Póki była pogoda starałam się korzystać jeszcze ze strojów, później nie będzie okazji by je wynosić. Miałam już zrobiony makijaż, fryzurę.
-Zobaczymy się przed zajęciami?- napisałam do Grega.
-No- momentalnie przyszła odpowiedź.
Ależ bym pochmurniały. Nie widziałam go nigdy takiego, chyba ten wypadek za wiele zmienił pod jego główką. Nie sądziłam, że to na niego tak wpłynie. Był taki pesymistyczny. Ruszyłam jednak do szkoły z podniesioną głową, ludzie i tak nie będą pamiętali tego co się wydarzyło. Wszyscy tam byli nawaleni, naćpani, zbyt upaleni by cokolwiek zapamiętać ze słów. Może i gesty zapamiętali, ale słów nie, miałam taką nadzieję. I to się spełniło. Gdy przyjechałam pod szkołę, ludzie mówili tylko o wypadku, że Greg wpadł do rowu, nie pamiętali przez co. Czekałam na murku na jego przyjazd ze spuszczoną głową, aż pod swoimi nogami zobaczyłam jego eleganckiego buta i jedną zagipsowaną nogę. Zaśmiałam się pod nosem i spojrzałam na niego. Miał zdziwione spojrzenie.
-Z czego się śmiejesz? Z tego, że przez ciebie miałem wypadek? Już od wczoraj dostaję tysiące wiadomości, że przez naszą kłótnię wpadłem do tego rowu. Po cholerę oddawałaś mi kluczyki. Wiedziałaś w jakim byłam stanie?
-Podejrzewałam, ale nie byłam pewna. Z resztą powiedziałeś, że ta blondynka cię odwiezie, nie sądziłam, że jesteś taki nierozważny.
-Miałaś być tam ze mną Mel.
-Ty ze mną także, a tymczasem się naćpałeś i skończyło się jak skończyło.
-Jedno dobre z tego wyniknęło.
-Ciekawe co?- zapytałam.
-Byłem dziwnie spokojny, w sensie nic mnie nie obchodziło. Mecze, nasz związek, szkoła. Poczułem spokój i zejście ciśnienia z barków.
-Super, fantastycznie. To może teraz będziesz to brał dla świętego spokoju?
-Zastanowię się nad tym- dodał.
-Kompletnie postradałeś zmysły. Odbija ci Greg.
Zostawiłam go na korytarzu samego. Nie spotkałam się z nim też na przerwie obiadowej. Nie dostałam żadnej wiadomości. Nie mogłam się skupić na żadnej czynności, jakby wszystko sprawiało mi trudność. Nie poszłam na dwa ostatnie wykłady, schowałam się w parku, czekałam tylko na godzinę kiedy będę mogła pojechać i odbębnić ten mecz. Właśnie wybiła ta godzina. Wróciłam się do szkoły powolnym spacerkiem, mijając zakochane pary, szczęśliwe rodziny. Wszyscy nagle staliście się tacy szczęśliwi jak nigdy, co?
Weszłam do szatni i przebrałam się w swój kostium, dziewczyny rozmawiały między sobą, ja zaś byłam kompletnie wyciszona. Nie odzywałam się za wiele. Ubrałam tylko strój i wyszłam z szatni. Rozejrzałam się po trybunach i dostrzegłam Grega, z blondyną. No tak, mogłam się spodziewać. Greg stał swobodnie oparty o wejście sąsiedniej drużyny, podtrzymywał się na kulach i śmiał. Co jest, kurwa?
Podeszłam do niego zdeterminowana.
-O, Mel, już gotowa?
-Mogę cię prosić na słówko?
-Wybacz na chwilę- przeprosił poprzednią rozmówczynię- No, co jest?
-Kto to?
-Nie wiem, poznałem ją dzisiaj, nie znam, sympatyczna cheerleaderka sąsiedniej drużyny.
-Poznałeś ją dzisiaj?
-Tak, a co?- uśmiechnął się.
-Nic, na prawdę nic, to nie ma sensu- dodałam do siebie, odwróciłam się i odeszłam.
Przecież wtedy powiedział mi o niej co innego... Czy na prawdę był aż na takim haju, że nic nie widział? Tak, z pewnością. Pozwoliłam, pozwoliłam mu swobodnie z nią flirtować. Nie było sensu wykłócać się z nim na oczach wszystkich, pozwoliłam tylko jednej łzie spłynąć po moim policzku. Weszłam do tunelu, dzielącego trawnik od szatni i tłumów ludzi zebranych na meczu. Minęłam kilku chłopaków z drużyny, którzy szli się rozejrzeć i pozbierać całusy od swoich wybranek na powodzenie.
-Hej, nic ci nie jest?- dobiegł mnie jego znajomy głos.
-Nie, rozmemłałam się trochę, wszystko będzie dobrze.
-Co się stało?
-Stres.
-Stres? Dlatego płaczesz? Mel, nie oszukuj.
-Na prawdę. Zobaczymy się na murawie. Do boju!- wymusiłam z siebie uśmiech i wróciłam do szatni.
Żaden dupek nie zepsuje mi dzisiejszego wystąpienia, nawet gdybym była z nim dziesięć lat i by mnie zdradził, takie rzeczy nie będą wchodziły mi w paradę. Poprawiłam makijaż, ułożyłam włosy, wzięłam swoje pompony z szafki i przyczepiłam na twarz uśmiech. Wybiegłyśmy z dziewczynami z szatni dopingując naszą szkołę. Jak nastolatki, roześmiałam się szczerze. Wykonałyśmy jako gospodarze pierwszy zagrzewający układ. Po czym weszli nasi chłopcy na zewnątrz, przywitali się z tłumami. Drużyna przeciwna zrobiła to samo. Niestety, na trybunach więcej było osób sprzyjających nam. Mój sztuczny uśmiech zostawiłam w szatni za sobą, teraz na prawdę się uśmiechałam. Nie byłam najszczęśliwsza, ogólnie, ale byłam zadowolona, właśnie w tej chwili.
I tak zaczął się mecz, gdy chłopcy usłyszeli gwizdek, ruszyli do boju. Mecz się ciągnął niemiłosiernie, dopingowałyśmy jak na szpilkach. Justin, Luke, Tomas rzucali się by pozatrzymywać zawodników. Zdobywali punkty, przeciskali się między nimi jak strzały.
Mimo, że powinien składać się z czterech piętnastominutowych kwart, siedziałyśmy tam już prawie drugą godzinę. Zegar gry był co chwile zatrzymywany, chłopaki rzucali się na siebie, ale w końcu nasza drużyna zdobyła prowadzenie. Mieliśmy to, do końca zostało osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, zero! Zero sekund! Wygraliśmy to! Tak! Tak! Tak! Chłopców czekał awans, co oznaczało coraz więcej meczów wyjazdowych. Super! Będzie można pojeździć i pozwiedzać, przy okazji robić to co się lubi. Dziewczyny łącznie ze mną rzuciły się w stronę zawodników. Byłyśmy w czystej ekstazie po zwycięstwie naszych mistrzów. Rzuciłam się Justinowi w ramiona ze śmiechem, podobnie robiły dziewczyny, Chloe, Laura, Casandra, wszystkie cieszyły się z zawodnikami. Splotłam z Justinem swoje palce i podniosłam jego dłoń do góry w geście zwycięstwa.
Greg, o nie, Greg, rozejrzałam się dookoła, pewnie czuje się strasznie wykluczony. Poświęcił tej drużynie tyle czasu a nie zagrał w pierwszym meczu sezonu. Spojrzałam w stronę trybun i zobaczyłam go, jego lodowate spojrzenie. Zbierał się stąd, wychodził powoli o kulach. Puściłam szeroko uśmiechającego się Justina i wybiegłam za swoim chłopakiem. Wyszłam akurat w momencie gdy wręczano im puchar.
-Greg! Zaczekaj.
-I co, teraz dasz dupy Justinowi?
-Słucham?! Greg! To ja, twoja dziewczyna, halo, jesteś tam jeszcze? Co ci odbiło? Na prawdę myślisz, że mogłabym być z kimś innym prócz ciebie?
-Tak, widziałem, pchałaś się na niego, niemalże byście zaczęli uprawiać tam seks, na tej trawie.
-Odbija ci, poważnie, masz nieźle w czubie. Co w ciebie wstąpiło? Dlaczego się do mnie tak odzywasz?
-Dlatego, że ostentacyjnie go kusisz- położył dłoń na moim ramieniu i mocno je ścisnął, skrzywiłam się z bólu.
-Greg, przestań, to boli- wyrwałam się mu.
-Nie rób tego więcej- dodał.
-To ty flirtowałeś z blondi.
-Ona jest nieistotna dla tej rozmowy.
-Czyżby?
Justin wybiegł z budynku, dobiegł do miejsca w którym stałam ze swoim facetem.
-Nic ci nie jest?
-O, proszę, przyszedł wybawiciel. No, proszę, rzuć się w jego ramiona.
-Greg, skończ- zaczęłam.
-Zamknij się Mel, niech twój kochasz przemówi.
-Stary, myślę, że ten wypadek nieźle ci namieszał. Jedź do domu, odpoczywaj.
-Żebyś mógł ją wybzykać?
-Co? Greg, poważnie, odpuść, nic między nami się nie dzieje.
-Mel, zabierz rzeczy, jedziemy do domu.
-Nigdzie nie jadę.
-Proszę, pojedź ze mną, muszę się położyć.
Pokręciłam zrezygnowana głową.
-Dobrze- oznajmiłam zaskakując chyba nas wszystkich- Pojadę. Ale moje auto?
-Przyjedziesz z mamą do szkoły, nic mu się tu nie stanie. Ja jutro odpuszczę- dodał.
Justin wrócił do swoich mistrzów, ja zabrałam wszystkie swoje rzeczy i poszłam do wozu Grega.
-Dobrze, że twoja mama ma automat.
-Przydaje się po wypadkach- uśmiechnął się.
Przewróciłam oczami. Greg ruszył spod szkoły.
-Nie zachowuj się więcej jak cichodajka, ok?
Dziwnie się zachowywał. Miły, zimny, sukinsyn, miły, zimny, sukinsyn, i tak w kółko. O, nie, znałam to zachowanie. Greg wyjeżdżał spod szkoły gdy zorientowałam się co znów wziął. Było za późno, jechał za szybko, przyspieszał nie zważając na inne auta.
-Greg, rozwalisz to auto! Zatrzymaj się, proszę- w oczach wzbierały mi łzy gdy mknął za szybko, przez zabudowane tereny- Greg! Cholera, Greg.
Nie reagował, zaczął zmieniać pasy i wyprzedzać auta. Położył dłoń na moim udzie i ścisnął je niemiłosiernie mocno. Zapiekło mnie. Bądź dzielna, zatrzymaj wóz, tylko to brzęczało mi w głowie.
Ściągnęłam jego ręce z kierownicy i wcisnęłam minus na kółku by auto zaczęło zwalniać. Greg podniósł rękę i przechylił kierownicę w lewo, auto zmieniało pas, prosto na nadjeżdżającego na nas busa.
-Kurwa, Greg!
Ściągnęłam kierownicę w swoją stronę, wcisnęłam światła awaryjne i zacisnęłam hamulec ręczny. Auto jakby nas nie słuchało, wjechało na cholerną kupkę piachu po prawej stronie drogi i zaczęło dachować, trzy obroty, obróciło się trzy razy. Nigdy się jeszcze tak nie bałam. Schowałam głowę w ramionach, między nogami. Proszę, proszę, chcę przeżyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz