obudziło mnie dobijanie do drzwi.
Nie odzywał się do mnie do końca tygodnia. Święty spokój. To coś czego oczekiwałam od początku przyjazdu tutaj. Jedyne co mnie wkurza, to to, że Greg nie wypełnia tego co mówi. Obiecuje, że przyjedzie o danej godzinie a nie zjawia się wcale lub przyjeżdża spóźniony. Zawsze z tą samą gównianą wymówką, że telefon mu szwankuje. I rzeczywiście jego czas jest jakby na nim spowolniony. Myśli, że ma jeszcze czas a już mija dana godzina. Spóźnia się na wykłady, na spotkania ze mną, do kina, na spacery, na kolację w restauracji. Dzięki czemu nie dostaliśmy zarezerwowanego stolika.
Lekcje kończą się za dwadzieścia minut. W spokoju będę mogła się przebrać na imprezę organizowaną przez Justina i jego znajomych. Mam nadzieję, że tym razem Greg przyjedzie na czas. Na wszelki wypadek będę pilnowała czasu i zadzwonię do niego gdy będzie miał wyjeżdżać z domu.
Gdy skończyły się wykłady, wróciłam do domu swoim samochodem. Już nie jeżdżę z Gregiem, nie zamierzam się spóźniać. W jakim świetle by mnie to stawiało przed wszystkimi. Opuściłam szkołę około piętnastej. Wjechałam do pralni odebrać swoją sukienkę.
-Załóż coś niebieskiego, taką mam koszulę- dostałam smsa od Grega.
-Już to ustaliliśmy kochanie. Dwa dni temu. Nie stresuj się.
Biedny, nie będzie to pierwszy raz gdy wychodzimy wspólnie, więc nie wiem skąd te nerwy? Może obawia się mnie przedstawić co niektórym znajomym? Wypytam go o wszystko gdy sobie wypije. Ja muszę zachować trzeźwość, to ja prowadzę do domu. Nie zamierzam się upijać na pierwszej imprezie, na którą pójdę.
Wbiegłam do siebie w domu do pokoju i zaczęłam szykować na imprezę. Nie będzie ona w żadnym domu, to będzie coś bardziej w stylu klubu, choć nie do końca, jakby któryś z nich miał prywatny klub dla domówek. Tak to miejsce zostało określone.
Stroje bardziej klubowe, czyli kuse sukienki, spódniczki a faceci w miarę przyzwoitości.
Podkręciłam więc delikatnie włosy, zrobiłam sobie makijaż i założyłam swoją sukienkę na pięć minut przed przyjazdem Grega.
Założyłam na nogi szpilki, słysząc jak wjeżdża na podjazd. W dodatku o czasie. Tak byłam zajęta przygotowaniami, że nie pomyślałam, że może się nie zjawić.
-Ha! Udało mi się! Jestem na czas!- krzyknął gdy zamykałam drzwi od domu.
-Mam ci gratulować? Tak powinno być zawsze- odwróciłam się gdy już schowałam klucze do swojej mini torebki.
-Wow!- krzyknął i gwizdnął jednocześnie- Nie wiedziałem nawet, że masz w szafie taką sukienkę.
-Nie było jeszcze okazji by ją założyć, ale myślę, że na dziś się nadaje świetnie- wsiadłam do auta- Greg, co ty masz na sobie?- roześmiałam się.
-Tak wiem, że to jest trochę bardziej szare niż niebieskie, ale ma poświatę tego koloru.
-Co ty pieprzysz- roześmiałam się jeszcze bardziej- To nie ma nic wspólnego z moją sukienką, z jej kolorem.
-Nie śmiej się, to koszula od twojej mamy- od razu przestałam się śmiać- Na gwiazdkę w zeszłym roku. Co? Już nie jest tak zabawnie- uśmiechnął się szeroko i położył dłoń na moim udzie- Poszczęści mi się dzisiaj?
-Ha, ha. Po pijaku? Nie ma mowy- poprawiłam jego fryzurę gdy włączaliśmy się do ruchu na ulicy.
-A jeśli nie będę pił?
-Myślę, że oboje będziemy zmęczeni nocną zabawą by mieć później siłę na igraszki, nie sądzisz?
-Nie wytrzymam kobieto. Może jutro? Proszę, spuść ze mnie to ciśnienie. Sukienką mi tego nie ułatwiasz.
Zakryłam twarz dłońmi i roześmiałam się, spojrzałam na niego.
-Nie patrz na mnie tak, kurwa. Twoje spojrzenie zawsze-jestem-gotowa-na-seks, nie pomaga mi w tym.
-Mam takie spojrzenie?
-Gdy patrzysz spod przymrużonych powiek i zagryzasz wargę, można sobie wiele wyobrażać- uśmiechnął się- Pogadamy jeszcze o tym.
-Traktujesz to jak jakąś umowę. Nie możesz raz podejść i spontanicznie mnie wziąć?
-Przemyślę to.
Jęknęłam i wyrzuciłam dłonie w geście irytacji. Zawsze planował, seks w kalendarzu, pewnie nasze pocałunki były też zaplanowane. Jednak wiedziałam, że po prostu nie chce bym się czuła niekomfortowo.
Dojechaliśmy na miejsce po pól godzinie. Greg całą drogę gładził mnie po udzie i zerkał w moją stronę.
-Postaram się mniej planować a więcej robić, ok?- zapytał w końcu.
-Tak, świetnie.
Wyszliśmy z auta i weszliśmy do klubu, który znajdował się na poziomie minus jeden, w piwnicy. Widziałam wszystkie dziewczyny, skąpo ubrane w crop topy, spodenki, które odsłaniały pół tyłka. Moja sukienka w porównaniu z ich ubraniami, a raczej ledwo zakrywanymi szmatkami, w porównaniu z nimi to byłam w pełni ubrana.
-Pójdę coś nam wziąć do baru, zaczekaj tu na mnie.
-Pospiesz się, proszę.
Musnął mnie w policzek i odszedł. Stałam, czekałam, dwadzieścia cholernych minut i nadal go nie było. Ruszyłam w stronę baru, nie było go i tam. Przeszłam cała salę, palarnie, jebany taras, nigdzie go nie było. Zniknął.
Usiadłam na stołku przy barku, jedna łza stoczyła mi się po policzku, wytarłam ją natychmiastowo.
-Co się stało? Jakbym odtwarzał sytuację, znów taka zagubiona- zaczął Justin.
-Daj mi spokój. Czekam na Grega.
-To jeszcze sobie poczekasz. Prowadzi bardzo ożywioną dyskusję przed budynkiem z pewną blondynką.
-Nie ściemniaj.
-Przysięgam. Mogę ci pokazać obraz z kamery jeśli chcesz.
-Pokaż.
Justin wyciągnął swój telefon, pogrzebał w nim chwilę i pokazał mi na ekranie obraz z zewnątrz tego miejsca.
-Byłam tam przed chwilą, jeszcze go tam nie było- zaczęłam gdy zobaczyłam jak ożywioną dyskusję prowadzi z dziewczyną.
Ona swobodnie dotyka go po ramieniu czy to po policzku, okropnie jest to oglądać. Czy takie właśnie było jego zachowanie przez ostatni rok? Był taki otwarty na flirt?
-Mogę cię o coś prosić?- zapytałam.
-O co tylko zechcesz.
-Jak tu wróci, zatańcz ze mną. Niech wie jak to boli.
-Na prawdę? Chcesz mu robić na złość, mną?
-Wiem, że to okrutne i nie wyobrażaj sobie za wiele, jeśli nie chcesz to poproszę kogoś innego.
Rozejrzałam się po sali i wskazywałam palcami na chłopaków.
-Nie, kurwa, nie. Dobra, to pojebane ale zrobię to, niech ci będzie.
Chłopak przechodzący obok z aparatem zapytał, czy chcielibyśmy sobie zrobić zdjęcie... Pokręciłam przecząco głową, a Justin przyciągnął mnie do swojego boku.
-To na pamiątkę, do albumu szkolnego- roześmiał się- Chyba nie będziesz płakać z powodu fotki ze mną, co?
-Ujdzie- uśmiechnęłam się.
Poczekałam na wejście Grega w podziemia, zajęło mu to kolejne dziesięć minut. Gdy zobaczyłam, że schodzi na parkiet, wstałam od stołka barowego z Justinem i poszliśmy na parkiet. Justin praktycznie zaciągnął mnie na niego za rękę, czułam się dziecinnie, ale cóż, słowo się rzekło.
Odwróciłam się do Justina plecami i przywarłam do niego. Zsunął delikatnie dłonie po moich rękach i splótł palce z moimi, poruszaliśmy się wspólnie w rytm piosenki. Poczułam, dosłownie poczułam dziwny prąd między nami. Jakby coś niewypowiedzianego zaczęło nam ciążyć.
-Mel- zaczął Justin, gdy poczułam jak zostaje ode mnie odepchnięty.
Zadziałało.
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz, tak tańcząc z moją dziewczyną?!- podniósł głos Greg.
-Dobrze się bawiłeś z blondynką?- zaczęłam mówić do Grega, a ten odepchnął mnie, zatoczyłam się lekko w tył, tracąc równowagę na moment, dłoń Justina złapała mnie w odpowiednim momencie, tak bym nie wywaliła się na twardą ziemie.
-Hej, hej, kolego- zaczął Justin- Nie traktuje się tak kobiet.
-Co ty kurwa wiesz o szacunku. Mel, przepraszam, nic ci nie jest?
-Nie, nic. Justin, dziękuję ci za pomoc, ale myślę, że załatwimy to na zewnątrz. W sensie, porozmawiamy Greg, na zewnątrz, już.
Wypchnęłam go na zewnątrz.
-Teraz będziesz się bawiła w dziwkę?
-Nie mów tak do mnie.
-To nie zabawiaj się z innymi na moich oczach.
-Tylko tańczyliśmy, a ja zrobiłam to celowo. Widziałam cię z nią, jak cię dotykała i uśmiechała się.
-To... Kochanie, to dawna przyjaciółka mojej rodziny, koleżanka mojej siostry, dorastaliśmy razem, nie chciałem jej tak odepchnąć, bo dużo pomogła Sarze, sama wiesz. Miały podobne problemy, nie lubią być odrzucane. Nie bierz tego do siebie, jesteś lepsza. Szczególnie w tej sukience.
Otworzyłam szeroko oczy, To nie był mój Greg, mój nie jest taki zmienny, te humorki... O nie. Podeszłam do niego bliżej a on się uśmiechnął, spojrzałam mu w oczy i lekko je rozszerzyłam.
-Greg, co za narkotyki wziąłeś?
-Nie brałem narkotyków kocie.
-Greg, przecież widzę.
-Ty wszystko wiesz i widzisz, co?- Oho, znowu się zaczyna.
-Wracam do domu. Zostajesz czy jedziemy?
PROSZĘ, POWIEDZ, ŻE CHCESZ JECHAĆ.
-Zostaję, ja się dobrze bawię. Idź, ale zostaw mój samochód.
-Proszę bardzo- rzucam w niego kluczykami, które mi dał na wejściu- Niech cię blondi odwiezie.
-Tak zrobię. Poproszę ją o to, znaczy się- uśmiechnął się ukazując dołeczki.
Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w stronę postoju taksówek. Nie zamierzałam dzisiaj już znosić jego humorków.
-Jestem gotowa ci wybaczyć dzisiaj, tylko przyjedź do mnie trzeźwy. I nie nafaszerowany narkotykami.
-A postarasz się wyglądać mniej jak dziwka?
-Tak, z pewnością- dodałam zrezygnowana.
Boże, to nie był mój Greg, on się nigdy tak nie zachowywał. Nigdy mnie nie zwyzywał, nigdy nie obraził, nie popchnął mnie. Co mu podano? Może to ta blondi?
Ocierałam spod oczu łzy i wsiadłam do taksówki. Byłam w domu ledwo dwie godziny od swojego wyjścia. Mamy nie było, wyszła z przyjaciółkami z pracy.
Zmazałam makijaż, zrzuciłam z siebie durną sukienkę i wrzuciłam ją do pieca na dole. Co za koszmarny wieczór. Związałam włosy w kucyk i włączyłam sobie pranie mózgu w telewizji. Obudziło mnie dobijanie do drzwi.
niedziela, 18 września 2016
Rozdział #6
Położyłam się wcześnie do łóżka. Nie zjadłam już kolacji z mamą. Po przejrzeniu jego całego profilu, wyłączyłam laptop, weszłam do łóżka. Zasnęłam, nawet nie wiedziałam kiedy. Obudził mnie automatyczny budzik nastawiony w telefonie. Jęknęłam głośno i zwlekłam się z łóżka.
Umyłam głowę i zrobiłam sobie makijaż, zeszłam w związanych włosach na dół. W kuchni zastałam już swoją mamę.
-Co tak wcześnie wstałaś, mamuśka?
Mam już dzisiaj spotkanie poósmej, stresuję się i chcę wyglądać dobrze, zjem szybkie śniadanie i zmykam się szykować. A ty jak się czujesz kochanie? Źle się czułaś?
-Nie, dlaczego pytasz?
-Spałaś już o ósmej gdy wróciłam do domu.
-Trochę mnie głowa bolała i usnęłam, bez obaw. Chyba za dużo wrażeń jak na pierwszy dzień- roześmiałam się.
-Co powiesz dzisiaj na zakupy, gdy wrócisz z uczelni? Ja pracuję dzisiaj krócej, może cię odbiorę po treningu? Czy jedziesz autem?
-Nie, zabieram się z Gregiem. To po treningu. Czekaj na mnie przy kawiarni, wypijemy coś i pojedziemy na zakupy.
-Zgoda.
Mama ucałowała mnie w czoło i wyszła z kuchni z tostem w ręku. Zrobiłam sobie płatki i przejrzałam kilka aplikacji w telefonie. Po schowaniu naczyń do zmywarki wróciłam do siebie do pokoju i wysuszyłam włosy. Sprawdziłam temperaturę wychodząc na taras. Czuć już było w powietrzu jesienne powiewy chłodu, ale słońce nadal pieściło skórę, jeszcze trochę można było się ubierać lekko.
Zamknęłam oczy gdy wiązka światła z czyjegoś tarasu wbiła mi się w spojrzenie. Odwróciłam wzrok i poszłam dalej na taras, doszłam do barierek i rozejrzałam się po okolicy. I dostrzegłam autora tego głupiego żartu. Justin mieszkał niedaleko, widziałam go z tarasu a on widział mnie. Co za żenująca sytuacja. Pomachał mi na powitanie, ja zaś postukałam się w czoło palcem wskazującym pokazując, że ma głupie pomysły. Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do domu.
Założyłam na siebie czerwoną bluzkę z odkrytymi ramionami i podziurawione jeansy.
Umyłam głowę i zrobiłam sobie makijaż, zeszłam w związanych włosach na dół. W kuchni zastałam już swoją mamę.
-Co tak wcześnie wstałaś, mamuśka?
Mam już dzisiaj spotkanie poósmej, stresuję się i chcę wyglądać dobrze, zjem szybkie śniadanie i zmykam się szykować. A ty jak się czujesz kochanie? Źle się czułaś?
-Nie, dlaczego pytasz?
-Spałaś już o ósmej gdy wróciłam do domu.
-Trochę mnie głowa bolała i usnęłam, bez obaw. Chyba za dużo wrażeń jak na pierwszy dzień- roześmiałam się.
-Co powiesz dzisiaj na zakupy, gdy wrócisz z uczelni? Ja pracuję dzisiaj krócej, może cię odbiorę po treningu? Czy jedziesz autem?
-Nie, zabieram się z Gregiem. To po treningu. Czekaj na mnie przy kawiarni, wypijemy coś i pojedziemy na zakupy.
-Zgoda.
Mama ucałowała mnie w czoło i wyszła z kuchni z tostem w ręku. Zrobiłam sobie płatki i przejrzałam kilka aplikacji w telefonie. Po schowaniu naczyń do zmywarki wróciłam do siebie do pokoju i wysuszyłam włosy. Sprawdziłam temperaturę wychodząc na taras. Czuć już było w powietrzu jesienne powiewy chłodu, ale słońce nadal pieściło skórę, jeszcze trochę można było się ubierać lekko.
Zamknęłam oczy gdy wiązka światła z czyjegoś tarasu wbiła mi się w spojrzenie. Odwróciłam wzrok i poszłam dalej na taras, doszłam do barierek i rozejrzałam się po okolicy. I dostrzegłam autora tego głupiego żartu. Justin mieszkał niedaleko, widziałam go z tarasu a on widział mnie. Co za żenująca sytuacja. Pomachał mi na powitanie, ja zaś postukałam się w czoło palcem wskazującym pokazując, że ma głupie pomysły. Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do domu.
Założyłam na siebie czerwoną bluzkę z odkrytymi ramionami i podziurawione jeansy.
Przepakowałam torbę i wyszłam na podjazd, czekając na przyjazd Grega. Nie pojawiał się przez dobre dziesięć minut, mimo, że już powinien być na miejscu. Nie należał do osób niespełniających swoich obietnic. Na podjeździe usłyszałam warkot motoru. A ten czego tu znowu chce?
-Jedź sobie stąd, jak Greg cię tu zobaczy, nieźle się wkurzy.
-Tak, na pewno mnie zobaczy. Moi ludzie mówią, że auto jeszcze jest u niego na podjeździe. Nawet po ciebie jeszcze nie ruszył. Nie czekaj ja idiotka.
-Nigdy mu się to nie zdarzyło- pokręciłam głową.
-Sprawdzić czy jeszcze śpi?
-Nie masz takiej władzy cwaniaku.
-Chcesz się założyć?
-Śmiało.
Justin wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił jak podejrzewam, do jednego ze swoich "ludzi". To brzmi niedorzecznie, pokręciłam głową, znowu i roześmiałam się.
-Śpi, podwieźć cię?
-Nie, mam auto, sama się dostane.
W tym samym czasie mama wyszła z domu.
-Już jestem spóźniona!- krzyknęła do mnie- Mam spotkanie za dwadzieścia minut. Czemu jeszcze nie wyjechałaś? Spóźnisz się do szkoły Mel.
-Nie spóźnię, idę do domu po kluczyki i jadę.
-A nasz wypad? Na dwa samochody pojedziemy?
-Podwiozę ją do szkoły, będą panie mogły spędzić miły dzień razem. Jedziesz? Mel?
-Nigdzie z tobą nie jadę- uparłam się- Nie znamy się, już to ustaliliśmy.
-Przestań. Twój chłoptaś cię wystawił, śpi jeszcze, jedźmy.
Jęknęłam głośno. Przewróciłam oczami i wsiadłam na jego motor. Dał mi do założenia swoją bluzę, przyjęłam ją , niechętnie.Ale wolę to niż marznąć od prędkości.
-Pamiętaj, to nic nie znaczy.
-Jasne, jasne- zaśmiał się.
-Poważnie, podrzucasz mnie jak najdalej od szkoły, tak by nikt nic nie widział.
-Tak, rozumiem. Coś jeszcze? Jakieś życzenia?
-Póki co nie. Jedź już.
I tak też zrobił. Ruszył, jechał z ogromną prędkością, czułam to nawet przez kask na mojej głowie, że miał niebotyczną prędkość. Dojechaliśmy do uniwerku w jakieś dwadzieścia minut. Wysadził mnie około pięciuset metrów od szkoły. Zdjęłam z głowy kask i przeczesałam dłońmi włosy, spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek. Justin oblizywał wargi spoglądając na mnie.
-Dziękuję za podwiezienie, sama oczywiście też bym dotarła, ale doceniam to, dzięki.
Zdjęłam z siebie jego bluzę i odłożyłam mu ją na motor. Wzięłam swoją torbę i z kieszeni spodni wyciągnęłam telefon. Justin chwilę później ruszył z miejsca na parking szkolny.
Mój telefon zawibrował. Greg.
-Kochanie, przepraszam cię, na prawdę, nie wiem co się stało, mój budzik nie zadzwonił. Nie obudziłem się. Za dwie minuty będę w szkole, dotarłaś?
-Jestem już przy szkole, poczekam na ciebie.
Czekałam aż wjedzie na parking. Wysiadł z auta i ruszył w moją stronę. Rzuciłam się mu na szyję, ucałował mnie czule jak zawsze to robił. Justin przechodził obok nas ze swoją paczką. Kaszlnął gdy jeszcze się nie oderwałam od Grega. Spojrzałam na niego, odwrócił wzrok i ruszył do środka. Przy wejściu czekała na niego szatynka o niebieskich oczach. Obejrzałam się przez ramie na nich. Justin objął ją ramieniem. Z szerokim uśmiechem ruszył w głąb szkoły.
-Kolejna ofiara- zaczął Greg.
-Współczuję jej. Zatapiać smutki po kimś w takiej osobie- dodałam na głos.
-Co?
-Co?
-Co mruczałaś pod nosem?
-Nie rozumiem.
-O zatapianiu smutków.
-Tak, głośno myślę. Musi mu lub jej być smutno, że się pocieszają tylko w taki sposób.
-Teraz rozumiem. Chodźmy- uśmiechnął się szeroko, pocałował mnie w skroń i wszedł ze mną do środka.
Nie rozumiem po co mówić komuś, że się w nim zakochuje a później spotykać się z innymi? Nie, żeby mi to wadziło, niech robi co chce, jego strata czasu. Po prostu nie rozumiem. Nie mówi się takich rzeczy. Wyciągnęłam z kieszeni telefon w drodze do sali wykładowej i weszłam w aplikację, przejrzałam główną ściankę. Justin udostępnił swój album ze zdjęciami z września 2013 roku... Pięć minut temu. Po co?
Większość ujęć to ja, nie chcę by ludzie to widzieli. Nie chcę by myśleli, że się znamy, czy kiedykolwiek znaliśmy...
Widziałem ten szeroki uśmiech... Od 2013 roku.
To mnie będzie teraz prześladować, co? Weszłam na pierwszy wykład i zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie. Schowałam się za wszystkimi. Położyłam głowę na blacie i ręce położyłam dookoła swojej aury włosów. Po kilku minutach rozległ się dzwonek na początek zajęć. Usłyszałam obok siebie odsuwane krzesło, zobaczyłam czarne trampki pod ławką i poczułam wodę kolońską.
-Chowasz się przed czymś?
Znałam ten głos, to głos który chciałam najmniej usłyszeć.
-Na prawdę? Nie możesz zostawić mnie w spokoju?- powiedziałam cicho by nikt nas nie usłyszał.
Justin nie odzywał się do mnie do końca zajęć, ja się nie odzywałam. Chyba odpuścił. W końcu.
Pod koniec zajęć spojrzałam w jego stronę. Całą godzinę starałam się nie spoglądać w jego stronę. Wiedziałam, że on patrzy, ja nie miałam chyba tyle odwagi. Pięć minut przed dzwonkiem, spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek. Ujrzałam jak jego szczęka zarysowuje się, jak jego policzki wchłaniają się do środka, jakby je od środka przygryzał by się nie roześmiać.
Odwróciłam wzrok. Zabawna jest ta gra, którą toczymy. Spojrzy czy nie spojrzy. Pod koniec wykładu spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem, odwzajemniłam jego uśmiech. Czułam się w miarę swobodnie w jego towarzystwie. Chyba po wczorajszej rozmowie, czy raczej wyznaniu z jego strony, wiem, że nie mam się czego obawiać.
Uśmiechałam się cały czas aż dzwonek zadzwonił. Uśmiech z jego twarzy zniknął. Wstał gwałtownie z krzesła i mruczał pod nosem tylko kurwa, kurwa.
Wyszedł z sali z szybkością błyskawicy. Co się tak nagle stało? Wydawało się, że i on również zaczynał się czuć swobodnie. Chyba jednak nie znam się tak dobrze na ludziach jak myślałam.
Nie widziałam już Justina do końca zajęć, z Gregiem jak zwykle spotkałam się na przerwie obiadowej. Po południu wszystkie cheerleaderki zebrały się w szatni, szykując się do treningu. Przebrałyśmy się w swoje bordowo czarne stroje i związałyśmy włosy w kucyki.
Wyszłyśmy z szatni i przeszłyśmy długim tunelem by w końcu wydostać się na murawę. Chłopcy zaczynali właśnie trening. I wtedy gdy wyszłam jako ostatni zobaczyłam, że Greg rozmawia z Justinem. No chyba nie powiedział mu tego co mi, prawda?
Podbiegłam do Grega i ucałowałam go mocno w usta.
-Co jest kotku?- zapytałam.
-Bez obaw, nic poważnego. Justin- wskazał na chłopaka z tatuażami- Zaprosił na na piątkową imprezę. Pójdziemy?
-No nie wiem.
-Nie daj się prosić, pierwsza impreza w Nowym Jorku, jesteś studentką, zaszalej- zaczął Justin.
-Zobaczymy co da się zrobić- uśmiechnęłam się zdecydowanie zbyt słodko.
-Idź, ćwicz maleńka, musisz nad nieźle dopingować na poniedziałkowym meczu- Greg klepnął mnie w tyłek i wrócił do chłopaków. Pisnęłam niezadowolona. Nie cierpię jak robi tak przy ludziach.
Justin stał w tym miejscu gdzie rozmawiali. Widziałam jak źrenice mu się powiększają i jak jego wzrok przeszywa mnie na wylot.
-Mówiłam już, że ten wzrok nie działa na mnie?
-Nie myślę o tobie, w mojej głowie zrodziło się zupełnie co innego- machnął ręką- Na prawdę masz szczęście, że jesteś z nim szczęśliwa.
-Dlaczego go zaprosiłeś? Przecież jesteście jak dwa różne światy.
-Nie dla niego go zaprosiłem. Dla ciebie.
-Sorry, ale nie lubię chodzisz na przedstawienia, gdzie pijane laski się uwieszają na przypadkowych gości, i otwierają nogi dla pierwszego lepszego, totalny brak szacunku do siebie. A ty- wskazałam na niego- Ty, to wykorzystujesz.
-Nie bądź zazdrosna, też mogłabyś to mieć- zaśmiał się.
Czy on na prawdę myśli, że to było zabawne?
-Nie lubię łatwo dostępnych towarów. Jeśli coś ma niską cenę to jest chodliwe, czyż nie?
Przewróciłam oczami i wróciłam do dziewczyn.
wtorek, 13 września 2016
Rozdział #5
Zbiegłam na dół, zakładając na siebie tylko jedną z białych koszul.
"Moja mam to maniaczka zamawiania"- wysłałam Gregowi smsa.
"Co tym razem zamówiła? Haha. :D"
"Za chwilę się przekonam, ale musi to być ciężkie, bo się dobija do drzwi szalony kurier ;p"
Zapięłam u góry guziki i otworzyłam drzwi nie zaglądając nawet przez wizjer. I tu był mój błąd.
Uchyliłam drzwi oczekując paczek, a zobaczyłam te przyszpilające brązowe oczy. Justin wepchnął mnie do środka i unieruchomił dłonią przy ścianie.
-Co jest, kurwa?- zapytałam.
-Czemu mi się sprzeciwiasz?- zapytał cichym sapiącym głosem- I dlaczego masz na sobie tylko to?
W ogóle jak mnie znalazł?! Jestem tu trzy dni, trzy pieprzone dni, a on już ma czelność się zjawiać w moich drzwiach. Znamy się przecież od kilku godzin, a już zdążył zaleźć mi tylko za skórę. Choć jest coś co mnie pociąga w jego sposobie dotarcia do mnie, w tym jak zaciska szczękę gdy się denerwuje.
-O co ci chodzi?!- wyrwałam mu się z uścisku tak jak uczyli mnie na kursie samoobrony, odepchnęłam go z impetem na drugą stronę korytarza tak, że uderzył w ścianę.
-Wow. Nie sądziłem, że masz tyle siły.
Ze skrępowaniem zapięłam koszulę, dlaczego nie założyłam jakiegoś swetra czy szlafroka, tylko właśnie pieprzoną koszulę. To nie był dobry pomysł. Zawsze myślę przezornie, jak widać.
-Zadzwonię na policję- wzięłam z półki swój telefon.
-Dlaczego mi odmawiasz? Czemu ciągle się stawiasz?!
-Justin! Nie znam cię, nie chcę poznać, odpieprz się ode mnie. Czegoś się uczepił mnie już pierwszego dnia?!- krzyknęłam.
-Nie widzę cię pierwszy raz. Na prawdę, nie strasz mnie. Tym nic nie zdziałasz.
-Dobrze, może ty mnie nie pierwszy, ja ciebie z pewnością i nie mam ochoty cię poznawać. Możesz wyjść, proszę. I nie próbuj mnie tu sztyletować swoim spojrzeniem, to nie działa.
Jego wzrok zdecydowanie złagodniał, przestępował lekko skrępowany z nogi na nogę. Śmieszne, cały ubrany na czarno z kaskiem w dłoni, czuł się bardziej skrępowany niż ja w koszuli.
-Nie chcesz wiedzieć gdzie cię widziałem? Może bym ci coś opowiedział.
-Nie specjalnie mnie to obchodzi, pewnie nie masz nic lepszego do roboty niż prześladowanie ludzi.
-Och, zamknij się, jesteś równie okropna jak ja.
-Ja tylko przy tobie. Nawet nie wiedziałam, że umiem się komuś postawić, aż tak, dopóki taki dupek mi na drodze nie stanął. Ty pewnie od urodzenia jesteś taki. Zawsze się bawiłeś w wyrzutka społecznego?
-Mel, przymknij się. Nie zawsze.
-Nie mów do mnie Mel- dodałam z poirytowaniem- Nie jesteśmy znajomymi, nie mów tak do mnie. Nie myśl, że gdzieś mnie spotkałeś to nas połączyła kosmiczna więź czy coś w tym stylu.
-Melody, wysłuchasz mnie?- dodał głośno.
-Nie pójdziesz sobie bez tego, nie?
Wzruszył ramionami i pokiwał przecząco głową.
-Nie- uśmiechnął się szeroko.
Jak to się stało? Znam człowieka od niecałych dziesięciu godzin a już mam go na karku w swoim domu, jak?! Nie, nie, nie. Nie dam sobie zrobić krzywdy, ale skoro chce tylko porozmawiać.
-Słuchasz mnie? Haaaaaalo?- zaczął- Przestań tyle używać tej głowy i mnie posłuchaj.
-Słucham cię, masz pięć minut. Zaczynam liczyć- włączyłam stoper w telefonie- No, mów.
-Nie cierpię presji czasu. Ale skoro już w ogóle poświęcasz mi czas. Wracając do tematu, nie zawsze taki byłem. Kiedyś, nim mój ojciec zmarł, jeździliśmy na targi architektoniczne, w sensie te ich konferencje.
-Tak, wiem co masz na myśli, byłam z mamą prawie na każdych.
-No i tu cię mam, właśnie wtedy cię pierwszy raz zobaczyłem, wrzesień 12- 13 roku, byłaś za tymi drewnianymi krzesłami, taka samotna, szukająca w tłumie mamy.
-Nie zgubiłam się, byłam po jedzenie.
-Nie przerywaj moich pięciu minut.
-Czterech.
-Wtedy cię zobaczyłem. Nigdy nie chciałem jeździć na te spotkania, ale jeździłem na wszystkie od kiedy wiedziałem, że też zawsze będziesz. I byłaś z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc coraz ładniejsza, doroślejsza. Ja tak samo, dorosłem, byłem gotów po roku by cię w końcu zaczepić, poznać, a ciebie nie było. Przestałaś się pokazywać z mamą. Kiedy byłem gotowy by cokolwiek między nami zacząć, zniknęłaś z powierzchni mojej ziemi, nie było cię już nigdy na tych spotkaniach. Ja zaś byłem zawsze z nadzieją. Raz mi mignęłaś tylko, odbierałaś mamę ogromnym suvem, uśmiechnęłaś się do niej tak szeroko. Najbardziej zniewalający uśmiech jaki widziałem.
-No, zaczęłam mieć lepsze zajęcia, dlatego się nie pojawiałam- roześmiałam się- Widziałam kogoś wtedy przyglądającego się naszemu samochodowi, ale myślałam, że po prostu szukałeś swojego wśród morza tych aut.
-Ćśś. Załamałem się wtedy, nie zobaczyłem cię więcej. Mój tata zmarł w 2014, w listopadzie. Nienawidziłem tego miesiąca, od dwóch miesięcy ciebie nie widziałem, on zmarł, wszystko jakby było przeciwko mnie. Zacząłem więc się tatuować, pić coraz więcej, brać narkotyki i dziewczyny, sporo dziewczyn. To nie wszystko, ale nie powiem ci tego teraz. Może w innej bajce na dobranoc- uniosłam brew zdziwiona- Nikt mi się nie sprzeciwiał do tej pory, na początku 2015 roku pobiłem chłopaka tak mocno, że od tamtej pory ludzie mi się nie narażają, a ty mi tak łatwo odmawiasz. Pamiętasz obóz sportowy w zeszłym roku?
-Tak, poznałam tam Grega- uśmiechnęłam się szeroko- Wiesz? Mojego chłopaka.
-Tak, wiem, że masz chłopaka. Tam też byłem, byłem na tym zjebanym obozie. Wtedy jak widziałem cię z ukrycia zacząłem jeszcze bardziej wszystkiego nie cierpieć. Chciałem być przy tobie, chronić cię, a robiłem coraz gorsze rzeczy jak upijanie się. Kiedy chciałem cię poderwać było za późno, byłaś już do niego przywiązana. I moje zachowanie się wzmagało, nie chciałem na was patrzeć. Znajdywałem co rusz inne zajęcia, przyćmiewałem swój mózg. Ty zupełnie jakbyś się na moją obecność wyłączała. Nie zauważałaś mnie. Jak można nie zauważyć takiego futbolisty?
-Jak w ogóle możesz być futbolistą? Po takich używkach. Jak w ogóle jeszcze znajdujesz się w tej szkole? W ogóle co robisz na studiach.
-To samo co ty. Rodzinna tradycja. Też jestem na architekturze.
Jęknęłam i wzniosłam wzrok ku niebu.
-Czy jest coś jeszcze? Czas się kończy- dodałam zdecydowanym tonem.
-Nie sprzeciwiaj mi się za wiele. Tylko o tyle proszę.
-Nie bądź takim kutasem. Nie masz szacunku do nikogo. Zacznij się zachowywać. I przestań zgrywać twardziela. Boisz się o swoją reputację?
-Nie zgrywam się. Będę cię chronił i się tobą opiekował.
-Mam Grega od tego. Wiesz, mojego chłopaka.
-Już wspominałaś. Zakochuję się w tobie od 2013 roku a ty masz to gdzieś?
-Nie, nie mam tego gdzieś. Po prostu, no, nie trafiłeś w swój czas. Trzeba było mnie wtedy zaczepić, może bym była zainteresowana. Teraz, teraz mam kogoś, ledwo się przeprowadziłam, no i widziałam twoje okropne oblicza. Żadne mi się nie spodobało.
-Rozumiem, więc chcesz inne oblicza?
-Nie to miałam na myśli.
-Jasne- puścił mi oczko- Zobaczymy się jutro w szkole.
-Lepiej będzie jeśli zachowamy pozory, nie sądzisz? Chyba nie chcesz żeby cię kojarzyli z nadętą rurą i snobką?
-Chciałem zwrócić twoją uwagę. Nie miałem tego na myśli.
-Nie rób tego. Nie zwrócisz. Nie będę na ciebie zwracała uwagi. Nikt nawet nie będzie wiedział, że cokolwiek mogłeś kiedyś do mnie poczuć. Idź już. Zachowaj pozory, proszę.
-Pod jednym warunkiem- przysunął się do mnie niebezpiecznie blisko.
Czułam jego ciepły oddech na swoim policzku.
-Jakim?
-Nie otwieraj więcej nieznajomym w takim stroju, co? Bo będę musiał ich zabić.
-Bardzo zabawne, ha ha- uśmiechnęłam się zdecydowanie przesłodzenie.
-Mówię poważnie. Masz szczęście, że chcę byś była szczęśliwa, inaczej Greg też by już nie miał za wiele do pogadania.
-Idź już sobie. Nie wyobrażaj sobie za wiele. Nie jesteśmy nawet znajomymi. Ty mnie widziałeś, ja ciebie nie, koniec historii.
-Do jutra- musnął mnie w policzek.
Jego wargi były zadziwiająco miękkie jak do tak twardego charakteru.
-No, cześć- wypchnęłam go z domu i zatrzasnęłam za nim drzwi.
Oparłam czoło o drzwi. Dziwne. W szkole czułam można powiedzieć lekką grozę z jego strony. Ale gdy pojawił się u mnie, mimo włączonego trybu ochronnego był zadziwiająco miły. Czułam się swobodnie.
Pokręciłam głową i trzasnęłam ręką o drzwi. Spojrzałam na telefon. Trzy wiadomości od Grega.
-Co zamówiła?
-Jedziemy razem jutro do szkoły?
-Kochanie, odezwij się, bo będę myślał, że ci kurierzy to zmyślona historyjka ;p
Odpisałam od razu -To nie był kurier, listonosz, chyba przyniósł ostatnią część umowy mojej mamy z nową firmą, nie wiem, nie otwieram tego. Jedziemy razem ;*
Odwróciłam się od drzwi i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Zarzuciłam na siebie dresy i luźną białą koszulkę, usiadłam do laptopa. Nie mogłam za wiele zobaczyć z jego profilu nie będąc jego znajomą. Zaprosiłam go do swojego grona. Akceptację otrzymałam już pięć minut później. Przejrzałam jego profil od początku. Dotarłam do miejsca gdzie nie było kolczyków, tatuaży. Tam gdzie uśmiech gościł na twarzy. Doszłam do zdjęć z konferencji we wrześniu. Spojrzałam na konkretną datę. Dwa tygodnie po tym jak twierdził, że mnie zauważył. Dwudziestego szóstego września, chłopak z aparatem, to on... Na zdjęciach było mnóstwo znanych w tym świecie twarzy, ale na większości zdjęć byłam JA.
Otworzyłam szeroko usta, zamurowało mnie.
Zakochuję się w tobie od 2013 roku...
"Moja mam to maniaczka zamawiania"- wysłałam Gregowi smsa.
"Co tym razem zamówiła? Haha. :D"
"Za chwilę się przekonam, ale musi to być ciężkie, bo się dobija do drzwi szalony kurier ;p"
Zapięłam u góry guziki i otworzyłam drzwi nie zaglądając nawet przez wizjer. I tu był mój błąd.
Uchyliłam drzwi oczekując paczek, a zobaczyłam te przyszpilające brązowe oczy. Justin wepchnął mnie do środka i unieruchomił dłonią przy ścianie.
-Co jest, kurwa?- zapytałam.
-Czemu mi się sprzeciwiasz?- zapytał cichym sapiącym głosem- I dlaczego masz na sobie tylko to?
W ogóle jak mnie znalazł?! Jestem tu trzy dni, trzy pieprzone dni, a on już ma czelność się zjawiać w moich drzwiach. Znamy się przecież od kilku godzin, a już zdążył zaleźć mi tylko za skórę. Choć jest coś co mnie pociąga w jego sposobie dotarcia do mnie, w tym jak zaciska szczękę gdy się denerwuje.
-O co ci chodzi?!- wyrwałam mu się z uścisku tak jak uczyli mnie na kursie samoobrony, odepchnęłam go z impetem na drugą stronę korytarza tak, że uderzył w ścianę.
-Wow. Nie sądziłem, że masz tyle siły.
Ze skrępowaniem zapięłam koszulę, dlaczego nie założyłam jakiegoś swetra czy szlafroka, tylko właśnie pieprzoną koszulę. To nie był dobry pomysł. Zawsze myślę przezornie, jak widać.
-Zadzwonię na policję- wzięłam z półki swój telefon.
-Dlaczego mi odmawiasz? Czemu ciągle się stawiasz?!
-Justin! Nie znam cię, nie chcę poznać, odpieprz się ode mnie. Czegoś się uczepił mnie już pierwszego dnia?!- krzyknęłam.
-Nie widzę cię pierwszy raz. Na prawdę, nie strasz mnie. Tym nic nie zdziałasz.
-Dobrze, może ty mnie nie pierwszy, ja ciebie z pewnością i nie mam ochoty cię poznawać. Możesz wyjść, proszę. I nie próbuj mnie tu sztyletować swoim spojrzeniem, to nie działa.
Jego wzrok zdecydowanie złagodniał, przestępował lekko skrępowany z nogi na nogę. Śmieszne, cały ubrany na czarno z kaskiem w dłoni, czuł się bardziej skrępowany niż ja w koszuli.
-Nie chcesz wiedzieć gdzie cię widziałem? Może bym ci coś opowiedział.
-Nie specjalnie mnie to obchodzi, pewnie nie masz nic lepszego do roboty niż prześladowanie ludzi.
-Och, zamknij się, jesteś równie okropna jak ja.
-Ja tylko przy tobie. Nawet nie wiedziałam, że umiem się komuś postawić, aż tak, dopóki taki dupek mi na drodze nie stanął. Ty pewnie od urodzenia jesteś taki. Zawsze się bawiłeś w wyrzutka społecznego?
-Mel, przymknij się. Nie zawsze.
-Nie mów do mnie Mel- dodałam z poirytowaniem- Nie jesteśmy znajomymi, nie mów tak do mnie. Nie myśl, że gdzieś mnie spotkałeś to nas połączyła kosmiczna więź czy coś w tym stylu.
-Melody, wysłuchasz mnie?- dodał głośno.
-Nie pójdziesz sobie bez tego, nie?
Wzruszył ramionami i pokiwał przecząco głową.
-Nie- uśmiechnął się szeroko.
Jak to się stało? Znam człowieka od niecałych dziesięciu godzin a już mam go na karku w swoim domu, jak?! Nie, nie, nie. Nie dam sobie zrobić krzywdy, ale skoro chce tylko porozmawiać.
-Słuchasz mnie? Haaaaaalo?- zaczął- Przestań tyle używać tej głowy i mnie posłuchaj.
-Słucham cię, masz pięć minut. Zaczynam liczyć- włączyłam stoper w telefonie- No, mów.
-Nie cierpię presji czasu. Ale skoro już w ogóle poświęcasz mi czas. Wracając do tematu, nie zawsze taki byłem. Kiedyś, nim mój ojciec zmarł, jeździliśmy na targi architektoniczne, w sensie te ich konferencje.
-Tak, wiem co masz na myśli, byłam z mamą prawie na każdych.
-No i tu cię mam, właśnie wtedy cię pierwszy raz zobaczyłem, wrzesień 12- 13 roku, byłaś za tymi drewnianymi krzesłami, taka samotna, szukająca w tłumie mamy.
-Nie zgubiłam się, byłam po jedzenie.
-Nie przerywaj moich pięciu minut.
-Czterech.
-Wtedy cię zobaczyłem. Nigdy nie chciałem jeździć na te spotkania, ale jeździłem na wszystkie od kiedy wiedziałem, że też zawsze będziesz. I byłaś z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc coraz ładniejsza, doroślejsza. Ja tak samo, dorosłem, byłem gotów po roku by cię w końcu zaczepić, poznać, a ciebie nie było. Przestałaś się pokazywać z mamą. Kiedy byłem gotowy by cokolwiek między nami zacząć, zniknęłaś z powierzchni mojej ziemi, nie było cię już nigdy na tych spotkaniach. Ja zaś byłem zawsze z nadzieją. Raz mi mignęłaś tylko, odbierałaś mamę ogromnym suvem, uśmiechnęłaś się do niej tak szeroko. Najbardziej zniewalający uśmiech jaki widziałem.
-No, zaczęłam mieć lepsze zajęcia, dlatego się nie pojawiałam- roześmiałam się- Widziałam kogoś wtedy przyglądającego się naszemu samochodowi, ale myślałam, że po prostu szukałeś swojego wśród morza tych aut.
-Ćśś. Załamałem się wtedy, nie zobaczyłem cię więcej. Mój tata zmarł w 2014, w listopadzie. Nienawidziłem tego miesiąca, od dwóch miesięcy ciebie nie widziałem, on zmarł, wszystko jakby było przeciwko mnie. Zacząłem więc się tatuować, pić coraz więcej, brać narkotyki i dziewczyny, sporo dziewczyn. To nie wszystko, ale nie powiem ci tego teraz. Może w innej bajce na dobranoc- uniosłam brew zdziwiona- Nikt mi się nie sprzeciwiał do tej pory, na początku 2015 roku pobiłem chłopaka tak mocno, że od tamtej pory ludzie mi się nie narażają, a ty mi tak łatwo odmawiasz. Pamiętasz obóz sportowy w zeszłym roku?
-Tak, poznałam tam Grega- uśmiechnęłam się szeroko- Wiesz? Mojego chłopaka.
-Tak, wiem, że masz chłopaka. Tam też byłem, byłem na tym zjebanym obozie. Wtedy jak widziałem cię z ukrycia zacząłem jeszcze bardziej wszystkiego nie cierpieć. Chciałem być przy tobie, chronić cię, a robiłem coraz gorsze rzeczy jak upijanie się. Kiedy chciałem cię poderwać było za późno, byłaś już do niego przywiązana. I moje zachowanie się wzmagało, nie chciałem na was patrzeć. Znajdywałem co rusz inne zajęcia, przyćmiewałem swój mózg. Ty zupełnie jakbyś się na moją obecność wyłączała. Nie zauważałaś mnie. Jak można nie zauważyć takiego futbolisty?
-Jak w ogóle możesz być futbolistą? Po takich używkach. Jak w ogóle jeszcze znajdujesz się w tej szkole? W ogóle co robisz na studiach.
-To samo co ty. Rodzinna tradycja. Też jestem na architekturze.
Jęknęłam i wzniosłam wzrok ku niebu.
-Czy jest coś jeszcze? Czas się kończy- dodałam zdecydowanym tonem.
-Nie sprzeciwiaj mi się za wiele. Tylko o tyle proszę.
-Nie bądź takim kutasem. Nie masz szacunku do nikogo. Zacznij się zachowywać. I przestań zgrywać twardziela. Boisz się o swoją reputację?
-Nie zgrywam się. Będę cię chronił i się tobą opiekował.
-Mam Grega od tego. Wiesz, mojego chłopaka.
-Już wspominałaś. Zakochuję się w tobie od 2013 roku a ty masz to gdzieś?
-Nie, nie mam tego gdzieś. Po prostu, no, nie trafiłeś w swój czas. Trzeba było mnie wtedy zaczepić, może bym była zainteresowana. Teraz, teraz mam kogoś, ledwo się przeprowadziłam, no i widziałam twoje okropne oblicza. Żadne mi się nie spodobało.
-Rozumiem, więc chcesz inne oblicza?
-Nie to miałam na myśli.
-Jasne- puścił mi oczko- Zobaczymy się jutro w szkole.
-Lepiej będzie jeśli zachowamy pozory, nie sądzisz? Chyba nie chcesz żeby cię kojarzyli z nadętą rurą i snobką?
-Chciałem zwrócić twoją uwagę. Nie miałem tego na myśli.
-Nie rób tego. Nie zwrócisz. Nie będę na ciebie zwracała uwagi. Nikt nawet nie będzie wiedział, że cokolwiek mogłeś kiedyś do mnie poczuć. Idź już. Zachowaj pozory, proszę.
-Pod jednym warunkiem- przysunął się do mnie niebezpiecznie blisko.
Czułam jego ciepły oddech na swoim policzku.
-Jakim?
-Nie otwieraj więcej nieznajomym w takim stroju, co? Bo będę musiał ich zabić.
-Bardzo zabawne, ha ha- uśmiechnęłam się zdecydowanie przesłodzenie.
-Mówię poważnie. Masz szczęście, że chcę byś była szczęśliwa, inaczej Greg też by już nie miał za wiele do pogadania.
-Idź już sobie. Nie wyobrażaj sobie za wiele. Nie jesteśmy nawet znajomymi. Ty mnie widziałeś, ja ciebie nie, koniec historii.
-Do jutra- musnął mnie w policzek.
Jego wargi były zadziwiająco miękkie jak do tak twardego charakteru.
-No, cześć- wypchnęłam go z domu i zatrzasnęłam za nim drzwi.
Oparłam czoło o drzwi. Dziwne. W szkole czułam można powiedzieć lekką grozę z jego strony. Ale gdy pojawił się u mnie, mimo włączonego trybu ochronnego był zadziwiająco miły. Czułam się swobodnie.
Pokręciłam głową i trzasnęłam ręką o drzwi. Spojrzałam na telefon. Trzy wiadomości od Grega.
-Co zamówiła?
-Jedziemy razem jutro do szkoły?
-Kochanie, odezwij się, bo będę myślał, że ci kurierzy to zmyślona historyjka ;p
Odpisałam od razu -To nie był kurier, listonosz, chyba przyniósł ostatnią część umowy mojej mamy z nową firmą, nie wiem, nie otwieram tego. Jedziemy razem ;*
Odwróciłam się od drzwi i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Zarzuciłam na siebie dresy i luźną białą koszulkę, usiadłam do laptopa. Nie mogłam za wiele zobaczyć z jego profilu nie będąc jego znajomą. Zaprosiłam go do swojego grona. Akceptację otrzymałam już pięć minut później. Przejrzałam jego profil od początku. Dotarłam do miejsca gdzie nie było kolczyków, tatuaży. Tam gdzie uśmiech gościł na twarzy. Doszłam do zdjęć z konferencji we wrześniu. Spojrzałam na konkretną datę. Dwa tygodnie po tym jak twierdził, że mnie zauważył. Dwudziestego szóstego września, chłopak z aparatem, to on... Na zdjęciach było mnóstwo znanych w tym świecie twarzy, ale na większości zdjęć byłam JA.
Otworzyłam szeroko usta, zamurowało mnie.
Zakochuję się w tobie od 2013 roku...
czwartek, 8 września 2016
Rozdział #4
Nie mogłam doczekać się przerwy obiadowej. Miałam się w końcu spotkać z Gregiem.
Gdy tylko dzwonek przed przerwą zabrzęczał wybiegłam z sali, zobaczyłam swojego chłopaka stojącego przy kolumnie niedaleko mojej sali. Podbiegłam do niego i przytuliłam się mocno.
-Co się stało mała?
-Stęskniłam się.
-Nie widzieliśmy się zaledwie cztery godzinki.
-To wystarczająco bym się stęskniła.
Uśmiechnął się szeroko.
-Słyszałem co zrobiłaś, nic nie ukryjesz- roześmiał się.
-Co słyszałeś, co zrobiłam?- powiedziałam wystraszona.
-Odmówiłaś mu.
-Komu odmówiłam?
-No, Justinowi. Odmówiłaś mu.
-Ach, to. Tak. Nikt nie będzie mi mówił co mam robić. Czy już wszyscy o tym wiedzą?
Poczułam się zażenowana. Pierwszy dzień i już na ustach wszystkich będzie Melody Gomez, ekstra, co?
-Nikt mu nigdy nie odmawia. Chyba był lekko zszokowany, co?
-Z pewnością. Jeszcze się nie nauczył, że z latynoskim temperamentem się nie zadziera, przecież sypiał z wieloma kobietami, któraś z nich musiała być latynoską.
-Może się akurat nie trafiła- roześmiał się- Albo trafiła się taka co nie odmawia- zamyślił się- W sumie nie, w tej szkole nie ma raczej dziewczyn, które by mu odmówiły.
-Ja odmówiłam, odmówiłabym mu wszystkiego- uśmiechnęłam się.
Weszliśmy po kanapki z Subway'a i usiedliśmy na murku przy wielkim szkolnym trawniku. Póki jeszcze była pogoda wszyscy studenci spędzali tam czas.
Poznałam kilka osób, większość znajomych Grega, sama zapoznałam się z paroma osobami. Oczywiście Kim towarzyszyła mi wszędzie, od kursów już tak zostało. Prócz tego drobnego incydentu do końca dnia nie zdarzyło mi się wywołać większych sensacji.
Przyszedł czas na najfajniejszą część dnia, mój trening. W tym samym czasie ćwiczyli futboliści.
A pewnie zapomniałam dodać, skąd wiedziałam, że dostałam się do drużyny? W mojej rozpisce zajęć pojawił się trening cheerleaderek. I dostałam drugą kombinację do tamtej szafki. Włożyłam na siebie strój i wyszłam z dziewczynami na boisko.
Do teraz nie pamiętałam, że Justin też miał w tym samym czasie trening. Mam nadzieję, że już da mi spokój. Nie chcę po prostu konfliktów.
Tak też spokojnie przebrnęłyśmy przez pierwsze trzydzieści minut treningu. Było nas dziesięć dziewczyn i jedna maskotka szkolna. Same blondynki, na prawdę, morze blond pukli i jedna brunetka, ja.
Po pól godziny miałyśmy chwilę przerwy. Usiadłyśmy więc na ławkę i omawiałyśmy co dalej potrenujemy. Jakie figury i w jakim układzie. Chloe wyciągnęła dla wszystkich chipsy ze słodkich ziemniaków.
-Musicie tego spróbować! Był okres kiedy jadłam tego na potęgę, nie można mieć tego dość- zaśmiała się.
-Oj można, właśnie dlatego przestaliśmy ze sobą sypiać.
Znowu ON.
-Odejdź Justin- odpowiedziała mu Chloe- Nie rób tego.
-Czego? Przecież jadłaś tych chipsów aż uszami ci wylatywały. Ale widzę, że wróciłaś do formy- pogładził ją po policzku- Znów możesz ze mną sypiać.
Boże, co za zażenowanie. Ja czuję się zawstydzona tym o czym mówią, a policzki Chloe przybierają kolor purpury.
-Daj mi już spokój- odwróciła się od niego.
-Nie odwracaj się do mnie plecami. I tak wrócisz do mojego łóżka. Jak zwykle. Nikt nigdy nie chcę cię przelecieć więc kończysz u mnie, tak będzie też tym razem.
-Och, zamknij się!- wrzasnęłam na niego- Nie musisz być takim dupkiem.
-Zazdrosna jesteś?- zapytał.
-Jak możesz mieć czelność w ogóle tak odzywać się do kobiety, To poniżające. Jesteś karykaturą mężczyzny, zero szacunku do innych. Nikt cię nie nauczył, że nie można w życiu rzucać słów na wiatr i nie ponosić konsekwencji?
-Nie zaczynaj ze mną.
-Nie możesz mnie nastraszyć, to ci przeszkadza, prawda? Że w końcu ktoś się ciebie nie boi.
-Ani trochę nie.
-Czyżby? Jesteś taki zagubiony- pogłaskałam go po policzku- Nie nauczyłeś się, że nie wszyscy są na twoje zawołanie?- wzięłam dłoń- Nie odzywaj się do niej więcej tak. Ani do innej żadnej dziewczyny. Nie przy mnie.
-Ale...
-Zaciąłeś się? Powiem ci jak to się skończy, w mniej niż rok będziesz miał konsekwencje tego co dzisiaj powiedziałeś. Stracisz wszystkie panienki na zawołanie. Z każdej dziewczyny będę mogła zrobić ex dziewczynę. Więc grzeczniej proszę, a teraz, wracaj do treningu i nie zawracaj swoją osobą naszego czasu- pomachałam mu ręką w geście jakbym go wyganiała- No, już, idź. Zmykaj.
Justin odwrócił się ode mnie i poszedł w stronę drużyny. Greg podbiegł do mnie i kładąc swoją dłoń na moim policzku musnął mnie w usta.
-Jestem z ciebie cholernie dumny- puścił mi oczko i wrócił do drużyny.
Dziewczyny były zdumione moim zachowaniem, wszystkie były zadowolone.
-Dziękuję ci, na prawdę, bardzo dziękuję!- dodała Chloe- Nie poradziłabym sobie. Co rusz mnie upokarzał, miałam już dość.
-Myślę, że da już sobie spokój- uśmiechnęłam się, po czym dziewczyna mnie przytuliła.
Dokończyliśmy w spokoju trening, poszłyśmy się przebrać. Wyszłam ze szkoły do swojego auta.
-Zobaczymy się jutro kochanie? Jestem padnięty- zapytał Greg wrzucając swoją torbę sportową do auta.
-Tak, oczywiście, też mam dość. Chyba za dużo emocji- zaśmiałam się.
-Nie wiedziałem, że jesteś taka harda. Podoba mi się to.
Justin ze swoją grupką znajomych przeszli obok nas. Wiatr delikatnie rozwiał moje włosy zarzucając mi je na twarz, odsunęłam ręką włosy z buzi. Justin spojrzał w naszą stronę i pokierował się do swojego motoru. Jego znajomi również wsiedli na dwukołowce.
- Kocham cię, do jutra.
-Kocham.
Wsiedliśmy do swoich samochodów. Chyba sama do tej pory nie wiedziałam, że umiem się komuś postawić. Chyba zachowanie mojej mamy nauczyło mnie być taką bezlitosną. Wyjechałam spod szkoły i skierowałam się prosto do domu. Wbiegłam na górę do siebie, zrzuciłam dzisiejsze ciuchy i jeszcze w bieliźnie wpisałam na portalu imię i nazwisko Justina Blacka.
Przejrzałam tylko kilka zdjęć, większość ze znajomymi na motorach, zdjęcia z imprez z "koleżankami", jedno było osobliwe. Ale to tylko z początku posiadania tego konta, gdzie jest jeszcze bez tatuaży, bez tego całego charakterku. Taki jakiś szczęśliwszy i mniej zdesperowany.
Usłyszałam dzwonek do drzwi, przeglądałam jeszcze chwilę stronkę, ktoś był nieustępliwy, dobijał się do drzwi. Domyślam się, że mama znowu coś zamówiła i kurier ma pełne ręce, ale kurczę, po co takie dobijanie.
Gdy tylko dzwonek przed przerwą zabrzęczał wybiegłam z sali, zobaczyłam swojego chłopaka stojącego przy kolumnie niedaleko mojej sali. Podbiegłam do niego i przytuliłam się mocno.
-Co się stało mała?
-Stęskniłam się.
-Nie widzieliśmy się zaledwie cztery godzinki.
-To wystarczająco bym się stęskniła.
Uśmiechnął się szeroko.
-Słyszałem co zrobiłaś, nic nie ukryjesz- roześmiał się.
-Co słyszałeś, co zrobiłam?- powiedziałam wystraszona.
-Odmówiłaś mu.
-Komu odmówiłam?
-No, Justinowi. Odmówiłaś mu.
-Ach, to. Tak. Nikt nie będzie mi mówił co mam robić. Czy już wszyscy o tym wiedzą?
Poczułam się zażenowana. Pierwszy dzień i już na ustach wszystkich będzie Melody Gomez, ekstra, co?
-Nikt mu nigdy nie odmawia. Chyba był lekko zszokowany, co?
-Z pewnością. Jeszcze się nie nauczył, że z latynoskim temperamentem się nie zadziera, przecież sypiał z wieloma kobietami, któraś z nich musiała być latynoską.
-Może się akurat nie trafiła- roześmiał się- Albo trafiła się taka co nie odmawia- zamyślił się- W sumie nie, w tej szkole nie ma raczej dziewczyn, które by mu odmówiły.
-Ja odmówiłam, odmówiłabym mu wszystkiego- uśmiechnęłam się.
Weszliśmy po kanapki z Subway'a i usiedliśmy na murku przy wielkim szkolnym trawniku. Póki jeszcze była pogoda wszyscy studenci spędzali tam czas.
Poznałam kilka osób, większość znajomych Grega, sama zapoznałam się z paroma osobami. Oczywiście Kim towarzyszyła mi wszędzie, od kursów już tak zostało. Prócz tego drobnego incydentu do końca dnia nie zdarzyło mi się wywołać większych sensacji.
Przyszedł czas na najfajniejszą część dnia, mój trening. W tym samym czasie ćwiczyli futboliści.
A pewnie zapomniałam dodać, skąd wiedziałam, że dostałam się do drużyny? W mojej rozpisce zajęć pojawił się trening cheerleaderek. I dostałam drugą kombinację do tamtej szafki. Włożyłam na siebie strój i wyszłam z dziewczynami na boisko.
Do teraz nie pamiętałam, że Justin też miał w tym samym czasie trening. Mam nadzieję, że już da mi spokój. Nie chcę po prostu konfliktów.
Tak też spokojnie przebrnęłyśmy przez pierwsze trzydzieści minut treningu. Było nas dziesięć dziewczyn i jedna maskotka szkolna. Same blondynki, na prawdę, morze blond pukli i jedna brunetka, ja.
Po pól godziny miałyśmy chwilę przerwy. Usiadłyśmy więc na ławkę i omawiałyśmy co dalej potrenujemy. Jakie figury i w jakim układzie. Chloe wyciągnęła dla wszystkich chipsy ze słodkich ziemniaków.
-Musicie tego spróbować! Był okres kiedy jadłam tego na potęgę, nie można mieć tego dość- zaśmiała się.
-Oj można, właśnie dlatego przestaliśmy ze sobą sypiać.
Znowu ON.
-Odejdź Justin- odpowiedziała mu Chloe- Nie rób tego.
-Czego? Przecież jadłaś tych chipsów aż uszami ci wylatywały. Ale widzę, że wróciłaś do formy- pogładził ją po policzku- Znów możesz ze mną sypiać.
Boże, co za zażenowanie. Ja czuję się zawstydzona tym o czym mówią, a policzki Chloe przybierają kolor purpury.
-Daj mi już spokój- odwróciła się od niego.
-Nie odwracaj się do mnie plecami. I tak wrócisz do mojego łóżka. Jak zwykle. Nikt nigdy nie chcę cię przelecieć więc kończysz u mnie, tak będzie też tym razem.
-Och, zamknij się!- wrzasnęłam na niego- Nie musisz być takim dupkiem.
-Zazdrosna jesteś?- zapytał.
-Jak możesz mieć czelność w ogóle tak odzywać się do kobiety, To poniżające. Jesteś karykaturą mężczyzny, zero szacunku do innych. Nikt cię nie nauczył, że nie można w życiu rzucać słów na wiatr i nie ponosić konsekwencji?
-Nie zaczynaj ze mną.
-Nie możesz mnie nastraszyć, to ci przeszkadza, prawda? Że w końcu ktoś się ciebie nie boi.
-Ani trochę nie.
-Czyżby? Jesteś taki zagubiony- pogłaskałam go po policzku- Nie nauczyłeś się, że nie wszyscy są na twoje zawołanie?- wzięłam dłoń- Nie odzywaj się do niej więcej tak. Ani do innej żadnej dziewczyny. Nie przy mnie.
-Ale...
-Zaciąłeś się? Powiem ci jak to się skończy, w mniej niż rok będziesz miał konsekwencje tego co dzisiaj powiedziałeś. Stracisz wszystkie panienki na zawołanie. Z każdej dziewczyny będę mogła zrobić ex dziewczynę. Więc grzeczniej proszę, a teraz, wracaj do treningu i nie zawracaj swoją osobą naszego czasu- pomachałam mu ręką w geście jakbym go wyganiała- No, już, idź. Zmykaj.
Justin odwrócił się ode mnie i poszedł w stronę drużyny. Greg podbiegł do mnie i kładąc swoją dłoń na moim policzku musnął mnie w usta.
-Jestem z ciebie cholernie dumny- puścił mi oczko i wrócił do drużyny.
Dziewczyny były zdumione moim zachowaniem, wszystkie były zadowolone.
-Dziękuję ci, na prawdę, bardzo dziękuję!- dodała Chloe- Nie poradziłabym sobie. Co rusz mnie upokarzał, miałam już dość.
-Myślę, że da już sobie spokój- uśmiechnęłam się, po czym dziewczyna mnie przytuliła.
Dokończyliśmy w spokoju trening, poszłyśmy się przebrać. Wyszłam ze szkoły do swojego auta.
-Zobaczymy się jutro kochanie? Jestem padnięty- zapytał Greg wrzucając swoją torbę sportową do auta.
-Tak, oczywiście, też mam dość. Chyba za dużo emocji- zaśmiałam się.
-Nie wiedziałem, że jesteś taka harda. Podoba mi się to.
Justin ze swoją grupką znajomych przeszli obok nas. Wiatr delikatnie rozwiał moje włosy zarzucając mi je na twarz, odsunęłam ręką włosy z buzi. Justin spojrzał w naszą stronę i pokierował się do swojego motoru. Jego znajomi również wsiedli na dwukołowce.
- Kocham cię, do jutra.
-Kocham.
Wsiedliśmy do swoich samochodów. Chyba sama do tej pory nie wiedziałam, że umiem się komuś postawić. Chyba zachowanie mojej mamy nauczyło mnie być taką bezlitosną. Wyjechałam spod szkoły i skierowałam się prosto do domu. Wbiegłam na górę do siebie, zrzuciłam dzisiejsze ciuchy i jeszcze w bieliźnie wpisałam na portalu imię i nazwisko Justina Blacka.
Przejrzałam tylko kilka zdjęć, większość ze znajomymi na motorach, zdjęcia z imprez z "koleżankami", jedno było osobliwe. Ale to tylko z początku posiadania tego konta, gdzie jest jeszcze bez tatuaży, bez tego całego charakterku. Taki jakiś szczęśliwszy i mniej zdesperowany.
Usłyszałam dzwonek do drzwi, przeglądałam jeszcze chwilę stronkę, ktoś był nieustępliwy, dobijał się do drzwi. Domyślam się, że mama znowu coś zamówiła i kurier ma pełne ręce, ale kurczę, po co takie dobijanie.
czwartek, 1 września 2016
Rozdział #3
Niedziela upłynęła nam spokojnie. Greg zjadł z nami śniadanie, obejrzał wiadomości i dopiero po nich rozpakowaliśmy resztę pudeł. Niektóre zanieśliśmy na strych. Dzień zleciał nam w mgnieniu oka. Wieczorem obejrzeliśmy jeszcze wspólnie film, nim Greg pojechał do siebie.
Noc zleciała mi zdecydowanie za szybko. Ani to się nie wyspałam, ani porządnie nie spakowałam. Wstałam tuż po szóstej i schowałam książki do swojej torby, poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i zrobić makijaż. Zrobiłam sobie płatki na śniadanie, po siódmej byłam już najedzona, prawie wyszykowana. Mama wstała o siódmej trzydzieści, pogadałyśmy chwilę i obydwie wróciłyśmy do szykowania się. Wróciłam do swojego pokoju i ubrałam naszykowany wczoraj dla siebie zestaw.
Z domu wyszłam równo o ósmej, jazda do szkoły powinna zająć mi około czterdziestu minut przy tym ruchu, więc będę chwilę przed zajęciami. Weszłam do garażu i westchnęłam z wrażenia, nadal Rover tu był, nadal taki piękny i lśniący. Zdjęłam z niego kokardę i wsiadłam do środka, wbiłam w nawigację adres szkoły, nie chciałabym zabłądzić już pierwszego dnia.
Greg napisał, że jest w drodze do szkoły, tam się zobaczymy. Wyjechałam z podjazdu i włączyłam się do ruchu. Droga zajęła mi pół godziny, ruch nie był zbyt natężony, nie wybierałam też całkiem głównych ulic. Na parkingu otrzymałam swoją przepustkę by z niego korzystać. Zaparkowałam na wyznaczonym dla mnie miejscu.
Wiedziałam, że tak będzie. Nie wszyscy pierwszego dnia przyjeżdżają takimi autami, wszyscy będą myśleli, że się popisuję. Kurwa. Nie chciałam tak. Greg mnie zapewniał, ale w sumie mogłam się spodziewać, że mówi tak tylko by mnie uspokoić, to do niego podobne. Oparłam głowę o kierownicę i uderzyłam o nią ze trzy razy, aż usłyszałam pukanie do szyby. Uśmiechnęłam się od razu, widząc, że to Greg puka. Wysiadłam z samochodu.
-Masz miejsce tuż przy mnie?- zaśmiałam się- Chcesz mnie pilnować, co?
-Też się cieszę, że ciebie widzę- musnął mnie w usta i uśmiechnął się- Tobą chcę się popisywać.
-Nie traktuj mnie jak wystawki kolego.
-Nie chodzi o to, jesteś moja i tyle. Widzisz jak wszyscy na ciebie zerkają.
-Bo jestem nowa, patrzą tak na wszystkich pierwszoklasistów, nie jestem jedyną na którą się patrzą. Nie zmyślaj. A, no i nie wszyscy jeżdżą takimi autami.
-Ja jeżdżę, i kilka innych osób. Nie dramatyzuj.
-Nie chcę by myśleli, że się popisuję.
-Nikt tak nie myśli, przestań się przejmować. Bierz torbę i idziemy.
Wyciągnęłam z auta swoją torebkę i chwyciłam Grega za rękę. Weszliśmy razem do szkoły. Odebrałam w sekretariacie swój plan lekcji i zajęć dodatkowych, swoją kłódkę z kodem do szafki.
Miałam to szczęście, że nie musiałam krzątać się po salach, nie dość, że poznałam rozkład szkoły na kursach to jeszcze miałam ze sobą swojego mężczyznę, który znał szkołę jak własną kieszeń.
-Masz dzisiaj trening?
-Oczywiście, ty także?
-Tak, od początku startuję na sto procent. Chcę wszystko skończyć przed terminem, w sensie szkołę.
-Ambitnie, jesteś taka podobna do mnie- zaśmiał się- Też do tego dążę.
-Odprowadzisz mnie?
-Pewnie, jakie zajęcia masz pierwsze?
-Angielski z panem Darcym, sala dwudziesta.
-To niedaleko, chodźmy.
Doszliśmy do sali w przeciągu trzech minut. Greg miał zajęcia po drugiej stronie kampusu, do lekcji na szczęście mieliśmy jeszcze trochę czasu. Porozmawialiśmy chwilę jeszcze na zewnątrz. Oparłam się o kolumnę szkoły.
-Ugh, będę musiał już iść, zobaczymy się podczas obiadu, cały dzień mamy zajęcia na różnych częściach, poradzisz sobie?
-Tak, nie musisz mnie niańczyć, poznam kogoś, Kim też będzie, bez obaw tatku.
Greg poruszył zawadiacko brwiami.
-W ogóle nie masz skrupułów?- zaśmiałam się.
Greg objął mnie i pocałował mocno w usta.
-Fiu, fiu, więc to Sulkin jest ta twoja dziewczyna?- zapytał chłopak- Kolejna nadęta rura w szkole- odwrócił się do znajomych.
Był z grupką facetów, wszyscy praktycznie ubrani na czarno. Chłopak miał najbardziej brązowe oczy jakie kiedykolwiek widziałam.
Nie wyglądał na takiego z którym warto było zadzierać. Przełknęłam ciężko ślinę i wzięłam wdech, chwytając Grega za rękę.
-Czego chcesz Black?
-Tylko spytałem- podniósł ręce w geście jakby się poddawał.
Chłopaki przeszli obok nas obojętnie, Black z tego co zapamiętałam, nie spojrzał na mnie ani razu podczas rozmowy z Gregiem.
-Kto to był?
-Nikt kim warto się przejmować. Typowe szkolne chuligany. Ten chłopak co mówił to Justin Black. Często ląduje w areszcie, często się bije, sypia z kim popadnie w naszej szkole. I do tego twierdzi, że mu wszystko wolno.
-A wolno?
-Nie, ale nikt nic mu nie może zrobić. Wydaje się jakby miał wszystkich pod muszką. Nie wydalą go, póki płaci nic nie zrobią.
-Zrobił coś kiedyś tobie?
-Nie, raz trochę się poszarpaliśmy. Ale to raczej nie było nic czym trzeba się przejmować. On często szuka sobie ofiar, ale dla uczniów raczej jest niegroźny. Poza szkołą z nikim się nie widuje. Także nie masz czego się obawiać kochanie- Greg spojrzał na zegarek- Uciekam- musnął mnie jeszcze raz w usta.
Stałam tam osłupiała. Jak ktoś taki może chodzić w ogóle do szkoły? Po co mu to? I tak wygląda jakby mu to nie było potrzebne. Nie sądzę by chciał studiować w ogóle. Pewnie go zmuszono.
W ogóle, jak ma czelność nazywać mnie nadętą rurą? Nie jestem taka.
Otrząsnęłam się i weszłam do sali, zajęłam miejsce w sali. Po dwóch minutach weszła do niej Kim, pomachała mi i dosiadła się do mnie. Wyciągnęłam na ławkę zeszyt.
-Już zalazłaś za skórę Blackowi?
-Słucham? Ja?- otworzyłam szeroko oczy.
-Mówił coś o Gregu i tobie. Znaczy raczej o snobce.
-Przecież nawet się do niego nie odezwałam.
-Mówił kolegom, że o jednego bogatego snoba w szkole więcej, że ta szkoła nie potrzebuje jeszcze większego rozdmuchiwania ego.
Pomachałam z niedowierzaniem głową. Nie odzywałam się do końca zajęć. Do końca wykładu zostało piętnaście minut. I wtedy otworzyły się drzwi i wszedł do środka Justin. Oczywiście ze swoimi koleżkami.
-Mam rozumieć, że będzie obecność?- zapytał wykładowcy.
-T-tak, oczywiście, dobrze, że przyszedłeś. Podpisz listę.
Tak też zrobił. Pochylił się do kartki i przycisnął do niej długopis, spojrzałam na jego szczękę, jego kości policzkowe idealne się wyrysowały na twarzy, jego pełne wargi były wykrzywione w lekkim uśmiechu.
-Pomyślałabyś, że ktoś taki jest futbolistą? Ciężko go rozczytać, co? - zapytała Kim.
Przytaknęłam jej wciąż wpatrzona w niego. Odwróciłam wzrok tuż po tym jak tylko oderwał się od kartki.Wbiłam wzrok w palce splecione na moim zeszycie, przejeżdżałam opuszką palca po dłoniach. Podniosłam wzrok czując jakby ktoś się na mnie gapił. Tak też było, od razu gdy podniosłam głowę Justin przewrócił oczami, co w sumie wyglądało zabawnie. Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Przesiadaj się, nie będziesz tu siedziała.
-Słucham? Znajdź sobie inny obiekt do prześladowania.
-Zmień miejsce.
-Nie- powiedziałam zdecydowanie za głośno- Nie zachowuj się jak dupek i znajdź sobie inne miejsce. Nie będziesz mi mówił co mam robić.
Wskazałam mu stołek przede mną, podparłam brodę o swoją dłoń.
-Mnie tu dobrze- dodałam i odwróciłam od niego wzrok.
Prychnął i zajął miejsce przede mną. Wszystkie spojrzenia skierowane były na mnie. Widziałam wytrzeszcz wszystkich ludzi. Pewnie myśleli, że się porywam z motyką na słońce mówiąc takie rzeczy i przeciwstawiając się komuś takiemu jak Justin.
Szkoda tylko, że nie wiedział, że mi się nie mówi co mam robić. Nikt nie będzie mną kierował. Nawet ktoś taki jak niby groźny Justin. Pewnie ma za wysokie ego nadmuchane przez wszystkie laski, które posuwa.
Gdy tylko lekcja się skończyła wstałam energicznie z miejsca i wyszłam pierwsza z sali. Słyszałam tylko huk opadającego krzesła, oczywiście nie mojego. Wzdrygnęłam się i przeszłam na następny wykład. Dlaczego zawsze wszystko idzie pod górkę? Nie mogłabym spokojnie przeżyć chociaż pierwszego dnia?
Subskrybuj:
Posty (Atom)













