czwartek, 19 stycznia 2017

Rozdział #14

Poszłam.

Okazuje się, że jestem chyba całkowicie szalona. Pływaliśmy w oceanie, choć było cholernie zimno, chodziliśmy po plażach gdzie nikogo nie było, poznawaliśmy się jakby lepiej. Czwartek wieczór, cały piątek, sobotę i pamiętną niedzielę.
Wyjaśniłam wszystko Gregowi, powiedziałam, że potrzebuję przemyśleć trochę rzeczy, czy na pewno umiem mu wybaczyć, tak wiem, zagrałam trochę na czas i to troszkę nie fer, ale i on nie był ze mną zawsze szczery.

Niedziela. 

Odwiedziłam Louisa w jego apartamencie. Wszystko było ze soba tak spójne. Biel, czerń i szarość. Bardzo to do niego pasowało. Oprowadził mnie po swoim mieszkaniu, zahaczając o swoją sypialnię, która o dziwo była w czerwieni i szarości. Bardzo dobrze to wszystko ze sobą komponowało. Louis w salonie sięgnął po pilot do wieży i włączył jakąś muzykę, która bardzo, bardzo wpadała w ucho. Zaczęłam delikatnie się kołysać w jej rytm, przechadzając się po salonie i oglądając ramki ze zdjęciami, które było nieco wyżej nad kominkiem.

-Zobacz co mam- powiedział nieco głośniej ze śmiechem w głosie Louis z kuchni.

Odwróciłam się do niego i zobaczyłam, że trzyma w rękach butelki z winem. Krzyknęłam zadowolona z salonu i pobiegłam prosto do kuchni.

-Chcesz kieliszek?- zapytał.

-No co ty, otwórz butelkę i chodź na balkon. Widziałam całkiem niezły widok z tego piętra. Chcę to zobaczyć jeszcze raz.

Louis otworzył nam butelkę z winem. Wzięłam kilka łyków w domu, po czym wyszłam na jego taras. Widok był przepiękny, było widać wzgórza, kilka drzew, mało ludzi, całkiem spokojnie jak na to miasto. Tak jakby było wyrwane z rzeczywistości, jakby nie było tutaj tego całego hałasu. Staliśmy z Louisem na balkonie dosyć długo, gadaliśmy, śmialiśmy się, potańczyliśmy nawet. Poszła jedna, druga, nawet trzecia butelka wina.

Stałam obrócona w stronę ulicy, gdy poczułam klatkę Louisa przywierającą do moich pleców. I to, to było przyjemne. Odwróciłam się w jego stronę, on położył swoje ręce na barierkach tak bym nigdzie nie uciekła. Nie miałam na to najmniejszej ochoty. Pochylił się by mnie pocałować, poszłam na to jak w ogień. Musnął pierw moje usta delikatnie by wybadać czy odwzajemnię pocałunek, ale ja, zatraciłam sie w tym. Musnęłam go raz, dwa, trzy, aż obydwoje się w tym zagubiliśmy, całowaliśmy się namiętnie, z pasją, jakiej nigdy nie czułam, może raz, gdy moje usta zetknęły się z Justinem.  Ale to było, minęło. Całowałam się z Louisem, tak jakbyśmy obydwoje długo oczekiwali swoich ust. Przygryzłam delikatnie jego wargę i weszliśmy do środka jego mieszkania. Poszłam z nim za rękę do sypialni. Obydwoje ściągnęliśmy z siebie ciuchy wierzchnie i zostaliśmy w samej bieliźnie.

Louis pociągnął mnie na siebie leżącego na łóżku, usiadłam na niego w rozkroku, po czym pochyliłam się by kontynuować pocałunek. To ja pierwsza ściągnęłam z niego bokserki. To ja pierwsza zaczęłam go drażnić, podobało mu się to, czułam jak lubił gdy miałam kontrolę, czułam jak rósł mi w dłoniach, pod moim dotykiem. On zdjął mi stanik, delikatnie zsunął ze mnie koronkowy materiał majtek.

Niech ta chwila wiecznie trwa. Teraz u mnie wszystko gra. Zatraciliśmy się w tej chwili. Jego delikatne dłonie gładziły mnie po ramionach i brzuchu gdy byłam pod nim. Jego język wytaczał szlak od szyi do pępka. Spojrzałam w jego oczy, on spojrzał w moje, wiedziałam co nadchodziło. Spoglądał na mnie jakby pytał o zgodę, automatycznie przytaknęłam.
Nałożył na swojego oszołamiającego penisa prezerwatywę po czym wszedł we mnie z nadmierną delikatnością. Jęknęłam delikatnie czując przyjemne wypełnienie. Czując rozkosz coraz bardziej się rozluźniałam, coraz mocniej drapałam jego plecy, słysząc syknięcia mi do ucha, sprawiało mi to ogromną przyjemność, słyszeć, że potrafię go do tego doprowadzić.

No i działo się, kochaliśmy się prawie całą noc. W każdej możliwej pozycji. Padliśmy do snu około czwartej nad ranem, wtuleni w siebie na łyżeczki. Nikt nigdy, nie sprawił mi jeszcze takiej przyjemności. Słyszałam jego lekkie pochrapywanie i przyjemny zapach ciała.

Przebudziłam się w poniedziałkowy ranek około ósmej. Słońce było już na niebie i pięknie wypełniało pokój. Louis twardo spał obok mnie. Obudziłam się koło faceta, którego tak krótko znałam. Czy żałowałam? Nie byłam jeszcze tego pewna. Czy był dobrym kochankiem? Zdecydowanie tak.

Wyczołgałam się z łóżka owinięta tylko tylko prześcieradłem. Pognałam szybko do łazienki obmyć twarz i odświeżyć siebie. Uczesałam włosy w kitkę i założyłam na siebie wczorajsze ubrania. Jak cień przemknęłam przez mieszkanie Louisa, złapałam swoją katanę, telefon i torbę. Moją uwagę przykuło zdjęcie w korytarzu, obok talerzyka z kluczami. Wczoraj nie zauważyłam tego. Był na nim Louis, jakaś kobieta, około trzydziestki i maluch. W co ty się Mel znowu wpakowałaś...

Nie było czasu na zastanowienia. Ubrałam swoje trampki najszybciej jak umiałam i wyszłam z jego mieszkania nim mnie jeszcze w nim zastał. Co ja sobie myślałam... Przecież seks wszystko komplikuje. Jeszcze to zdjęcie, no i Greg, przecież to mój facet... Jak mogłam.

Czy żałuję? Chyba już teraz tak... Wyszłam z budynku i wsiadłam do pierwszej wolnej taksówki, która była w pobliżu.  Z niej zadzwoniłam do mamy i wyjaśniłam jej wczorajszy wieczór.

-Siedzieliśmy nad projektem w szkole z Kim mamo. Jadę do domu się odświeżyć i będę pędziła do szkoły. Mam na dziewiątą piętnaście więc zdążę, jest chwilka po ósmej dopiero mamo. Zdążę, kocham, do zobaczenia po południu.

Do Grega wysłałam smsa z treścią- Musimy porozmawiać. Dzisiaj na przerwie obiadowej, do zobaczenia ;*-

Złagodziłam to emotką, żeby biedny się aż tak nie stresował.

Wjechałam szybko do domu, przeczesałam włosy, ubrałam się w lepsze ciuchy, wzięłam prace, które muszę dzisiaj oddać. Oczywiście mogłam iść na uczelnie prosto z domu Louisa, ale to by było za szybko, on ma jakieś dziesięć minut do mojej uczelni. Poza tym, wszyscy by wiedzieli co robiłam, dzisiaj rano było to bardzo dobrze widać. Poprawiłam sobie makijaż, i wyszłam do garażu po swój samochód.



Zajechałam do szkoły dopiero około dziesięć po dziewiątej. Przebiegłam prawie cały kampus by zdążyć na zajęcia. I byłam! Byłam na czas, pierwsze zajęcia, angielski. Dosłownie minutę po tym jak wbiegłam do klasy i zajęłam miejsce obok Kim, wszedł Justin i Rektor uczelni. 

-Od dzisiaj będzie wam wykładał nowy nauczyciel, poprzedni wykładowca niestety, musiał odejść. Poważne problemy zdrowotne, nie wróci przez co najmniej najbliższe trzy, może sześć miesięcy by was uczyć, dlatego przywitajcie waszego nowego nauczyciela z szacunkiem. Wszyscy wiemy, że z wami nie jest łatwo. Jest bardzo ambitny, z tego co słyszałem świetnie przekazuje wiedzę, zna cały materiał jaki już przerobiliście, osobiście się spotkał z waszym byłym profesorem. Jest tylko nieco starszy od was więc mam nadzieję, że złapiecie kontakt.

-Boże, czy on mógłby przestać już gadać- stękał za mną Justin.

-Sam wiesz, że on tak zawsze, choć w sumie może nie wiesz, rzadko tu bywasz- poprawiłam go, odwracając sie do niego- Więc bądź cicho.

-Ktoś tu się zrobił jeszcze bardziej zadziorny. Lubię takie- zaśmiał się. 

Odwróciłam się od Justina i spojrzałam na nowego nauczyciela. Szczęka mi opadła.

-Przedstawiam Louisa Tomlinsona, wasz nowy nauczyciel angielskiego. 


O MÓJ BOŻE- krzyknęłam w myślach. Jak? Dlaczego? Jak on mógł się tu znaleźć i być moim nauczycielem. To miał być jeden raz, jeden seks, chwila uniesienia. Spojrzałam na niego jeszcze raz mając nadzieję, że może się przeoczyłam. Nie, to nie była fatamorgana. To był on. Facet z którym spałam zeszłej nocy. I ten facet, ciągle na mnie spoglądał z tym swoim uśmiechem.

Kompletnie nic a nic nie wyniosłam z wykładu. Tylko to, że ma cudowne oczy, piękny uśmiech, i bardzo, bardzo wyraźny brytyjski akcent, w którym można się zakochać. Co z resztą połowa dziewczyn z tego co się rozejrzałam po sali zrobiła. Wszystkie były w niego wpatrzone jak w obrazek. 

-Za chwilę koniec wykładu, w sumie naszego małego poznania, mam nadzieję, że będziemy się dogadywać i dobrze porozumiewać. Teraz możecie zostawić mi te pracę, które wam zadał poprzedni profesor na biurku i możecie wychodzić przed czasem. Do zobaczenia.

Kim spojrzała na mnie i na Louisa.

-Co?- zapytałam.

-Myślisz, że uda mi się go wyrwać?- zapytała Kim.

Wszyscy studenci zbierali się z sali zostawiając prace na biurku. 

-Nie wiem, musisz spróbować. Myślę, że to może być wykonywalne- zaśmiałam się. 

Wstałam z miejsca i wyciągnęłam z torby swoją pracę, ostatnia zostawiałam swoją pracę na biurku, jako ostatnia zostałam w sali, rozejrzałam się za Kim, ale ta już była roześmiana w towarzystwie Sary i Any. No ekstra.

-Zaczekaj, Mel- zaczepił mnie Lou.

-Słucham? Przecież oddałam pracę, Panie profesorze- uśmiechnęłam się.

-Nie mów tak do mnie, czuję się wtedy staro. 

-I w dodatku będziesz moim nauczycielem. To chore. To co się stało wczoraj,z dniem dzisiejszym wygasa, nie było tego. Nie można takich rzeczy robić z nauczycielem. Jeśli ktokolwiek się dowie, obydwoje mamy przerąbane. Co ludzie by sobie pomyśleli?

-Przecież nie musimy się ujawniać, tak? Możemy się spotykać poza szkołą, w szkole się ukrywać, wszystko jest możliwe.

-Nie, nie jest. Nie z nauczycielem.  Z resztą, widziałeś ile moich koleżanek tutaj ma na ciebie ochotę?

-I co z tego? Chcę tylko ciebie. Rozumiesz? 

-Nic z tego. 

Odwróciłam się do drzwi. Louis zamknął je jednym płynnym ruchem i przywarł do mojej szyi całując ją. Posadził mnie na ławce i całował mocno, z języczkiem. Czułam jak jego spodnie stają się ciaśniejsze. 

-Uda się- wyszeptał, ciągnąc mnie za włosy.

Jęknęłam zdecydowanie za głośno. 

-O kurwa- syknął on po czym mnie puścił- Zobaczymy się po szkole. U mnie- puścił mi oczko i odkluczył drzwi. Klepnął mnie w tyłek.

Do sali wszedł rektor spoglądając na naszą dwójkę.

-Czy coś się stało?- zapytał.

-Nie. Melody opowiadała mi o tym projekcie i ich grupie. Chcę poznać ich lepiej, żeby podchodzili do przedmiotu z przyjemnością.

-Dokładnie, z przyjemnością- uśmiechnęłam się i przytaknęłam im.

-Rozumiem. Melody, uciekaj na następną lekcję. A Pan, jestem bardzo zadowolony. Widziałem uczniów i uczennice wychodzące z pańskich zajęć, byli bardzo podekscytowani. Oby tak dalej. Mam nadzieję, że będzie się pan tu dobrze czuł. 

-Również mam taką nadzieję, ale mam dobre przeczucia. Podoba mi się ta szkoła.

Wyszłam z sali i poszłam w kierunku następnej lekcji. I tak cały dzień. Aż do przerwy obiadowej, gdzie musiałam się pożegnać z Gregiem. W końcu gdy się coś zaczyna, trzeba to skończyć, by móc dalej patrzeć w przyszłość. Z godnością.



poniedziałek, 9 stycznia 2017

Rozdział #13

Zawiozłam Grega prosto do domu by odpoczywał. Sama zaś pojechałam trochę za miasto. Plaża, szum wody, fale obijające się o skały. To wszystko zawsze mnie uspakajało.
Od kiedy zgodziłam się znów być z Gregiem, mam mieszane uczucia. We mnie w środku, byłam niespokojna.

Siedziałam tam dobre pół godziny spoglądając tylko przed siebie, uspokajał mnie taki widok. Zamyślona nie zauważyłam mężczyzny siadającego obok mnie dopóki się nie odezwał.

- Można?

- Tak, pewnie, proszę- uśmiechnęłam się szczerze, choć go nie znałam.

- Co tak śliczna dziewczyna robi  tutaj sama?

- Myśli o swoim chłopaku- zaśmiałam się i puściłam oczko, mając nadzieję, że zrozumie aluzję.

-Sprytne- uśmiechnął się ukazując szereg swoich śnieżnobiałych zębów.

Dopiero wtedy dostrzegłam, że jest całkiem przystojny. Opalony, ciemne włosy, zadbany. Wydaje się być całkiem sympatyczny, i taki jakiś, hm... Szczery?


Nie jest natrętny, nachalny, nie stara się za wszelką cenę poderwać dziewczynę. 

- Może powiesz w takim razie co cię tu sprowadza?- zapytałam z ciekawością.

- W przyszłym tygodniu zaczynam nową pracę, chciałem troszkę pomyśleć. Nie jestem stąd, nie znam za wielu ludzi, nowe otoczenie, to ogólnie sprawia, że się trochę denerwuje. 

- Och... Znam to. Też niedawno się tutaj wprowadziłam. Ale mi jako studentce jest chyba łatwiej nawiązać kontakty niż tobie, w końcu na uczelni tyle ludzi, że to chyba jakoś samo przychodzi. Eh.. Po co ja w ogóle mówię to nieznajomemu- pokręciłam głową.

-Czasem dobrze porozmawiać z nieznajomym. Masz pewność, że nic nikomu nie powie, bo... Nawet się nie znacie, nie będzie oceniał pod względem tego co się działo, tylko tego jak zostanie mu to przedstawione. Prawda?

-Tak, chyba tak.

-Louis- podał mi rękę.

-Czy to już nie będzie złamanie zasad?- zaśmiałam się.

-Być może, ale ja już tego co powiedziałem nie cofnę.

-Melody- podałam mu swoją dłoń. 

-Więc powiesz mi co tak na prawdę tu robisz?

-Kilka rzeczy miałam do przemyślenia. Właśnie wróciłam do.. No nie ważne, przecież nie znamy się, po co mam ci takie rzeczy opowiadać, to z resztą nieważne.

-Może masz ochotę się przejść przy brzegu?

-No, no okej, mam jeszcze chwilę czasu.

Wstałam ze swojego miejsca i otrzepałam spodnie z piasku, przeszliśmy bliżej wody, stąpałam swoimi trampkami po twardszej części piasku na brzegu, Louis zaś szedł obok mnie.  

Miałam takie dziwne wrażenie jakbym była ze swoim najlepszym przyjacielem, który nie ocenia, po prostu słucha i jest.

-Robisz czasem szalone rzeczy?- zapytał z szelmowskim uśmiechem.

-Chyba nie mogę ci powiedzieć, mam wrażenie, że jeśli powiem tak to każesz mi zrobić coś szalonego, a się nie znamy, więc trochę jestem niepewna. W końcu możesz być psychopatą, który chce mnie omamić i w końcu coś mi zrobić, albo zboczeńcem, który chce mnie zgwałcić, ale ostrzegam, umiem się bić więc jeśli chcesz mi coś zrobić to łatwo nie będzie, poza tym, jak z normalnej rozmowy zeszliśmy na takie tematy...- ciągnęłam swój monolog.

-Skończyłaś już?- pytał ciągle rozbawiony- Masz rację, to trochę dziwnie zabrzmiało, ale nie tak źle jak twój monolog, haha.

Zrobiłam obrażoną minę, a on, jak gdyby znał mnie, potarł mi kciukiem policzek i spojrzał na mnie.

-No, uśmiechnij się. Zrobimy tak, dam ci swój numer, napiszesz albo nie, jak zechcesz, i nie to nie jest podryw, ani nic, wiem, że masz chłopaka, wspomniałaś, pamiętasz?  Napiszesz, zadzwonisz, czy co tam zechcesz, może zaufasz mi bardziej.

-Przez telefon możesz sobie pisać co chcesz, każdy dobrze ściemnia w pisaniu.

-To zadzwoń na facetime mądralo, pogadamy, może bardziej mnie poznasz, a wtedy jutro powiesz czy robisz szalone rzeczy czy nie, co? 

-Hm... Wydaje się być całkiem fer, zgoda.


Poszliśmy razem w stronę parkingu gdzie zostawiłam samochód. Louis wpisał mi w telefon swój numer, po czym pożegnał się ze mną i poszedł  stronę swojego auta. Wsiadłam do samochodu z uśmiechem. Pojechałam prosto do siebie do domu. Zaparkowałam w garażu nie planując już dzisiaj niczego. Weszłam od strony drzwi garażowych.

-I jak kochanie w szkole? 

-Dobrze, zdziwisz się jak ci powiem, że jestem znów z Gregiem? 

-Ani trochę, wiem przecież, że się kochacie, mam nadzieję, że to przemyślałaś, no i mam nadzieję, że Greg przemyślał i żałuje tego co zrobił, tego co doprowadziło Was aż do zerwania, tak? 

-Wydaje mi się, że przemyślał wszystko, wiemy na czym stoimy. Wydaje mi się, że po prostu za długo byliśmy na odległość i trzeba się dotrzeć, nie spędzaliśmy nigdy tyle czasu ze sobą co teraz, to już nie ten sam związek co na odległość bo teraz żyjemy razem przy sobie a nie dzieli nas tyle kilometrów. Wydaje mi się, że dotarło to do niego i troszkę przygniotła ta odpowiedzialność, do tego jeszcze ta noga i narkotyki. 

-Nie będziesz się z nim spotykała jeśli bierze.

-Nie bierze, to był jeden epizod, już jest grzeczny- uśmiechnęłam się- Proszę nie martw się, panuję nad sytuacją.

Przytaknęła mi choć jej mina wcale nie była już tak przekonująca. Przytuliłam się do jej ramienia i ucałowałam w policzek. Zjadłyśmy razem spaghetti. Po czym mama wróciła do swoich zajęć architektonicznych. Codziennie jeździła nadzorować swoje dzieło. Byłam z niej taka dumna. Zawsze godziła nasze dobre życie, bycie mamą i spełnianie się w karierze. Choć byłyśmy tylko dwie, nie było momentu kiedy byśmy nie dały rady. Jesteśmy dla siebie opoką, której nikt nie mógł nigdy zburzyć. Ja zaś wróciłam do swojej szarej rzeczywistości, studia, anglistyka. Spojrzałam pierw w swój kalendarz, miałam do napisania trzy eseje na przyszły tydzień i do oddania jedną pracę zaliczeniową. Nie wiem jak ale zrobiłam to, zawsze byłam dobra w pisaniu, troszkę w ściemnianiu, z jednego zdania potrafiłam zrobić trzy linijki, znajdywałam dłuższe słowo, pisałam troszkę poetycko. Nada się? Oczywiście. Do późnego wieczora siedziałam nad zaliczeniami, ostatnią pracę poprawię jutro, albo w weekend, i tak nie mam planów więc będę mogła porobić pracę nadto, żeby mieć więcej czasu dla siebie. 

Wzięłam szybki prysznic, po czym założyłam czarną koszulkę i szare dresy na siebie, usiadłam na łóżku i spojrzałam w telefon, napisałam do Grega życząc mu dobrej nocy, nie odzywał się cały dzień, nie wiem czy ta noga go tak męczy czy po prostu jest zajęty? 

Weszłam w aplikację z wiadomościami i napisałam do Louisa. Nie czułam żebym robiła coś złego, ja też w końcu mogłam mieć swoich znajomych, nawet jeśli innej płci. Ciekawiło mnie co Louis robi w życiu, ile ma lat, mimo, że nie powinnam, w końcu jesteśmy nieznajomi, jakby... Jeszcze.

Po minucie telefon wyrwał mnie z zamyślenia, na ekranie wyświetlił mi się jego numer, dzwonił, w dodatku na wideochat, tak bym mogła widzieć czy mówi prawdę. Jednak mnie słuchał. Uśmiechnęłam się do siebie i odebrałam połączenie. Na moim telefonie ukazał się Louis, bez koszulki, jego klatkę pokrywało kilka tatuaży, no i były mięśnie, może nie jakieś ogromne, ale widać było, że formę ma, pewnie znacznie lepszą niż ja. Był w podobnych dresach do moich, i tak jak ja siedział już na łóżku.

-Więc jednak zdecydowałaś się zadzwonić, to już na pewno przekraczanie granic- zaśmiał się.

-To nie ja zadzwoniłam, tylko ty, ja wysłałam drobną wiadomość z zapytaniem, to wszystko.

-Ty dalej swoje- roześmiał się.

-Nie przeszkadzam ci? 

-Gdybyś przeszkadzała to bym odpisał a nie zadzwonił, jasne?

-Jasne- puściłam mu oczko.

- Więc o czym chciałaś porozmawiać? 


I tak to się zaczęło, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, bardzo długo, nawet nie wiem kiedy zmógł mnie sen.

-Dzień dobry- usłyszałam ze swojego telefonu, odwróciłam się i wystraszyłam, on nadal tam był- Wyspałaś się? 

-Czemu się nie rozłączyłeś kiedy zasnęłam? 

-Nie pamiętam, sam zasnąłem, nie skontrolowałem tego. Ale, zadałem ci pytanie.

-Tak, chyba tak, chyba się wyspałam, prawdę mówiąc, nie wiem kiedy tak odleciałam i spałam tak dobrze.

-Więc odpowiesz mi na pytanie?

-Nadal to będziesz drążył? Tak, czasem lubię szaleństwo.

-Będę to miał na uwadze- uśmiechnął się.

W momencie gdy to wypowiedział i uśmiechnął się ukazując dołeczki w policzkach, rozpłynęłam się, gdy nagle mój telefon spławił się czernią. Zero procent baterii, zaśmiałam się sama do siebie i podłączyłam telefon pod ładowarkę. Spojrzałam na zegarek, który już wybijał jedenastą. Super, nie trzeba iść na uczelnię, miałam czas by dokończyć wszystkie projekty i przyszłe zaliczenia, uwinęłam się w tym w kilka godzin. Około osiemnastej byłam już naprzód ze wszystkimi przedmiotami, zadaniami, zaliczeniami, projektami, miałam nawet odpukane swoje części grupowych projektów. Byłam z siebie dumna.

Mieliśmy dopiero czwartek a ja już miałam wszystko zrobione co powinnam zrobić w weekend. Co oznacza przestrzeń dla mnie i czas wolny. 

Tuż po dziewiętnastej zadzwonił do mnie Louis.

-Wpadniesz na plażę?