niedziela, 18 września 2016

Rozdział #6

Położyłam się wcześnie do łóżka. Nie zjadłam już kolacji z mamą. Po przejrzeniu jego całego profilu, wyłączyłam laptop, weszłam do łóżka. Zasnęłam, nawet nie wiedziałam kiedy. Obudził mnie automatyczny budzik nastawiony w telefonie. Jęknęłam głośno i zwlekłam się z łóżka.

Umyłam głowę i zrobiłam sobie makijaż, zeszłam w związanych włosach na dół. W kuchni zastałam już swoją mamę.

-Co tak wcześnie wstałaś, mamuśka?


Mam już dzisiaj spotkanie poósmej, stresuję się i chcę wyglądać dobrze, zjem szybkie śniadanie i zmykam się szykować. A ty jak się czujesz kochanie?  Źle się czułaś?

-Nie, dlaczego pytasz?

-Spałaś już o ósmej gdy wróciłam do domu.

-Trochę mnie głowa bolała i usnęłam, bez obaw. Chyba za dużo wrażeń jak na pierwszy dzień- roześmiałam się.

-Co powiesz dzisiaj na zakupy, gdy wrócisz z uczelni?  Ja pracuję dzisiaj krócej, może cię odbiorę po treningu?  Czy jedziesz autem?

-Nie, zabieram się z Gregiem. To po treningu. Czekaj na mnie przy kawiarni, wypijemy coś i pojedziemy na zakupy.

-Zgoda.

Mama ucałowała mnie w czoło i wyszła z kuchni z tostem w ręku. Zrobiłam sobie płatki i przejrzałam kilka aplikacji w telefonie. Po schowaniu naczyń do zmywarki wróciłam do siebie do pokoju i wysuszyłam włosy. Sprawdziłam temperaturę wychodząc na taras. Czuć już było w powietrzu jesienne powiewy chłodu, ale słońce nadal pieściło skórę, jeszcze trochę można było się ubierać lekko.

Zamknęłam oczy gdy wiązka światła z czyjegoś tarasu wbiła mi się w spojrzenie. Odwróciłam wzrok i poszłam dalej na taras, doszłam do barierek i rozejrzałam się po okolicy. I dostrzegłam autora tego głupiego żartu. Justin mieszkał niedaleko, widziałam go z tarasu a on widział mnie. Co za żenująca sytuacja. Pomachał mi na powitanie, ja zaś postukałam się w czoło palcem wskazującym pokazując, że ma głupie pomysły. Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do domu.

Założyłam na siebie czerwoną bluzkę z odkrytymi ramionami i podziurawione jeansy.


Przepakowałam torbę i wyszłam na podjazd, czekając na przyjazd Grega. Nie pojawiał się przez dobre dziesięć minut, mimo, że już powinien być na miejscu. Nie należał do osób niespełniających swoich obietnic.  Na podjeździe usłyszałam warkot motoru. A ten czego tu znowu chce? 

-Jedź sobie stąd, jak Greg cię tu zobaczy, nieźle się wkurzy. 

-Tak, na pewno mnie zobaczy. Moi ludzie mówią, że auto jeszcze jest u niego na podjeździe. Nawet po ciebie jeszcze nie ruszył. Nie czekaj ja idiotka. 

-Nigdy mu się to nie zdarzyło- pokręciłam głową.

-Sprawdzić czy jeszcze śpi? 

-Nie masz takiej władzy cwaniaku. 

-Chcesz się założyć? 

-Śmiało.


Justin wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił jak podejrzewam, do jednego ze swoich "ludzi". To brzmi niedorzecznie, pokręciłam głową, znowu i roześmiałam się. 

-Śpi, podwieźć cię? 

-Nie, mam auto, sama się dostane. 

W tym samym czasie mama wyszła z domu.

-Już jestem spóźniona!- krzyknęła do mnie- Mam spotkanie za dwadzieścia minut. Czemu jeszcze nie wyjechałaś? Spóźnisz się do szkoły Mel. 

-Nie spóźnię, idę do domu po kluczyki i jadę.

-A nasz wypad? Na dwa samochody pojedziemy? 

-Podwiozę ją do szkoły, będą panie mogły spędzić miły dzień razem. Jedziesz? Mel? 

-Nigdzie z tobą nie jadę- uparłam się- Nie znamy się, już to ustaliliśmy.

-Przestań. Twój chłoptaś cię wystawił, śpi jeszcze, jedźmy. 

Jęknęłam głośno. Przewróciłam oczami i wsiadłam na jego motor. Dał mi do założenia swoją bluzę, przyjęłam ją , niechętnie.Ale wolę to niż marznąć od prędkości. 

-Pamiętaj, to nic nie znaczy.

-Jasne, jasne- zaśmiał się.

-Poważnie, podrzucasz mnie jak najdalej od szkoły, tak by nikt nic nie widział.

-Tak, rozumiem. Coś jeszcze? Jakieś życzenia?

-Póki co nie. Jedź już. 

I tak też zrobił. Ruszył, jechał z ogromną prędkością, czułam to nawet przez kask na mojej głowie, że miał niebotyczną prędkość. Dojechaliśmy do uniwerku w jakieś dwadzieścia minut. Wysadził mnie około pięciuset metrów od szkoły. Zdjęłam z głowy kask i przeczesałam dłońmi włosy, spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek. Justin oblizywał wargi spoglądając na mnie.

-Dziękuję za podwiezienie, sama oczywiście też bym dotarła, ale doceniam to, dzięki.

Zdjęłam z siebie jego bluzę i odłożyłam mu ją na motor. Wzięłam swoją torbę i z kieszeni spodni wyciągnęłam telefon. Justin chwilę później ruszył z miejsca na parking szkolny. 
Mój telefon zawibrował. Greg.

-Kochanie, przepraszam cię, na prawdę, nie wiem co się stało, mój budzik nie zadzwonił. Nie obudziłem się. Za dwie minuty będę w szkole, dotarłaś? 

-Jestem już przy szkole, poczekam na ciebie. 

Czekałam aż wjedzie na parking. Wysiadł z auta i ruszył w moją stronę. Rzuciłam się mu na szyję, ucałował mnie czule jak zawsze to robił.  Justin przechodził obok nas ze swoją paczką. Kaszlnął gdy jeszcze się nie oderwałam od Grega. Spojrzałam na niego, odwrócił wzrok i ruszył do środka. Przy wejściu czekała na niego szatynka o niebieskich oczach. Obejrzałam się przez ramie na nich. Justin objął ją ramieniem. Z szerokim uśmiechem ruszył w głąb szkoły. 

-Kolejna ofiara- zaczął Greg.

-Współczuję jej. Zatapiać smutki po kimś w takiej osobie- dodałam na głos.

-Co?

-Co?

-Co mruczałaś pod nosem? 

-Nie rozumiem.

-O zatapianiu smutków.

-Tak, głośno myślę. Musi mu lub jej być smutno, że się pocieszają tylko w taki sposób. 

-Teraz rozumiem. Chodźmy- uśmiechnął się szeroko, pocałował mnie w skroń i wszedł ze mną do środka.


Nie rozumiem po co mówić komuś, że się w nim zakochuje a później spotykać się z innymi? Nie, żeby mi to wadziło, niech robi co chce, jego strata czasu. Po prostu nie rozumiem. Nie mówi się takich rzeczy. Wyciągnęłam z kieszeni telefon w drodze do sali wykładowej i weszłam w aplikację, przejrzałam główną ściankę. Justin udostępnił swój album ze zdjęciami z września 2013 roku... Pięć minut temu. Po co? 

Większość ujęć to ja, nie chcę by ludzie to widzieli. Nie chcę by myśleli, że się znamy, czy kiedykolwiek znaliśmy...

Widziałem ten szeroki uśmiech... Od 2013 roku.


To mnie będzie teraz prześladować, co? Weszłam na pierwszy wykład i zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie. Schowałam się za wszystkimi. Położyłam głowę na blacie i ręce położyłam dookoła swojej aury włosów. Po kilku minutach rozległ się dzwonek na początek zajęć. Usłyszałam obok siebie odsuwane krzesło, zobaczyłam czarne trampki pod ławką i poczułam wodę kolońską. 


-Chowasz się przed czymś?

Znałam ten głos, to głos który chciałam najmniej usłyszeć. 

-Na prawdę? Nie możesz zostawić mnie w spokoju?- powiedziałam cicho by nikt nas nie usłyszał.

Justin nie odzywał się do mnie do końca zajęć, ja się nie odzywałam. Chyba odpuścił. W końcu. 
Pod koniec zajęć spojrzałam w jego stronę. Całą godzinę starałam się nie spoglądać w jego stronę. Wiedziałam, że on patrzy, ja nie miałam chyba tyle odwagi. Pięć minut przed dzwonkiem, spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek. Ujrzałam jak jego szczęka zarysowuje się, jak jego policzki wchłaniają się do środka, jakby je od środka przygryzał by się nie roześmiać. 
Odwróciłam wzrok.  Zabawna jest ta gra, którą toczymy. Spojrzy czy nie spojrzy. Pod koniec wykładu spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem, odwzajemniłam jego uśmiech. Czułam się w miarę swobodnie w jego towarzystwie. Chyba po wczorajszej rozmowie, czy raczej wyznaniu z jego strony, wiem, że nie mam się czego obawiać. 
Uśmiechałam się cały czas aż dzwonek zadzwonił. Uśmiech z jego twarzy zniknął. Wstał gwałtownie z krzesła i mruczał pod nosem tylko kurwa, kurwa. 

Wyszedł z sali z szybkością błyskawicy. Co się tak nagle stało? Wydawało się, że i on również zaczynał się czuć swobodnie. Chyba jednak nie znam się tak dobrze na ludziach jak myślałam. 

Nie widziałam już Justina do końca zajęć, z Gregiem jak zwykle spotkałam się na przerwie obiadowej. Po południu wszystkie cheerleaderki zebrały się w szatni, szykując się do treningu. Przebrałyśmy się w swoje bordowo czarne stroje i związałyśmy włosy w kucyki. 

Wyszłyśmy z szatni i przeszłyśmy długim tunelem by w końcu wydostać się na murawę. Chłopcy zaczynali właśnie trening. I wtedy gdy wyszłam jako ostatni zobaczyłam, że Greg rozmawia z Justinem. No chyba nie powiedział mu tego co mi, prawda? 

Podbiegłam do Grega i ucałowałam go mocno w usta. 

-Co jest kotku?- zapytałam.

-Bez obaw, nic poważnego. Justin- wskazał na chłopaka z tatuażami- Zaprosił na na piątkową imprezę. Pójdziemy?

-No nie wiem.

-Nie daj się prosić, pierwsza impreza w Nowym Jorku, jesteś studentką, zaszalej- zaczął Justin.

-Zobaczymy co da się zrobić- uśmiechnęłam się zdecydowanie zbyt słodko. 

-Idź, ćwicz maleńka, musisz nad nieźle dopingować na poniedziałkowym meczu- Greg klepnął mnie w tyłek i wrócił do chłopaków. Pisnęłam niezadowolona. Nie cierpię jak robi tak przy ludziach.

Justin stał w tym miejscu gdzie rozmawiali. Widziałam jak źrenice mu się powiększają i jak jego wzrok przeszywa mnie na wylot.

-Mówiłam już, że ten wzrok nie działa na mnie?

-Nie myślę o tobie, w mojej głowie zrodziło się zupełnie co innego- machnął ręką- Na prawdę masz szczęście, że jesteś z nim szczęśliwa.

-Dlaczego go zaprosiłeś? Przecież jesteście jak dwa różne światy.

-Nie dla niego go zaprosiłem. Dla ciebie.

-Sorry, ale nie lubię chodzisz na przedstawienia, gdzie pijane laski się uwieszają na przypadkowych gości, i otwierają nogi dla pierwszego lepszego, totalny brak szacunku do siebie. A ty- wskazałam na niego- Ty, to wykorzystujesz. 

-Nie bądź zazdrosna, też mogłabyś to mieć- zaśmiał się.

Czy on na prawdę myśli, że to było zabawne? 

-Nie lubię łatwo dostępnych towarów. Jeśli coś ma niską cenę to jest chodliwe, czyż nie? 

Przewróciłam oczami i wróciłam do dziewczyn. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz