Okazuje się, że jestem chyba całkowicie szalona. Pływaliśmy w oceanie, choć było cholernie zimno, chodziliśmy po plażach gdzie nikogo nie było, poznawaliśmy się jakby lepiej. Czwartek wieczór, cały piątek, sobotę i pamiętną niedzielę.
Wyjaśniłam wszystko Gregowi, powiedziałam, że potrzebuję przemyśleć trochę rzeczy, czy na pewno umiem mu wybaczyć, tak wiem, zagrałam trochę na czas i to troszkę nie fer, ale i on nie był ze mną zawsze szczery.
Niedziela.
Odwiedziłam Louisa w jego apartamencie. Wszystko było ze soba tak spójne. Biel, czerń i szarość. Bardzo to do niego pasowało. Oprowadził mnie po swoim mieszkaniu, zahaczając o swoją sypialnię, która o dziwo była w czerwieni i szarości. Bardzo dobrze to wszystko ze sobą komponowało. Louis w salonie sięgnął po pilot do wieży i włączył jakąś muzykę, która bardzo, bardzo wpadała w ucho. Zaczęłam delikatnie się kołysać w jej rytm, przechadzając się po salonie i oglądając ramki ze zdjęciami, które było nieco wyżej nad kominkiem.
-Zobacz co mam- powiedział nieco głośniej ze śmiechem w głosie Louis z kuchni.
Odwróciłam się do niego i zobaczyłam, że trzyma w rękach butelki z winem. Krzyknęłam zadowolona z salonu i pobiegłam prosto do kuchni.
-Chcesz kieliszek?- zapytał.
-No co ty, otwórz butelkę i chodź na balkon. Widziałam całkiem niezły widok z tego piętra. Chcę to zobaczyć jeszcze raz.
Louis otworzył nam butelkę z winem. Wzięłam kilka łyków w domu, po czym wyszłam na jego taras. Widok był przepiękny, było widać wzgórza, kilka drzew, mało ludzi, całkiem spokojnie jak na to miasto. Tak jakby było wyrwane z rzeczywistości, jakby nie było tutaj tego całego hałasu. Staliśmy z Louisem na balkonie dosyć długo, gadaliśmy, śmialiśmy się, potańczyliśmy nawet. Poszła jedna, druga, nawet trzecia butelka wina.
Stałam obrócona w stronę ulicy, gdy poczułam klatkę Louisa przywierającą do moich pleców. I to, to było przyjemne. Odwróciłam się w jego stronę, on położył swoje ręce na barierkach tak bym nigdzie nie uciekła. Nie miałam na to najmniejszej ochoty. Pochylił się by mnie pocałować, poszłam na to jak w ogień. Musnął pierw moje usta delikatnie by wybadać czy odwzajemnię pocałunek, ale ja, zatraciłam sie w tym. Musnęłam go raz, dwa, trzy, aż obydwoje się w tym zagubiliśmy, całowaliśmy się namiętnie, z pasją, jakiej nigdy nie czułam, może raz, gdy moje usta zetknęły się z Justinem. Ale to było, minęło. Całowałam się z Louisem, tak jakbyśmy obydwoje długo oczekiwali swoich ust. Przygryzłam delikatnie jego wargę i weszliśmy do środka jego mieszkania. Poszłam z nim za rękę do sypialni. Obydwoje ściągnęliśmy z siebie ciuchy wierzchnie i zostaliśmy w samej bieliźnie.
Louis pociągnął mnie na siebie leżącego na łóżku, usiadłam na niego w rozkroku, po czym pochyliłam się by kontynuować pocałunek. To ja pierwsza ściągnęłam z niego bokserki. To ja pierwsza zaczęłam go drażnić, podobało mu się to, czułam jak lubił gdy miałam kontrolę, czułam jak rósł mi w dłoniach, pod moim dotykiem. On zdjął mi stanik, delikatnie zsunął ze mnie koronkowy materiał majtek.
Niech ta chwila wiecznie trwa. Teraz u mnie wszystko gra. Zatraciliśmy się w tej chwili. Jego delikatne dłonie gładziły mnie po ramionach i brzuchu gdy byłam pod nim. Jego język wytaczał szlak od szyi do pępka. Spojrzałam w jego oczy, on spojrzał w moje, wiedziałam co nadchodziło. Spoglądał na mnie jakby pytał o zgodę, automatycznie przytaknęłam.
Nałożył na swojego oszołamiającego penisa prezerwatywę po czym wszedł we mnie z nadmierną delikatnością. Jęknęłam delikatnie czując przyjemne wypełnienie. Czując rozkosz coraz bardziej się rozluźniałam, coraz mocniej drapałam jego plecy, słysząc syknięcia mi do ucha, sprawiało mi to ogromną przyjemność, słyszeć, że potrafię go do tego doprowadzić.
No i działo się, kochaliśmy się prawie całą noc. W każdej możliwej pozycji. Padliśmy do snu około czwartej nad ranem, wtuleni w siebie na łyżeczki. Nikt nigdy, nie sprawił mi jeszcze takiej przyjemności. Słyszałam jego lekkie pochrapywanie i przyjemny zapach ciała.
Przebudziłam się w poniedziałkowy ranek około ósmej. Słońce było już na niebie i pięknie wypełniało pokój. Louis twardo spał obok mnie. Obudziłam się koło faceta, którego tak krótko znałam. Czy żałowałam? Nie byłam jeszcze tego pewna. Czy był dobrym kochankiem? Zdecydowanie tak.
Wyczołgałam się z łóżka owinięta tylko tylko prześcieradłem. Pognałam szybko do łazienki obmyć twarz i odświeżyć siebie. Uczesałam włosy w kitkę i założyłam na siebie wczorajsze ubrania. Jak cień przemknęłam przez mieszkanie Louisa, złapałam swoją katanę, telefon i torbę. Moją uwagę przykuło zdjęcie w korytarzu, obok talerzyka z kluczami. Wczoraj nie zauważyłam tego. Był na nim Louis, jakaś kobieta, około trzydziestki i maluch. W co ty się Mel znowu wpakowałaś...
Nie było czasu na zastanowienia. Ubrałam swoje trampki najszybciej jak umiałam i wyszłam z jego mieszkania nim mnie jeszcze w nim zastał. Co ja sobie myślałam... Przecież seks wszystko komplikuje. Jeszcze to zdjęcie, no i Greg, przecież to mój facet... Jak mogłam.
Czy żałuję? Chyba już teraz tak... Wyszłam z budynku i wsiadłam do pierwszej wolnej taksówki, która była w pobliżu. Z niej zadzwoniłam do mamy i wyjaśniłam jej wczorajszy wieczór.
-Siedzieliśmy nad projektem w szkole z Kim mamo. Jadę do domu się odświeżyć i będę pędziła do szkoły. Mam na dziewiątą piętnaście więc zdążę, jest chwilka po ósmej dopiero mamo. Zdążę, kocham, do zobaczenia po południu.
Do Grega wysłałam smsa z treścią- Musimy porozmawiać. Dzisiaj na przerwie obiadowej, do zobaczenia ;*-
Złagodziłam to emotką, żeby biedny się aż tak nie stresował.
Wjechałam szybko do domu, przeczesałam włosy, ubrałam się w lepsze ciuchy, wzięłam prace, które muszę dzisiaj oddać. Oczywiście mogłam iść na uczelnie prosto z domu Louisa, ale to by było za szybko, on ma jakieś dziesięć minut do mojej uczelni. Poza tym, wszyscy by wiedzieli co robiłam, dzisiaj rano było to bardzo dobrze widać. Poprawiłam sobie makijaż, i wyszłam do garażu po swój samochód.
Zajechałam do szkoły dopiero około dziesięć po dziewiątej. Przebiegłam prawie cały kampus by zdążyć na zajęcia. I byłam! Byłam na czas, pierwsze zajęcia, angielski. Dosłownie minutę po tym jak wbiegłam do klasy i zajęłam miejsce obok Kim, wszedł Justin i Rektor uczelni.
-Od dzisiaj będzie wam wykładał nowy nauczyciel, poprzedni wykładowca niestety, musiał odejść. Poważne problemy zdrowotne, nie wróci przez co najmniej najbliższe trzy, może sześć miesięcy by was uczyć, dlatego przywitajcie waszego nowego nauczyciela z szacunkiem. Wszyscy wiemy, że z wami nie jest łatwo. Jest bardzo ambitny, z tego co słyszałem świetnie przekazuje wiedzę, zna cały materiał jaki już przerobiliście, osobiście się spotkał z waszym byłym profesorem. Jest tylko nieco starszy od was więc mam nadzieję, że złapiecie kontakt.
-Boże, czy on mógłby przestać już gadać- stękał za mną Justin.
-Sam wiesz, że on tak zawsze, choć w sumie może nie wiesz, rzadko tu bywasz- poprawiłam go, odwracając sie do niego- Więc bądź cicho.
-Ktoś tu się zrobił jeszcze bardziej zadziorny. Lubię takie- zaśmiał się.
Odwróciłam się od Justina i spojrzałam na nowego nauczyciela. Szczęka mi opadła.
-Przedstawiam Louisa Tomlinsona, wasz nowy nauczyciel angielskiego.
O MÓJ BOŻE- krzyknęłam w myślach. Jak? Dlaczego? Jak on mógł się tu znaleźć i być moim nauczycielem. To miał być jeden raz, jeden seks, chwila uniesienia. Spojrzałam na niego jeszcze raz mając nadzieję, że może się przeoczyłam. Nie, to nie była fatamorgana. To był on. Facet z którym spałam zeszłej nocy. I ten facet, ciągle na mnie spoglądał z tym swoim uśmiechem.
Kompletnie nic a nic nie wyniosłam z wykładu. Tylko to, że ma cudowne oczy, piękny uśmiech, i bardzo, bardzo wyraźny brytyjski akcent, w którym można się zakochać. Co z resztą połowa dziewczyn z tego co się rozejrzałam po sali zrobiła. Wszystkie były w niego wpatrzone jak w obrazek.
-Za chwilę koniec wykładu, w sumie naszego małego poznania, mam nadzieję, że będziemy się dogadywać i dobrze porozumiewać. Teraz możecie zostawić mi te pracę, które wam zadał poprzedni profesor na biurku i możecie wychodzić przed czasem. Do zobaczenia.
Kim spojrzała na mnie i na Louisa.
-Co?- zapytałam.
-Myślisz, że uda mi się go wyrwać?- zapytała Kim.
Wszyscy studenci zbierali się z sali zostawiając prace na biurku.
-Nie wiem, musisz spróbować. Myślę, że to może być wykonywalne- zaśmiałam się.
Wstałam z miejsca i wyciągnęłam z torby swoją pracę, ostatnia zostawiałam swoją pracę na biurku, jako ostatnia zostałam w sali, rozejrzałam się za Kim, ale ta już była roześmiana w towarzystwie Sary i Any. No ekstra.
-Zaczekaj, Mel- zaczepił mnie Lou.
-Słucham? Przecież oddałam pracę, Panie profesorze- uśmiechnęłam się.
-Nie mów tak do mnie, czuję się wtedy staro.
-I w dodatku będziesz moim nauczycielem. To chore. To co się stało wczoraj,z dniem dzisiejszym wygasa, nie było tego. Nie można takich rzeczy robić z nauczycielem. Jeśli ktokolwiek się dowie, obydwoje mamy przerąbane. Co ludzie by sobie pomyśleli?
-Przecież nie musimy się ujawniać, tak? Możemy się spotykać poza szkołą, w szkole się ukrywać, wszystko jest możliwe.
-Nie, nie jest. Nie z nauczycielem. Z resztą, widziałeś ile moich koleżanek tutaj ma na ciebie ochotę?
-I co z tego? Chcę tylko ciebie. Rozumiesz?
-Nic z tego.
Odwróciłam się do drzwi. Louis zamknął je jednym płynnym ruchem i przywarł do mojej szyi całując ją. Posadził mnie na ławce i całował mocno, z języczkiem. Czułam jak jego spodnie stają się ciaśniejsze.
-Uda się- wyszeptał, ciągnąc mnie za włosy.
Jęknęłam zdecydowanie za głośno.
-O kurwa- syknął on po czym mnie puścił- Zobaczymy się po szkole. U mnie- puścił mi oczko i odkluczył drzwi. Klepnął mnie w tyłek.
Do sali wszedł rektor spoglądając na naszą dwójkę.
-Czy coś się stało?- zapytał.
-Nie. Melody opowiadała mi o tym projekcie i ich grupie. Chcę poznać ich lepiej, żeby podchodzili do przedmiotu z przyjemnością.
-Dokładnie, z przyjemnością- uśmiechnęłam się i przytaknęłam im.
-Rozumiem. Melody, uciekaj na następną lekcję. A Pan, jestem bardzo zadowolony. Widziałem uczniów i uczennice wychodzące z pańskich zajęć, byli bardzo podekscytowani. Oby tak dalej. Mam nadzieję, że będzie się pan tu dobrze czuł.
-Również mam taką nadzieję, ale mam dobre przeczucia. Podoba mi się ta szkoła.
Wyszłam z sali i poszłam w kierunku następnej lekcji. I tak cały dzień. Aż do przerwy obiadowej, gdzie musiałam się pożegnać z Gregiem. W końcu gdy się coś zaczyna, trzeba to skończyć, by móc dalej patrzeć w przyszłość. Z godnością.

