Mamy piątek! Justin odpuścił, jakby kogoś to interesowało.
Nie odzywał się do mnie do końca tygodnia. Święty spokój. To coś czego oczekiwałam od początku przyjazdu tutaj. Jedyne co mnie wkurza, to to, że Greg nie wypełnia tego co mówi. Obiecuje, że przyjedzie o danej godzinie a nie zjawia się wcale lub przyjeżdża spóźniony. Zawsze z tą samą gównianą wymówką, że telefon mu szwankuje. I rzeczywiście jego czas jest jakby na nim spowolniony. Myśli, że ma jeszcze czas a już mija dana godzina. Spóźnia się na wykłady, na spotkania ze mną, do kina, na spacery, na kolację w restauracji. Dzięki czemu nie dostaliśmy zarezerwowanego stolika.
Lekcje kończą się za dwadzieścia minut. W spokoju będę mogła się przebrać na imprezę organizowaną przez Justina i jego znajomych. Mam nadzieję, że tym razem Greg przyjedzie na czas. Na wszelki wypadek będę pilnowała czasu i zadzwonię do niego gdy będzie miał wyjeżdżać z domu.
Gdy skończyły się wykłady, wróciłam do domu swoim samochodem. Już nie jeżdżę z Gregiem, nie zamierzam się spóźniać. W jakim świetle by mnie to stawiało przed wszystkimi. Opuściłam szkołę około piętnastej. Wjechałam do pralni odebrać swoją sukienkę.
-Załóż coś niebieskiego, taką mam koszulę- dostałam smsa od Grega.
-Już to ustaliliśmy kochanie. Dwa dni temu. Nie stresuj się.
Biedny, nie będzie to pierwszy raz gdy wychodzimy wspólnie, więc nie wiem skąd te nerwy? Może obawia się mnie przedstawić co niektórym znajomym? Wypytam go o wszystko gdy sobie wypije. Ja muszę zachować trzeźwość, to ja prowadzę do domu. Nie zamierzam się upijać na pierwszej imprezie, na którą pójdę.
Wbiegłam do siebie w domu do pokoju i zaczęłam szykować na imprezę. Nie będzie ona w żadnym domu, to będzie coś bardziej w stylu klubu, choć nie do końca, jakby któryś z nich miał prywatny klub dla domówek. Tak to miejsce zostało określone.
Stroje bardziej klubowe, czyli kuse sukienki, spódniczki a faceci w miarę przyzwoitości.
Podkręciłam więc delikatnie włosy, zrobiłam sobie makijaż i założyłam swoją sukienkę na pięć minut przed przyjazdem Grega.
Założyłam na nogi szpilki, słysząc jak wjeżdża na podjazd. W dodatku o czasie. Tak byłam zajęta przygotowaniami, że nie pomyślałam, że może się nie zjawić.
-Ha! Udało mi się! Jestem na czas!- krzyknął gdy zamykałam drzwi od domu.
-Mam ci gratulować? Tak powinno być zawsze- odwróciłam się gdy już schowałam klucze do swojej mini torebki.
-Wow!- krzyknął i gwizdnął jednocześnie- Nie wiedziałem nawet, że masz w szafie taką sukienkę.
-Nie było jeszcze okazji by ją założyć, ale myślę, że na dziś się nadaje świetnie- wsiadłam do auta- Greg, co ty masz na sobie?- roześmiałam się.
-Tak wiem, że to jest trochę bardziej szare niż niebieskie, ale ma poświatę tego koloru.
-Co ty pieprzysz- roześmiałam się jeszcze bardziej- To nie ma nic wspólnego z moją sukienką, z jej kolorem.
-Nie śmiej się, to koszula od twojej mamy- od razu przestałam się śmiać- Na gwiazdkę w zeszłym roku. Co? Już nie jest tak zabawnie- uśmiechnął się szeroko i położył dłoń na moim udzie- Poszczęści mi się dzisiaj?
-Ha, ha. Po pijaku? Nie ma mowy- poprawiłam jego fryzurę gdy włączaliśmy się do ruchu na ulicy.
-A jeśli nie będę pił?
-Myślę, że oboje będziemy zmęczeni nocną zabawą by mieć później siłę na igraszki, nie sądzisz?
-Nie wytrzymam kobieto. Może jutro? Proszę, spuść ze mnie to ciśnienie. Sukienką mi tego nie ułatwiasz.
Zakryłam twarz dłońmi i roześmiałam się, spojrzałam na niego.
-Nie patrz na mnie tak, kurwa. Twoje spojrzenie zawsze-jestem-gotowa-na-seks, nie pomaga mi w tym.
-Mam takie spojrzenie?
-Gdy patrzysz spod przymrużonych powiek i zagryzasz wargę, można sobie wiele wyobrażać- uśmiechnął się- Pogadamy jeszcze o tym.
-Traktujesz to jak jakąś umowę. Nie możesz raz podejść i spontanicznie mnie wziąć?
-Przemyślę to.
Jęknęłam i wyrzuciłam dłonie w geście irytacji. Zawsze planował, seks w kalendarzu, pewnie nasze pocałunki były też zaplanowane. Jednak wiedziałam, że po prostu nie chce bym się czuła niekomfortowo.
Dojechaliśmy na miejsce po pól godzinie. Greg całą drogę gładził mnie po udzie i zerkał w moją stronę.
-Postaram się mniej planować a więcej robić, ok?- zapytał w końcu.
-Tak, świetnie.
Wyszliśmy z auta i weszliśmy do klubu, który znajdował się na poziomie minus jeden, w piwnicy. Widziałam wszystkie dziewczyny, skąpo ubrane w crop topy, spodenki, które odsłaniały pół tyłka. Moja sukienka w porównaniu z ich ubraniami, a raczej ledwo zakrywanymi szmatkami, w porównaniu z nimi to byłam w pełni ubrana.
-Pójdę coś nam wziąć do baru, zaczekaj tu na mnie.
-Pospiesz się, proszę.
Musnął mnie w policzek i odszedł. Stałam, czekałam, dwadzieścia cholernych minut i nadal go nie było. Ruszyłam w stronę baru, nie było go i tam. Przeszłam cała salę, palarnie, jebany taras, nigdzie go nie było. Zniknął.
Usiadłam na stołku przy barku, jedna łza stoczyła mi się po policzku, wytarłam ją natychmiastowo.
-Co się stało? Jakbym odtwarzał sytuację, znów taka zagubiona- zaczął Justin.
-Daj mi spokój. Czekam na Grega.
-To jeszcze sobie poczekasz. Prowadzi bardzo ożywioną dyskusję przed budynkiem z pewną blondynką.
-Nie ściemniaj.
-Przysięgam. Mogę ci pokazać obraz z kamery jeśli chcesz.
-Pokaż.
Justin wyciągnął swój telefon, pogrzebał w nim chwilę i pokazał mi na ekranie obraz z zewnątrz tego miejsca.
-Byłam tam przed chwilą, jeszcze go tam nie było- zaczęłam gdy zobaczyłam jak ożywioną dyskusję prowadzi z dziewczyną.
Ona swobodnie dotyka go po ramieniu czy to po policzku, okropnie jest to oglądać. Czy takie właśnie było jego zachowanie przez ostatni rok? Był taki otwarty na flirt?
-Mogę cię o coś prosić?- zapytałam.
-O co tylko zechcesz.
-Jak tu wróci, zatańcz ze mną. Niech wie jak to boli.
-Na prawdę? Chcesz mu robić na złość, mną?
-Wiem, że to okrutne i nie wyobrażaj sobie za wiele, jeśli nie chcesz to poproszę kogoś innego.
Rozejrzałam się po sali i wskazywałam palcami na chłopaków.
-Nie, kurwa, nie. Dobra, to pojebane ale zrobię to, niech ci będzie.
Chłopak przechodzący obok z aparatem zapytał, czy chcielibyśmy sobie zrobić zdjęcie... Pokręciłam przecząco głową, a Justin przyciągnął mnie do swojego boku.
-To na pamiątkę, do albumu szkolnego- roześmiał się- Chyba nie będziesz płakać z powodu fotki ze mną, co?
-Ujdzie- uśmiechnęłam się.
Poczekałam na wejście Grega w podziemia, zajęło mu to kolejne dziesięć minut. Gdy zobaczyłam, że schodzi na parkiet, wstałam od stołka barowego z Justinem i poszliśmy na parkiet. Justin praktycznie zaciągnął mnie na niego za rękę, czułam się dziecinnie, ale cóż, słowo się rzekło.
Odwróciłam się do Justina plecami i przywarłam do niego. Zsunął delikatnie dłonie po moich rękach i splótł palce z moimi, poruszaliśmy się wspólnie w rytm piosenki. Poczułam, dosłownie poczułam dziwny prąd między nami. Jakby coś niewypowiedzianego zaczęło nam ciążyć.
-Mel- zaczął Justin, gdy poczułam jak zostaje ode mnie odepchnięty.
Zadziałało.
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz, tak tańcząc z moją dziewczyną?!- podniósł głos Greg.
-Dobrze się bawiłeś z blondynką?- zaczęłam mówić do Grega, a ten odepchnął mnie, zatoczyłam się lekko w tył, tracąc równowagę na moment, dłoń Justina złapała mnie w odpowiednim momencie, tak bym nie wywaliła się na twardą ziemie.
-Hej, hej, kolego- zaczął Justin- Nie traktuje się tak kobiet.
-Co ty kurwa wiesz o szacunku. Mel, przepraszam, nic ci nie jest?
-Nie, nic. Justin, dziękuję ci za pomoc, ale myślę, że załatwimy to na zewnątrz. W sensie, porozmawiamy Greg, na zewnątrz, już.
Wypchnęłam go na zewnątrz.
-Teraz będziesz się bawiła w dziwkę?
-Nie mów tak do mnie.
-To nie zabawiaj się z innymi na moich oczach.
-Tylko tańczyliśmy, a ja zrobiłam to celowo. Widziałam cię z nią, jak cię dotykała i uśmiechała się.
-To... Kochanie, to dawna przyjaciółka mojej rodziny, koleżanka mojej siostry, dorastaliśmy razem, nie chciałem jej tak odepchnąć, bo dużo pomogła Sarze, sama wiesz. Miały podobne problemy, nie lubią być odrzucane. Nie bierz tego do siebie, jesteś lepsza. Szczególnie w tej sukience.
Otworzyłam szeroko oczy, To nie był mój Greg, mój nie jest taki zmienny, te humorki... O nie. Podeszłam do niego bliżej a on się uśmiechnął, spojrzałam mu w oczy i lekko je rozszerzyłam.
-Greg, co za narkotyki wziąłeś?
-Nie brałem narkotyków kocie.
-Greg, przecież widzę.
-Ty wszystko wiesz i widzisz, co?- Oho, znowu się zaczyna.
-Wracam do domu. Zostajesz czy jedziemy?
PROSZĘ, POWIEDZ, ŻE CHCESZ JECHAĆ.
-Zostaję, ja się dobrze bawię. Idź, ale zostaw mój samochód.
-Proszę bardzo- rzucam w niego kluczykami, które mi dał na wejściu- Niech cię blondi odwiezie.
-Tak zrobię. Poproszę ją o to, znaczy się- uśmiechnął się ukazując dołeczki.
Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w stronę postoju taksówek. Nie zamierzałam dzisiaj już znosić jego humorków.
-Jestem gotowa ci wybaczyć dzisiaj, tylko przyjedź do mnie trzeźwy. I nie nafaszerowany narkotykami.
-A postarasz się wyglądać mniej jak dziwka?
-Tak, z pewnością- dodałam zrezygnowana.
Boże, to nie był mój Greg, on się nigdy tak nie zachowywał. Nigdy mnie nie zwyzywał, nigdy nie obraził, nie popchnął mnie. Co mu podano? Może to ta blondi?
Ocierałam spod oczu łzy i wsiadłam do taksówki. Byłam w domu ledwo dwie godziny od swojego wyjścia. Mamy nie było, wyszła z przyjaciółkami z pracy.
Zmazałam makijaż, zrzuciłam z siebie durną sukienkę i wrzuciłam ją do pieca na dole. Co za koszmarny wieczór. Związałam włosy w kucyk i włączyłam sobie pranie mózgu w telewizji. Obudziło mnie dobijanie do drzwi.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz