Justin wszedł do mojego pokoju i usiadł na brzegu łóżka. Ja usiadłam po drugiej stronie.
-Na prawdę ci dziękuję za obronę, doceniam to co zrobiłeś, ale dzisiaj chciałabym już zostać sama, w porządku? Zobaczymy się jutro.
-Jesteś pewna, że wszystko jest już dobrze?
-Tak, przecież no, jestem tu, żyję, nic mi nie jest, mam wszystko prócz serca- uśmiechnęłam się i puściłam oczko.
-Nigdy nie odpuszczasz, co?- zaśmiał się- Pójdę w takim razie. Widzimy się jutro.
Podszedł do mnie, ucałował w policzek i wyszedł. Gdy usłyszałam na dole trzaśnięcie drzwi, odetchnęłam z ulgą, wypuściłam powietrze z płuc i rozpłakałam się. Pech, mam po prostu pecha, wszystko wisi nade mną aż w końcu bum. Nic nie idzie zgodnie z moimi myślami ostatnimi czasy. Co ja takiego w życiu zrobiłam, że takie rzeczy się dzieją? Zawsze byłam dla wszystkich, nigdy nie robiłam mamie na złość.
Pokręciłam głową, zdjęłam z siebie rzeczy i ubrałam wygodny dres, położyłam się w łóżku. Mam nadzieję, że to wszystko okaże się być snem, bo to sen, prawda?
-Skarbie, wstawaj, wyszykuj się do szkoły. Boże, te treningi cię wymęczą, padasz z nóg tuż po szkole?- zaśmiała się mama i wyszła z pokoju.
Tak, to te treningi mamo, oczywiście. Nic jej nie powiem, nie teraz. Wstałam z łóżka zdeterminowana. Nie będzie mi żaden dupek psuł życia. Rok stracony, dobrze, że tylko rok, nie więcej. Cholera, dziewczyno, gdzie się podziały twoje zdolności samoobrony wczoraj? Kurczę. Mój instynkt mnie zawiódł. Czy ja liczyłam, że mnie nie uderzy? Coś w każdym razie było ze mną nie tak. Wyszłam z łóżka i wzięłam prysznic, zrobiłam makijaż, ubrałam się i zeszłam na śniadanie.
-No, no córcia. Jak z wybiegu- roześmiała się mama.
-Korzystam jeszcze z pogody.
-Gregowi się z pewnością spodoba kochanie- dodała spoglądając na mnie pytającym spojrzeniem.
Mimika mojej twarzy od razu uległa zmianie.
-Tu cię mam, co jest córeczko?
-Nie jesteśmy już razem mamo.
-Kochanie! Jesteśmy tu tak krótko a ty już zrywasz? Czy po prostu to przerwa bo chcesz wiedzieć poznać samą siebie?
-Nie mamo, nie jesteśmy razem, nie będziemy. Wystarczyło tyle czasu by, no by po prostu pokazał jaki jest na prawdę. Nie jesteśmy dopasowani tak jak sądziłam.
-Ale poradzisz sobie?
-Oczywiście, jestem już duża- uśmiechnęłam się.
Zjadłyśmy w ciszy śniadanie, widziałam jak mama mi się przygląda, wzięłam więc jednego tosta w rękę i pojechałam na uczelnie nim dojrzała jakiekolwiek ślady czy siniaki. Byłam tam jakieś piętnaście minut przed zajęciami. Widziałam jak ludzie szeptali co nieco między sobą, ale tak to chyba wygląda w tych czasach? Jednak... Okazało się, że to nie ja byłam na ustach wszystkich ludzi, a Justin. Nie, nie w związku pobicia Grega wczoraj, nie chodziło też o mnie.
-Słyszałaś już?- przybiegła do mnie Kim z nowiną, najgorszą tego zasranego tygodnia.
-Co słyszałam?
-Justin sypia ze szkolną psycholog!- roześmiała się.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Poważnie?- roześmiałam się panicznie, nie dając nic po sobie poznać- Od kiedy?
-Tak słyszałam, że od początku tamtego roku, ponoć rozwiodła się z mężem licząc na to, że gdy Justin skończy szkołę będą razem. Co za idiotka, jak można chcieć być z takim kimś? Czy ona nie wie, że była kolejną z zabawek, przecież to..
-Przecież to Justin- dokończyłam- Łatwo przepaść- uśmiechnęłam się łagodnie- Pójdę już na zajęcia. Zobaczymy się na obiedzie, tak?
-Pewnie, przyniosę gorące nowinki!- potrząsnęła głową i roześmiała się idąc w kierunku swojej sali.
Roześmiałam się, szczerze pierwszy raz tak mocno, nie mogłam się powstrzymać widząc jak bardzo kręci ją ten świat, to, że może wiedzieć coś z czyjegoś życia.
Szłam do swojej sali wykładowej, przez główne drzwi do budynku wszedł Justin ze swoją kliką. No tak, porządne wejście mają. Justin rozglądał się dookoła wiedząc, na pewno wiedział, że o nim rozmawiali, nie jest aż taki głupi. Spojrzał prosto w moją stronę, stanęłam ze smętnym uśmiechem. To do niczego nie prowadzi. Przeszłam obok niego i jego "ludzi" obojętna, wzrok Justina i mój spotkał się dosłownie na dwie sekundy. Przyspieszyłam kroku, dwie minuty Mel i będziesz w sali, dwie minuty.
-Mel, proszę, pozwól mi wyjaśnić.
Szłam dalej, jego buciory tupały o ziemię jakby próbował za mną nadążyć.
-Proszę! Pozwól- błagał- To był błąd.
Zatrzymałam się momentalnie, tak, że jego ciało uderzyło we mnie, dosłownie poczułam jak się na mnie pcham, przytrzymał mnie delikatnie bym się nie wywróciła i zaczął mówić. Odsunęłam się z jego ramion na bezpieczny dystans.
-Słucham. Zaraz idę na zajęcia, więc powiedz co masz do powiedzenia i skończmy to ganianie się.
-Nie spałem z nią, znaczy, jasne, podrywała mnie, może trochę ja ją, ale nie spaliśmy ze sobą. Zostawiła męża bo na prawdę liczyła na coś więcej gdy tylko skończę studia, jesteśmy dorosłymi ludźmi mówiła, nikt nie będzie nam zaglądał w prywatne sprawy, to co się dzieje za zamkniętymi drzwiami, to nasza sprawa. Tylko, że- zwiesił głowę- Kurwa, nie umiem. Jasne, sypiam z wieloma, ale nie z mężatkami, zwłaszcza z takimi z którymi mam kontakt codziennie w szkole. Byłem raz naćpany w szkole, ale nie sądzę bym się z nią przespał, nie wiem, ale nie sądzę by chciała ze mną się pieprzyć gdy byłem w takim stanie.
Odchrząknęłam i wtedy na mnie spojrzał.
-Przepraszam- wykrztusił- Nie chciałem, żebyś dowiedziała się w taki sposób. Ja sam nie wiem czy coś się stało, a ludzie gadają, jak to ludzie, mam to gdzieś.
-Ja nie mam. Podrywałeś ją... Ale pewnie, co z tym całym kochaniem Mel?- zapytałam.
-Nie powiedziałem ci przecież, że kocham.
Otworzyłam szeroko oczy.
-No, tak, racja, zakochiwać się, to miałam na myśli. Chyba jestem za głupia na takie zagrywki, wybacz.
-Przepraszam, nie powinienem.
-Wiesz co, i tak nic tego nie będzie, nawet gdybyśmy próbowali. W końcu wszyscy wiemy, że będę próbowała odbudować relację z Gregiem, czyż nie?
-Słucham?!
-Słyszałeś mnie. W końcu to mój chłopiec- uśmiechnęłam się.
-I co, będziesz tak latała ode mnie do niego?
-Nie odpowiem ci na to, kompletny brak szacunku, jesteś zwykłym... Ugh... Szkoda słów na ciebie.
-Nie przychodź tylko do mnie następnym razem jak omal nie zginiesz.
-Na razie- odeszłam do swojej sali.
Justin coś jeszcze mruczał pod nosem, ale już nie słyszałam. Usiadłam w swojej sali wykładowej. Wtedy wszedł Greg do sali. Uśmiechnęłam się na jego widok. Dziwnie się poczułam. Obco a za razem jakby w domu. Greg uśmiechnął się z poobijaną buzią i ze złamaną nogą. On wymaga pomocy, nie tego by go zostawić. Usiadł do mnie do ławki i chwycił moją dłoń. Położył sobie na kolanie. Pochyliłam się do jego ucha i powiedziałam cicho.
-Wierzę, wierzę, że w tobie jest miłość. Zaryzykuj i wpuść mnie ponownie. Byłam cierpliwa ale powoli tracę wiarę.
-Jesteś tą do której należę, znam cię kochanie, przepraszam.
Musnęłam delikatnie jego usta.
-Nie będziesz brał nigdy więcej tego gówna. Poważnie. Raz a wiesz czym to się skończy.
-Nie będę, nigdy nie wiem jak to się znajduje w moim organizmie.
Spędziliśmy ze sobą wszystkie wykłady.
-Odwiozę cię, co?- zapytałam.
-Mama zaraz powinna być.
-Napisz, że ja cię zawiozę, nie fatyguj jej, już i tak pewnie się zrywa z pracy dla ciebie.
-Okej, zadzwonię. Pójdę tylko po podręcznik do szafki, bo muszę oddać zaległy esej i zaraz wracam. To może potrwać chwilkę- spojrzał na gips i poszedł do budynku.
Stałam i czekałam przy aucie aż wróci. Wrzuciłam swoją torbę do tyłu i zamknęłam drzwi.
-Mel- podszedł Justin do samochodu- Nie chciałem cię dzisiaj obrazić, przepraszam.
-Wszystko w porządku- uśmiechnęłam się szeroko.
-Poważnie? Nie chcę jakiś zadr między nami.
-Poważnie Justin, nie przejmuj się. Już wszystko jest w porządku.
-Podejrzewam, że jedziemy w tym samym kierunku. Podrzucisz mnie może?
-Wiesz co, chętnie, ale powiedzmy, że mam już komplet w aucie.
-Przecież jesteś sama.
-Nie do końca. Zabierzesz się z którymś ze swoich "ludzi"- roześmiałam się i spojrzałam na zbliżającego się Grega do samochodu.
-Mam go- pokazał podręcznik i spojrzał na Justina z przerażeniem w oczach.
-Serio, Mel. Nie rób tego?
-Czego nie robić? Być szczęśliwą?
-Nie z nim.
-Może z tobą?
-To byłoby świetne!- klasnął radośnie w dłonie.
Greg wsiadł samodzielnie do auta, ja zaś stanęłam na palcach i musnęłam Justina w policzek. Złapał się za niego jakby miał wyparować.
-Do zobaczenia- puściłam mu oczko i wsiadłam do samochodu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz