wtorek, 13 września 2016

Rozdział #5

Zbiegłam na dół, zakładając na siebie tylko jedną z białych koszul.


"Moja mam to maniaczka zamawiania"- wysłałam Gregowi smsa.
"Co tym razem zamówiła? Haha. :D"
"Za chwilę się przekonam, ale musi to być ciężkie, bo się dobija do drzwi szalony kurier ;p"



Zapięłam u góry guziki i otworzyłam drzwi nie zaglądając nawet przez wizjer. I tu był mój błąd.
Uchyliłam drzwi oczekując paczek, a zobaczyłam te przyszpilające brązowe oczy. Justin wepchnął mnie do środka i unieruchomił dłonią przy ścianie.

-Co jest, kurwa?- zapytałam.

-Czemu mi się sprzeciwiasz?- zapytał cichym sapiącym głosem- I dlaczego masz na sobie tylko to?

W ogóle jak mnie znalazł?! Jestem tu trzy dni, trzy pieprzone dni, a on już ma czelność się zjawiać w moich drzwiach. Znamy się przecież od kilku godzin, a już zdążył zaleźć mi tylko za skórę. Choć jest coś co mnie pociąga w jego sposobie dotarcia do mnie, w tym jak zaciska szczękę gdy się denerwuje.


-O co ci chodzi?!- wyrwałam mu się z uścisku tak jak uczyli mnie na kursie samoobrony, odepchnęłam go z impetem na drugą stronę korytarza tak, że uderzył w ścianę.

-Wow. Nie sądziłem, że masz tyle siły.

Ze skrępowaniem zapięłam koszulę, dlaczego nie założyłam jakiegoś swetra czy szlafroka, tylko właśnie pieprzoną koszulę. To nie był dobry pomysł. Zawsze myślę przezornie, jak widać.


-Zadzwonię na policję- wzięłam z półki swój telefon.

-Dlaczego mi odmawiasz? Czemu ciągle się stawiasz?!

-Justin! Nie znam cię, nie chcę poznać, odpieprz się ode mnie. Czegoś się uczepił mnie już pierwszego dnia?!- krzyknęłam.

-Nie widzę cię pierwszy raz. Na prawdę, nie strasz mnie. Tym nic nie zdziałasz.

-Dobrze, może ty mnie nie pierwszy, ja ciebie z pewnością i nie mam ochoty cię poznawać. Możesz wyjść, proszę. I nie próbuj mnie tu sztyletować swoim spojrzeniem, to nie działa.

Jego wzrok zdecydowanie złagodniał, przestępował lekko skrępowany z nogi na nogę. Śmieszne, cały ubrany na czarno z kaskiem w dłoni, czuł się bardziej skrępowany niż ja w koszuli.

-Nie chcesz wiedzieć gdzie cię widziałem? Może bym ci coś opowiedział.

-Nie specjalnie mnie to obchodzi, pewnie nie masz nic lepszego do roboty niż prześladowanie ludzi.

-Och, zamknij się, jesteś równie okropna jak ja.

-Ja tylko przy tobie. Nawet nie wiedziałam, że umiem się komuś postawić, aż tak, dopóki taki dupek mi na drodze nie stanął. Ty pewnie od urodzenia jesteś taki. Zawsze się bawiłeś w wyrzutka społecznego?

-Mel, przymknij się. Nie zawsze.

-Nie mów do mnie Mel- dodałam z poirytowaniem- Nie jesteśmy znajomymi, nie mów tak do mnie. Nie myśl, że gdzieś mnie spotkałeś to nas połączyła kosmiczna więź czy coś w tym stylu.

-Melody, wysłuchasz mnie?- dodał głośno.

-Nie pójdziesz sobie bez tego, nie?

Wzruszył ramionami i pokiwał przecząco głową.

-Nie- uśmiechnął się szeroko.

Jak to się stało? Znam człowieka od niecałych dziesięciu godzin a już mam go na karku w swoim domu, jak?! Nie, nie, nie. Nie dam sobie zrobić krzywdy, ale skoro chce tylko porozmawiać.

-Słuchasz mnie? Haaaaaalo?- zaczął- Przestań tyle używać tej głowy i mnie posłuchaj.

-Słucham cię, masz pięć minut. Zaczynam liczyć- włączyłam stoper w telefonie- No, mów.

-Nie cierpię presji czasu. Ale skoro już w ogóle poświęcasz mi czas. Wracając do tematu, nie zawsze taki byłem. Kiedyś, nim mój ojciec zmarł, jeździliśmy na targi architektoniczne, w sensie te ich konferencje.

-Tak, wiem co masz na myśli, byłam z mamą prawie na każdych.

-No i tu cię mam, właśnie wtedy cię pierwszy raz zobaczyłem, wrzesień 12- 13 roku, byłaś za tymi drewnianymi krzesłami, taka samotna, szukająca w tłumie mamy.

-Nie zgubiłam się, byłam po jedzenie.

-Nie przerywaj moich pięciu minut.

-Czterech.

-Wtedy cię zobaczyłem. Nigdy nie chciałem jeździć na te spotkania, ale jeździłem na wszystkie od kiedy wiedziałem, że też zawsze będziesz. I byłaś z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc coraz ładniejsza, doroślejsza. Ja tak samo, dorosłem, byłem gotów po roku by cię w końcu zaczepić, poznać, a ciebie nie było. Przestałaś się pokazywać z mamą. Kiedy byłem gotowy by cokolwiek między nami zacząć, zniknęłaś z powierzchni mojej ziemi, nie było cię już nigdy na tych spotkaniach. Ja zaś byłem zawsze z nadzieją. Raz mi mignęłaś tylko, odbierałaś mamę ogromnym suvem, uśmiechnęłaś się do niej tak szeroko. Najbardziej zniewalający uśmiech jaki widziałem.

-No, zaczęłam mieć lepsze zajęcia, dlatego się nie pojawiałam- roześmiałam się- Widziałam kogoś wtedy przyglądającego się naszemu samochodowi, ale myślałam, że po prostu szukałeś swojego wśród morza tych aut.

-Ćśś. Załamałem się wtedy, nie zobaczyłem cię więcej. Mój tata zmarł w 2014, w listopadzie. Nienawidziłem tego miesiąca, od dwóch miesięcy ciebie nie widziałem, on zmarł, wszystko jakby było przeciwko mnie. Zacząłem więc się tatuować, pić coraz więcej, brać narkotyki i dziewczyny, sporo dziewczyn. To nie wszystko, ale nie powiem ci tego teraz. Może w innej bajce na dobranoc- uniosłam brew zdziwiona- Nikt mi się nie sprzeciwiał do tej pory, na początku 2015 roku pobiłem chłopaka tak mocno, że od tamtej pory ludzie mi się nie narażają, a ty mi tak łatwo odmawiasz. Pamiętasz obóz sportowy w zeszłym roku?

-Tak, poznałam tam Grega- uśmiechnęłam się szeroko- Wiesz? Mojego chłopaka.

-Tak, wiem, że masz chłopaka. Tam też byłem, byłem na tym zjebanym obozie. Wtedy jak widziałem cię z ukrycia zacząłem jeszcze bardziej wszystkiego nie cierpieć. Chciałem być przy tobie, chronić cię, a robiłem coraz gorsze rzeczy jak upijanie się. Kiedy chciałem cię poderwać było za późno, byłaś już do niego przywiązana. I moje zachowanie się wzmagało, nie chciałem na was patrzeć. Znajdywałem co rusz inne zajęcia, przyćmiewałem swój mózg. Ty zupełnie jakbyś się na moją obecność wyłączała. Nie zauważałaś mnie. Jak można nie zauważyć takiego futbolisty?

-Jak w ogóle możesz być futbolistą? Po takich używkach. Jak w ogóle jeszcze znajdujesz się w tej szkole? W ogóle co robisz na studiach.

-To samo co ty. Rodzinna tradycja. Też jestem na architekturze.

Jęknęłam i wzniosłam wzrok ku niebu.

-Czy jest coś jeszcze? Czas się kończy- dodałam zdecydowanym tonem.

-Nie sprzeciwiaj mi się za wiele. Tylko o tyle proszę.

-Nie bądź takim kutasem. Nie masz szacunku do nikogo. Zacznij się zachowywać. I przestań zgrywać twardziela. Boisz się o swoją reputację?

-Nie zgrywam się. Będę cię chronił i się tobą opiekował.

-Mam Grega od tego. Wiesz, mojego chłopaka.

-Już wspominałaś. Zakochuję się w tobie od 2013 roku a ty masz to gdzieś?

-Nie, nie mam tego gdzieś. Po prostu, no, nie trafiłeś w swój czas. Trzeba było mnie wtedy zaczepić, może bym była zainteresowana. Teraz, teraz mam kogoś, ledwo się przeprowadziłam, no i widziałam twoje okropne oblicza. Żadne mi się nie spodobało.

-Rozumiem, więc chcesz inne oblicza?

-Nie to miałam na myśli.

-Jasne- puścił mi oczko- Zobaczymy się jutro w szkole.

-Lepiej będzie jeśli zachowamy pozory, nie sądzisz? Chyba nie chcesz żeby cię kojarzyli z nadętą rurą i snobką?

-Chciałem zwrócić twoją uwagę. Nie miałem tego na myśli.

-Nie rób tego. Nie zwrócisz. Nie będę na ciebie zwracała uwagi. Nikt nawet nie będzie wiedział, że cokolwiek mogłeś kiedyś do mnie poczuć. Idź już. Zachowaj pozory, proszę.

-Pod jednym warunkiem- przysunął się do mnie niebezpiecznie blisko.

Czułam jego ciepły oddech na swoim policzku.

-Jakim?

-Nie otwieraj więcej nieznajomym w takim stroju, co? Bo będę musiał ich zabić.

-Bardzo zabawne, ha ha- uśmiechnęłam się zdecydowanie przesłodzenie.

-Mówię poważnie. Masz szczęście, że chcę byś była szczęśliwa, inaczej Greg też by już nie miał za wiele do pogadania.

-Idź już sobie. Nie wyobrażaj sobie za wiele. Nie jesteśmy nawet znajomymi. Ty mnie widziałeś, ja ciebie nie, koniec historii.

-Do jutra- musnął mnie w policzek.

Jego wargi były zadziwiająco miękkie jak do tak twardego charakteru.

-No, cześć- wypchnęłam go z domu i zatrzasnęłam za nim drzwi.

Oparłam czoło o drzwi. Dziwne. W szkole czułam można powiedzieć lekką grozę z jego strony. Ale gdy pojawił się u mnie, mimo włączonego trybu ochronnego był zadziwiająco miły. Czułam się swobodnie.

Pokręciłam głową i trzasnęłam ręką o drzwi. Spojrzałam na telefon. Trzy wiadomości od Grega.
-Co zamówiła?
-Jedziemy razem jutro do szkoły?
-Kochanie, odezwij się, bo będę myślał, że ci kurierzy to zmyślona historyjka ;p

Odpisałam od razu -To nie był kurier, listonosz, chyba przyniósł ostatnią część umowy mojej mamy z nową firmą, nie wiem, nie otwieram tego. Jedziemy razem ;*

Odwróciłam się od drzwi i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Zarzuciłam na siebie dresy i luźną białą koszulkę, usiadłam do laptopa. Nie mogłam za wiele zobaczyć z jego profilu nie będąc jego znajomą. Zaprosiłam go do swojego grona. Akceptację otrzymałam już pięć minut później. Przejrzałam jego profil od początku. Dotarłam do miejsca gdzie nie było kolczyków, tatuaży. Tam gdzie uśmiech gościł na twarzy. Doszłam do zdjęć z konferencji we wrześniu. Spojrzałam na konkretną datę. Dwa tygodnie po tym jak twierdził, że mnie zauważył. Dwudziestego szóstego września, chłopak z aparatem, to on... Na zdjęciach było mnóstwo znanych w tym świecie twarzy, ale na większości zdjęć byłam JA.

Otworzyłam szeroko usta, zamurowało mnie.

Zakochuję się w tobie od 2013 roku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz