czwartek, 8 września 2016

Rozdział #4

Nie mogłam doczekać się przerwy obiadowej. Miałam się w końcu spotkać z Gregiem.
Gdy tylko dzwonek przed przerwą zabrzęczał wybiegłam z sali, zobaczyłam swojego chłopaka stojącego przy kolumnie niedaleko mojej sali. Podbiegłam do niego i przytuliłam się mocno.

-Co się stało mała?

-Stęskniłam się.

-Nie widzieliśmy się zaledwie cztery godzinki.

-To wystarczająco bym się stęskniła.

Uśmiechnął się szeroko.

-Słyszałem co zrobiłaś, nic nie ukryjesz- roześmiał się.

-Co słyszałeś, co zrobiłam?- powiedziałam wystraszona.

-Odmówiłaś mu.

-Komu odmówiłam?

-No, Justinowi. Odmówiłaś mu.

-Ach, to. Tak. Nikt nie będzie mi mówił co mam robić. Czy już wszyscy o tym wiedzą?

Poczułam się zażenowana. Pierwszy dzień i już na ustach wszystkich będzie Melody Gomez, ekstra, co?

-Nikt mu nigdy nie odmawia. Chyba był lekko zszokowany, co?

-Z pewnością. Jeszcze się nie nauczył, że z latynoskim temperamentem się nie zadziera, przecież sypiał z wieloma kobietami, któraś z nich musiała być latynoską.

-Może się akurat nie trafiła- roześmiał się- Albo trafiła się taka co nie odmawia- zamyślił się- W sumie nie, w tej szkole nie ma raczej dziewczyn, które by mu odmówiły.

-Ja odmówiłam, odmówiłabym mu wszystkiego- uśmiechnęłam się.

Weszliśmy po kanapki z Subway'a i usiedliśmy na murku przy wielkim szkolnym trawniku. Póki jeszcze była pogoda wszyscy studenci spędzali tam czas.
Poznałam kilka osób, większość znajomych Grega, sama zapoznałam się z paroma osobami. Oczywiście Kim towarzyszyła mi wszędzie, od kursów już tak zostało. Prócz tego drobnego incydentu do końca dnia nie zdarzyło mi się wywołać większych sensacji.

Przyszedł czas na najfajniejszą część dnia, mój trening. W tym samym czasie ćwiczyli futboliści.
A pewnie zapomniałam dodać, skąd wiedziałam, że dostałam się do drużyny? W mojej rozpisce zajęć pojawił się trening cheerleaderek. I dostałam drugą kombinację do tamtej szafki. Włożyłam na siebie strój i wyszłam z dziewczynami na boisko.
Do teraz nie pamiętałam, że Justin też miał w tym samym czasie trening. Mam nadzieję, że już da mi spokój. Nie chcę po prostu konfliktów.

Tak też spokojnie przebrnęłyśmy przez pierwsze trzydzieści minut treningu. Było nas dziesięć dziewczyn i jedna maskotka szkolna. Same blondynki, na prawdę, morze blond pukli i jedna brunetka, ja.


Po pól godziny miałyśmy chwilę przerwy. Usiadłyśmy więc na ławkę i omawiałyśmy co dalej potrenujemy. Jakie figury i w jakim układzie. Chloe wyciągnęła dla wszystkich chipsy ze słodkich ziemniaków.

-Musicie tego spróbować! Był okres kiedy jadłam tego na potęgę, nie można mieć tego dość- zaśmiała się.

-Oj można, właśnie dlatego przestaliśmy ze sobą sypiać.

Znowu ON.

-Odejdź Justin- odpowiedziała mu Chloe- Nie rób tego.

-Czego? Przecież jadłaś tych chipsów aż uszami ci wylatywały. Ale widzę, że wróciłaś do formy- pogładził ją po policzku- Znów możesz ze mną sypiać.

Boże, co za zażenowanie. Ja czuję się zawstydzona tym o czym mówią, a policzki Chloe przybierają kolor purpury.

-Daj mi już spokój- odwróciła się od niego.

-Nie odwracaj się do mnie plecami. I tak wrócisz do mojego łóżka. Jak zwykle. Nikt nigdy nie chcę cię przelecieć więc kończysz u mnie, tak będzie też tym razem.

-Och, zamknij się!- wrzasnęłam na niego- Nie musisz być takim dupkiem.

-Zazdrosna jesteś?- zapytał.

-Jak możesz mieć czelność w ogóle tak odzywać się do kobiety, To poniżające. Jesteś karykaturą mężczyzny, zero szacunku do innych. Nikt cię nie nauczył, że nie można w życiu rzucać słów na wiatr i nie ponosić konsekwencji?

-Nie zaczynaj ze mną.

-Nie możesz mnie nastraszyć, to ci przeszkadza, prawda? Że w końcu ktoś się ciebie nie boi.

-Ani trochę nie.

-Czyżby? Jesteś taki zagubiony- pogłaskałam go po policzku- Nie nauczyłeś się, że nie wszyscy są na twoje zawołanie?- wzięłam dłoń- Nie odzywaj się do niej więcej tak. Ani do innej żadnej dziewczyny. Nie przy mnie.

-Ale...

-Zaciąłeś się? Powiem ci jak to się skończy, w mniej niż rok będziesz miał konsekwencje tego co dzisiaj powiedziałeś. Stracisz wszystkie panienki na zawołanie. Z każdej dziewczyny będę mogła zrobić ex dziewczynę. Więc grzeczniej proszę, a teraz, wracaj do treningu i nie zawracaj swoją osobą naszego czasu- pomachałam mu ręką w geście jakbym go wyganiała- No, już, idź. Zmykaj.


Justin odwrócił się ode mnie i poszedł w stronę drużyny. Greg podbiegł do mnie i kładąc swoją dłoń na moim policzku musnął mnie w usta.

-Jestem z ciebie cholernie dumny- puścił mi oczko i wrócił do drużyny.


Dziewczyny były zdumione moim zachowaniem, wszystkie były zadowolone.

-Dziękuję ci, na prawdę, bardzo dziękuję!- dodała Chloe- Nie poradziłabym sobie. Co rusz mnie upokarzał, miałam już dość.

-Myślę, że da już sobie spokój- uśmiechnęłam się, po czym dziewczyna mnie przytuliła.

Dokończyliśmy w spokoju trening, poszłyśmy się przebrać. Wyszłam ze szkoły do swojego auta.

-Zobaczymy się jutro kochanie? Jestem padnięty- zapytał Greg wrzucając swoją torbę sportową do auta.

-Tak, oczywiście, też mam dość. Chyba za dużo emocji- zaśmiałam się.

-Nie wiedziałem, że jesteś taka harda. Podoba mi się to.


Justin ze swoją grupką znajomych przeszli obok nas. Wiatr delikatnie rozwiał moje włosy zarzucając mi je na twarz, odsunęłam ręką włosy z buzi. Justin spojrzał w naszą stronę i pokierował się do swojego motoru. Jego znajomi również wsiedli na dwukołowce.

- Kocham cię, do jutra.

-Kocham.

Wsiedliśmy do swoich samochodów. Chyba sama do tej pory nie wiedziałam, że umiem się komuś postawić. Chyba zachowanie mojej mamy nauczyło mnie być taką bezlitosną. Wyjechałam spod szkoły i skierowałam się prosto do domu. Wbiegłam na górę do siebie, zrzuciłam dzisiejsze ciuchy i jeszcze w bieliźnie wpisałam na portalu imię i nazwisko Justina Blacka.

Przejrzałam tylko kilka zdjęć, większość ze znajomymi na motorach, zdjęcia z imprez z "koleżankami", jedno było osobliwe. Ale to tylko z początku posiadania tego konta, gdzie jest jeszcze bez tatuaży, bez tego całego charakterku. Taki jakiś szczęśliwszy i mniej zdesperowany.

Usłyszałam dzwonek do drzwi, przeglądałam jeszcze chwilę stronkę, ktoś był nieustępliwy, dobijał się do drzwi. Domyślam się, że mama znowu coś zamówiła i kurier ma pełne ręce, ale kurczę, po co takie dobijanie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz