czwartek, 1 września 2016

Rozdział #3

Niedziela upłynęła nam spokojnie. Greg zjadł z nami śniadanie, obejrzał wiadomości i dopiero po nich rozpakowaliśmy resztę pudeł. Niektóre zanieśliśmy na strych. Dzień zleciał nam w mgnieniu oka. Wieczorem obejrzeliśmy jeszcze wspólnie film, nim Greg pojechał do siebie.




Noc zleciała mi zdecydowanie za szybko. Ani to się nie wyspałam, ani porządnie nie spakowałam. Wstałam tuż po szóstej i schowałam książki do swojej torby, poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i zrobić makijaż. Zrobiłam sobie płatki na śniadanie, po siódmej byłam już najedzona, prawie wyszykowana. Mama wstała o siódmej trzydzieści, pogadałyśmy chwilę i obydwie wróciłyśmy do szykowania się. Wróciłam do swojego pokoju i ubrałam naszykowany wczoraj dla siebie zestaw. 



Z domu wyszłam równo o ósmej, jazda do szkoły powinna zająć mi około czterdziestu minut przy tym ruchu, więc będę chwilę przed zajęciami. Weszłam do garażu i westchnęłam z wrażenia, nadal Rover tu był, nadal taki piękny i lśniący. Zdjęłam z niego kokardę i wsiadłam do środka, wbiłam w nawigację adres szkoły, nie chciałabym zabłądzić już pierwszego dnia.
Greg napisał, że jest w drodze do szkoły, tam się zobaczymy. Wyjechałam z podjazdu i włączyłam się do ruchu. Droga zajęła mi pół godziny, ruch nie był zbyt natężony, nie wybierałam też całkiem głównych ulic. Na parkingu otrzymałam swoją przepustkę by z niego korzystać. Zaparkowałam na wyznaczonym dla mnie miejscu. 

Wiedziałam, że tak będzie. Nie wszyscy pierwszego dnia przyjeżdżają takimi autami, wszyscy będą myśleli, że się popisuję. Kurwa. Nie chciałam tak. Greg mnie zapewniał, ale w sumie mogłam się spodziewać, że mówi tak tylko by mnie uspokoić, to do niego podobne. Oparłam głowę o kierownicę i uderzyłam o nią ze trzy razy, aż usłyszałam pukanie do szyby. Uśmiechnęłam się od razu, widząc, że to Greg puka. Wysiadłam z samochodu.

-Masz miejsce tuż przy mnie?- zaśmiałam się- Chcesz mnie pilnować, co? 

-Też się cieszę, że ciebie widzę- musnął mnie w usta i uśmiechnął się- Tobą chcę się popisywać.

-Nie traktuj mnie jak wystawki kolego.

-Nie chodzi o to, jesteś moja i tyle. Widzisz jak wszyscy na ciebie zerkają.

-Bo jestem nowa, patrzą tak na wszystkich pierwszoklasistów, nie jestem jedyną na którą się patrzą. Nie zmyślaj. A, no i nie wszyscy jeżdżą takimi autami.

-Ja jeżdżę, i kilka innych osób. Nie dramatyzuj. 

-Nie chcę by myśleli, że się popisuję.

-Nikt tak nie myśli, przestań się przejmować. Bierz torbę i idziemy.


Wyciągnęłam z auta swoją torebkę i chwyciłam Grega za rękę. Weszliśmy razem do szkoły. Odebrałam w sekretariacie swój plan lekcji i zajęć dodatkowych, swoją kłódkę z kodem do szafki. 
Miałam to szczęście, że nie musiałam krzątać się po salach, nie dość, że poznałam rozkład szkoły na kursach to jeszcze miałam ze sobą swojego mężczyznę, który znał szkołę jak własną kieszeń. 

-Masz dzisiaj trening?

-Oczywiście, ty także?

-Tak, od początku startuję na sto procent. Chcę wszystko skończyć przed terminem, w sensie szkołę.

-Ambitnie, jesteś taka podobna do mnie- zaśmiał się- Też do tego dążę.

-Odprowadzisz mnie? 

-Pewnie, jakie zajęcia masz pierwsze? 

-Angielski z panem Darcym, sala dwudziesta. 

-To niedaleko, chodźmy. 

Doszliśmy do sali w przeciągu trzech minut. Greg miał zajęcia po drugiej stronie kampusu, do lekcji na szczęście mieliśmy jeszcze trochę czasu. Porozmawialiśmy chwilę jeszcze na zewnątrz. Oparłam się o kolumnę szkoły.

-Ugh, będę musiał już iść, zobaczymy się podczas obiadu, cały dzień mamy zajęcia na różnych częściach, poradzisz sobie? 

-Tak, nie musisz mnie niańczyć, poznam kogoś, Kim też będzie, bez obaw tatku.

Greg poruszył zawadiacko brwiami. 

-W ogóle nie masz skrupułów?- zaśmiałam się.

Greg objął mnie i pocałował mocno w usta. 

-Fiu, fiu, więc to Sulkin jest ta twoja dziewczyna?- zapytał chłopak- Kolejna nadęta rura w szkole- odwrócił się do znajomych. 

Był z grupką facetów, wszyscy praktycznie ubrani na czarno. Chłopak miał najbardziej brązowe oczy jakie kiedykolwiek widziałam. 

Nie wyglądał na takiego z którym warto było zadzierać. Przełknęłam ciężko ślinę i wzięłam wdech, chwytając Grega za rękę. 

-Czego chcesz Black? 

-Tylko spytałem- podniósł ręce w geście jakby się poddawał.

Chłopaki przeszli obok nas obojętnie, Black z tego co zapamiętałam, nie spojrzał na mnie ani razu podczas rozmowy z Gregiem. 

-Kto to był?

-Nikt kim warto się przejmować. Typowe szkolne chuligany. Ten chłopak co mówił to Justin Black. Często ląduje w areszcie, często się bije, sypia z kim popadnie w naszej szkole. I do tego twierdzi, że mu wszystko wolno.

-A wolno?

-Nie, ale nikt nic mu nie może zrobić. Wydaje się jakby miał wszystkich pod muszką. Nie wydalą go, póki płaci nic nie zrobią.

-Zrobił coś kiedyś tobie?

-Nie, raz trochę się poszarpaliśmy. Ale to raczej nie było nic czym trzeba się przejmować. On często szuka sobie ofiar, ale dla uczniów raczej jest niegroźny. Poza szkołą z nikim się nie widuje. Także nie masz czego się obawiać kochanie- Greg spojrzał na zegarek- Uciekam- musnął mnie jeszcze raz w usta.

Stałam tam osłupiała. Jak ktoś taki może chodzić w ogóle do szkoły? Po co mu to? I tak wygląda jakby mu to nie było potrzebne. Nie sądzę by chciał studiować w ogóle. Pewnie go zmuszono. 
W ogóle, jak ma czelność nazywać mnie nadętą rurą? Nie jestem taka. 
Otrząsnęłam się i weszłam do sali, zajęłam miejsce w sali. Po dwóch minutach weszła do niej Kim, pomachała mi i dosiadła się do mnie. Wyciągnęłam na ławkę zeszyt.

-Już zalazłaś za skórę Blackowi? 

-Słucham? Ja?- otworzyłam szeroko oczy.

-Mówił coś o Gregu i tobie. Znaczy raczej o snobce. 

-Przecież nawet się do niego nie odezwałam. 

-Mówił kolegom, że o jednego bogatego snoba w szkole więcej, że ta szkoła nie potrzebuje jeszcze większego rozdmuchiwania ego.

Pomachałam z niedowierzaniem głową. Nie odzywałam się do końca zajęć. Do końca wykładu zostało piętnaście minut. I wtedy otworzyły się drzwi i wszedł do środka Justin. Oczywiście ze swoimi koleżkami. 


-Mam rozumieć, że będzie obecność?- zapytał wykładowcy.

-T-tak, oczywiście, dobrze, że przyszedłeś. Podpisz listę.

Tak też zrobił. Pochylił się do kartki i przycisnął do niej długopis, spojrzałam na jego szczękę, jego kości policzkowe idealne się wyrysowały na twarzy, jego pełne wargi były wykrzywione w lekkim uśmiechu. 

-Pomyślałabyś, że ktoś taki jest futbolistą? Ciężko go rozczytać, co? - zapytała Kim.

Przytaknęłam jej wciąż wpatrzona w niego. Odwróciłam wzrok tuż po tym jak tylko oderwał się od kartki.Wbiłam wzrok w palce splecione na moim zeszycie, przejeżdżałam opuszką palca po dłoniach. Podniosłam wzrok czując jakby ktoś się na mnie gapił. Tak też było, od razu gdy podniosłam głowę Justin przewrócił oczami, co w sumie wyglądało zabawnie. Uśmiechnęłam się delikatnie.

-Przesiadaj się, nie będziesz tu siedziała.

-Słucham? Znajdź sobie inny obiekt do prześladowania. 

-Zmień miejsce.

-Nie- powiedziałam zdecydowanie za głośno- Nie zachowuj się jak dupek i znajdź sobie inne miejsce. Nie będziesz mi mówił co mam robić. 

Wskazałam mu stołek przede mną, podparłam brodę o swoją dłoń.

-Mnie tu dobrze- dodałam i odwróciłam od niego wzrok.

Prychnął i zajął miejsce przede mną. Wszystkie spojrzenia skierowane były na mnie. Widziałam wytrzeszcz wszystkich ludzi. Pewnie myśleli, że się porywam z motyką na słońce mówiąc takie rzeczy i przeciwstawiając się komuś takiemu jak Justin. 
Szkoda tylko, że nie wiedział, że mi się nie mówi co mam robić. Nikt nie będzie mną kierował. Nawet ktoś taki jak niby groźny Justin. Pewnie ma za wysokie ego nadmuchane przez wszystkie laski, które posuwa. 

Gdy tylko lekcja się skończyła wstałam energicznie z miejsca i wyszłam pierwsza z sali. Słyszałam tylko huk opadającego krzesła, oczywiście nie mojego. Wzdrygnęłam się i przeszłam na następny wykład. Dlaczego zawsze wszystko idzie pod górkę? Nie mogłabym spokojnie przeżyć chociaż pierwszego dnia? 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz