poniedziałek, 9 stycznia 2017

Rozdział #13

Zawiozłam Grega prosto do domu by odpoczywał. Sama zaś pojechałam trochę za miasto. Plaża, szum wody, fale obijające się o skały. To wszystko zawsze mnie uspakajało.
Od kiedy zgodziłam się znów być z Gregiem, mam mieszane uczucia. We mnie w środku, byłam niespokojna.

Siedziałam tam dobre pół godziny spoglądając tylko przed siebie, uspokajał mnie taki widok. Zamyślona nie zauważyłam mężczyzny siadającego obok mnie dopóki się nie odezwał.

- Można?

- Tak, pewnie, proszę- uśmiechnęłam się szczerze, choć go nie znałam.

- Co tak śliczna dziewczyna robi  tutaj sama?

- Myśli o swoim chłopaku- zaśmiałam się i puściłam oczko, mając nadzieję, że zrozumie aluzję.

-Sprytne- uśmiechnął się ukazując szereg swoich śnieżnobiałych zębów.

Dopiero wtedy dostrzegłam, że jest całkiem przystojny. Opalony, ciemne włosy, zadbany. Wydaje się być całkiem sympatyczny, i taki jakiś, hm... Szczery?


Nie jest natrętny, nachalny, nie stara się za wszelką cenę poderwać dziewczynę. 

- Może powiesz w takim razie co cię tu sprowadza?- zapytałam z ciekawością.

- W przyszłym tygodniu zaczynam nową pracę, chciałem troszkę pomyśleć. Nie jestem stąd, nie znam za wielu ludzi, nowe otoczenie, to ogólnie sprawia, że się trochę denerwuje. 

- Och... Znam to. Też niedawno się tutaj wprowadziłam. Ale mi jako studentce jest chyba łatwiej nawiązać kontakty niż tobie, w końcu na uczelni tyle ludzi, że to chyba jakoś samo przychodzi. Eh.. Po co ja w ogóle mówię to nieznajomemu- pokręciłam głową.

-Czasem dobrze porozmawiać z nieznajomym. Masz pewność, że nic nikomu nie powie, bo... Nawet się nie znacie, nie będzie oceniał pod względem tego co się działo, tylko tego jak zostanie mu to przedstawione. Prawda?

-Tak, chyba tak.

-Louis- podał mi rękę.

-Czy to już nie będzie złamanie zasad?- zaśmiałam się.

-Być może, ale ja już tego co powiedziałem nie cofnę.

-Melody- podałam mu swoją dłoń. 

-Więc powiesz mi co tak na prawdę tu robisz?

-Kilka rzeczy miałam do przemyślenia. Właśnie wróciłam do.. No nie ważne, przecież nie znamy się, po co mam ci takie rzeczy opowiadać, to z resztą nieważne.

-Może masz ochotę się przejść przy brzegu?

-No, no okej, mam jeszcze chwilę czasu.

Wstałam ze swojego miejsca i otrzepałam spodnie z piasku, przeszliśmy bliżej wody, stąpałam swoimi trampkami po twardszej części piasku na brzegu, Louis zaś szedł obok mnie.  

Miałam takie dziwne wrażenie jakbym była ze swoim najlepszym przyjacielem, który nie ocenia, po prostu słucha i jest.

-Robisz czasem szalone rzeczy?- zapytał z szelmowskim uśmiechem.

-Chyba nie mogę ci powiedzieć, mam wrażenie, że jeśli powiem tak to każesz mi zrobić coś szalonego, a się nie znamy, więc trochę jestem niepewna. W końcu możesz być psychopatą, który chce mnie omamić i w końcu coś mi zrobić, albo zboczeńcem, który chce mnie zgwałcić, ale ostrzegam, umiem się bić więc jeśli chcesz mi coś zrobić to łatwo nie będzie, poza tym, jak z normalnej rozmowy zeszliśmy na takie tematy...- ciągnęłam swój monolog.

-Skończyłaś już?- pytał ciągle rozbawiony- Masz rację, to trochę dziwnie zabrzmiało, ale nie tak źle jak twój monolog, haha.

Zrobiłam obrażoną minę, a on, jak gdyby znał mnie, potarł mi kciukiem policzek i spojrzał na mnie.

-No, uśmiechnij się. Zrobimy tak, dam ci swój numer, napiszesz albo nie, jak zechcesz, i nie to nie jest podryw, ani nic, wiem, że masz chłopaka, wspomniałaś, pamiętasz?  Napiszesz, zadzwonisz, czy co tam zechcesz, może zaufasz mi bardziej.

-Przez telefon możesz sobie pisać co chcesz, każdy dobrze ściemnia w pisaniu.

-To zadzwoń na facetime mądralo, pogadamy, może bardziej mnie poznasz, a wtedy jutro powiesz czy robisz szalone rzeczy czy nie, co? 

-Hm... Wydaje się być całkiem fer, zgoda.


Poszliśmy razem w stronę parkingu gdzie zostawiłam samochód. Louis wpisał mi w telefon swój numer, po czym pożegnał się ze mną i poszedł  stronę swojego auta. Wsiadłam do samochodu z uśmiechem. Pojechałam prosto do siebie do domu. Zaparkowałam w garażu nie planując już dzisiaj niczego. Weszłam od strony drzwi garażowych.

-I jak kochanie w szkole? 

-Dobrze, zdziwisz się jak ci powiem, że jestem znów z Gregiem? 

-Ani trochę, wiem przecież, że się kochacie, mam nadzieję, że to przemyślałaś, no i mam nadzieję, że Greg przemyślał i żałuje tego co zrobił, tego co doprowadziło Was aż do zerwania, tak? 

-Wydaje mi się, że przemyślał wszystko, wiemy na czym stoimy. Wydaje mi się, że po prostu za długo byliśmy na odległość i trzeba się dotrzeć, nie spędzaliśmy nigdy tyle czasu ze sobą co teraz, to już nie ten sam związek co na odległość bo teraz żyjemy razem przy sobie a nie dzieli nas tyle kilometrów. Wydaje mi się, że dotarło to do niego i troszkę przygniotła ta odpowiedzialność, do tego jeszcze ta noga i narkotyki. 

-Nie będziesz się z nim spotykała jeśli bierze.

-Nie bierze, to był jeden epizod, już jest grzeczny- uśmiechnęłam się- Proszę nie martw się, panuję nad sytuacją.

Przytaknęła mi choć jej mina wcale nie była już tak przekonująca. Przytuliłam się do jej ramienia i ucałowałam w policzek. Zjadłyśmy razem spaghetti. Po czym mama wróciła do swoich zajęć architektonicznych. Codziennie jeździła nadzorować swoje dzieło. Byłam z niej taka dumna. Zawsze godziła nasze dobre życie, bycie mamą i spełnianie się w karierze. Choć byłyśmy tylko dwie, nie było momentu kiedy byśmy nie dały rady. Jesteśmy dla siebie opoką, której nikt nie mógł nigdy zburzyć. Ja zaś wróciłam do swojej szarej rzeczywistości, studia, anglistyka. Spojrzałam pierw w swój kalendarz, miałam do napisania trzy eseje na przyszły tydzień i do oddania jedną pracę zaliczeniową. Nie wiem jak ale zrobiłam to, zawsze byłam dobra w pisaniu, troszkę w ściemnianiu, z jednego zdania potrafiłam zrobić trzy linijki, znajdywałam dłuższe słowo, pisałam troszkę poetycko. Nada się? Oczywiście. Do późnego wieczora siedziałam nad zaliczeniami, ostatnią pracę poprawię jutro, albo w weekend, i tak nie mam planów więc będę mogła porobić pracę nadto, żeby mieć więcej czasu dla siebie. 

Wzięłam szybki prysznic, po czym założyłam czarną koszulkę i szare dresy na siebie, usiadłam na łóżku i spojrzałam w telefon, napisałam do Grega życząc mu dobrej nocy, nie odzywał się cały dzień, nie wiem czy ta noga go tak męczy czy po prostu jest zajęty? 

Weszłam w aplikację z wiadomościami i napisałam do Louisa. Nie czułam żebym robiła coś złego, ja też w końcu mogłam mieć swoich znajomych, nawet jeśli innej płci. Ciekawiło mnie co Louis robi w życiu, ile ma lat, mimo, że nie powinnam, w końcu jesteśmy nieznajomi, jakby... Jeszcze.

Po minucie telefon wyrwał mnie z zamyślenia, na ekranie wyświetlił mi się jego numer, dzwonił, w dodatku na wideochat, tak bym mogła widzieć czy mówi prawdę. Jednak mnie słuchał. Uśmiechnęłam się do siebie i odebrałam połączenie. Na moim telefonie ukazał się Louis, bez koszulki, jego klatkę pokrywało kilka tatuaży, no i były mięśnie, może nie jakieś ogromne, ale widać było, że formę ma, pewnie znacznie lepszą niż ja. Był w podobnych dresach do moich, i tak jak ja siedział już na łóżku.

-Więc jednak zdecydowałaś się zadzwonić, to już na pewno przekraczanie granic- zaśmiał się.

-To nie ja zadzwoniłam, tylko ty, ja wysłałam drobną wiadomość z zapytaniem, to wszystko.

-Ty dalej swoje- roześmiał się.

-Nie przeszkadzam ci? 

-Gdybyś przeszkadzała to bym odpisał a nie zadzwonił, jasne?

-Jasne- puściłam mu oczko.

- Więc o czym chciałaś porozmawiać? 


I tak to się zaczęło, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, bardzo długo, nawet nie wiem kiedy zmógł mnie sen.

-Dzień dobry- usłyszałam ze swojego telefonu, odwróciłam się i wystraszyłam, on nadal tam był- Wyspałaś się? 

-Czemu się nie rozłączyłeś kiedy zasnęłam? 

-Nie pamiętam, sam zasnąłem, nie skontrolowałem tego. Ale, zadałem ci pytanie.

-Tak, chyba tak, chyba się wyspałam, prawdę mówiąc, nie wiem kiedy tak odleciałam i spałam tak dobrze.

-Więc odpowiesz mi na pytanie?

-Nadal to będziesz drążył? Tak, czasem lubię szaleństwo.

-Będę to miał na uwadze- uśmiechnął się.

W momencie gdy to wypowiedział i uśmiechnął się ukazując dołeczki w policzkach, rozpłynęłam się, gdy nagle mój telefon spławił się czernią. Zero procent baterii, zaśmiałam się sama do siebie i podłączyłam telefon pod ładowarkę. Spojrzałam na zegarek, który już wybijał jedenastą. Super, nie trzeba iść na uczelnię, miałam czas by dokończyć wszystkie projekty i przyszłe zaliczenia, uwinęłam się w tym w kilka godzin. Około osiemnastej byłam już naprzód ze wszystkimi przedmiotami, zadaniami, zaliczeniami, projektami, miałam nawet odpukane swoje części grupowych projektów. Byłam z siebie dumna.

Mieliśmy dopiero czwartek a ja już miałam wszystko zrobione co powinnam zrobić w weekend. Co oznacza przestrzeń dla mnie i czas wolny. 

Tuż po dziewiętnastej zadzwonił do mnie Louis.

-Wpadniesz na plażę? 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz